Bezstresowy Facebook, czyli każdemu w bańce żyje się przyjemnie i bezpiecznie

Felieton/Technologie 13.06.2017
Bezstresowy Facebook, czyli każdemu w bańce żyje się przyjemnie i bezpiecznie

Często mówi się, że żyjemy w internetowej bańce. To zazwyczaj wygodne i dość przyjemne miejsce. Zajrzyjmy choćby do aktualności na Facebooku. Pojawiają się tam treści z – wybaczcie – naszego kręgu kulturowego.

Żywiący się wiedzą intelektualiści, dbający o dobór znajomych i stron, rzadko zobaczą niezbyt eleganckie posty o pupach i szery utworów disco polo. Miłośnicy tego ostatniego nie będą mieli raczej okazji zachwycić się owocnymi wymianami komentarzy w odpowiedzi na pytanie o to, czy Jacques Derrida był postmodernistą.

Jasne, zdarzają się wypadki przy pracy.

Od czasu do czasu nasz znajomy poleci jakimś mało strawnym linkiem czy zdjęciem. Możemy przestać go obserwować, usunąć lub nawet zablokować. Wszystko za chwilę wróci do normy i będziemy mogli znowu przewijać strumień bez narażania się na stres.

Żyjemy prawdziwym w błogostanie. Czasem klikniemy “Obserwuj” lub “Lubię to” przy nazwisku jakiegoś celebryty. Co prawda gdzieś z tyłu głowy pojawi się może myśl, że to nie nasz świat, ale zawsze miło ogrzać się przy kimś znanym, lubianym i szanowanym, dlatego ją zbagatelizujemy. Jakże szczęśliwi będziemy, gdy ktoś taki polubi lub, daj Boże, odpowie na nasz komentarz. Gdybyśmy znali znaczenie słowa “egalitaryzm” doszlibyśmy do wniosku, że nasz Facebook jest jego wypełnieniem.

Gdy kątem oka spojrzymy na reklamy wyświetlające się w sieci, również poczujemy się jak w domu. Przecież zaledwie kilka dni temu szukaliśmy w Google magicznego mopa, a teraz widzimy go wszędzie.

Dowartościowani poczujemy się w dniu urodzin. Google zmieni logo na świeczki, Facebook przygotuje okolicznościowy film. Oprócz tego otrzymamy mnóstwo życzeń. Żyć nie umierać! A tyle się mówi o zagrożeniach w sieci.

Od dawna wiadomo, że pluralizm poglądów może prowadzić do złego samopoczucia i wrzodów żołądka. Jeżeli dodamy do tego, że Internet zasadniczo jest miejscem ścierania się wielu skrajności, może się okazać, że dla zbyt wrażliwych sieć będzie mniej zdrowa niż wódka wypita na pusty żołądek przed sklepem, dwie minuty po jego otwarciu o szóstej rano.

W naszej bańce jest jednak bezpiecznie. Przypomina trochę zamknięte osiedle, którego mieszkańcy znają sąsiadów, kłaniają się wzajemnie i nie boją się obcych na swoim terenie. Wymiany poglądów będą często przyjaznym klepaniem się po ramieniu.

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by stanąć do walki.

Niby wymaga to opuszczenia, choć na chwilę, bańki i karmienia się treściami i poglądami, których nie podzielamy. To tylko pozory. Sącząc mowę nienawiści czy uprawiając hejt na stronach, forach i wszystkich innych miejscach niezgodnych z naszych światopoglądem, nie uciekniemy z bańki. Robiąc to bowiem nie zamierzamy otworzyć się na inne racje i argumenty, ale chcemy zamanifestować swoje.

“Lewak” pobiegnie na stronę Krystyny Pawłowicz. “Prawak” przyciągnie maszyny oblężnicze pod fanpage KOD-u. Uczyni to tylko po to, by wbić swój sztandar w sam środek areny. To, rzecz jasna, skrajne uproszczenie mające zilustrować mechanizm.

Polem walki nie muszą być zresztą zagadnienia wokół takich tematów, jak “Bóg, honor i ojczyzna” czy “wolność, równość i braterstwo”. Bić się można o to, który system operacyjny jest lepszy. Iluż rycerzy ma przystojny książę iOS. Jakże wielu orków chwyta za maczugi w obronie Uruk-haia Androida?

Nasza bańka to nasz Matrix.

Tkwimy w przekonaniu, że świat doświadczany w sieci to świat prawdziwy. Zapominamy, że czytając wiadomości patrzymy tylko na wycinek rzeczywistości. Fragment wykrojony przez dziennikarza czy media workera. Na ich podstawie tworzymy obraz świata, generalizujemy, wyciągamy zbyt łatwe wnioski. Utwierdzamy się we własnych przekonaniach i poglądach. Rzadko kiedy mamy odwagę przewartościować to, w co wierzymy i co głosimy. Zderzyć się z innością i zaakceptować ją.

Media żerują na tym naszym lenistwie i uwielbieniu własnej bańki. To dlatego gorącym tematem na świecie była literówka Donalda Trumpa czy ponura mina papieża Franciszka, uchwycona na jednym ze zdjęć, podczas spotkania z prezydentem Stanów Zjednoczonych. To dlatego powstało tak wiele tekstów o różnicy wieku między nowym prezydentem Francji i jego małżonką. To dlatego przyjmujemy bez namysłu prymitywne fake newsy. To dlatego tak łatwo wierzymy, że każdy muzułmanin to terrorysta, każdy Niemiec chce odzyskać Wrocław i każdy Polak to złodziej.

Nasza bańka nie jest wygodnym gniazdkiem, w którym mościmy się z lubością, by odpocząć i delektować się prawdą o świecie. To w gruncie rzeczy pętla na szyi, ograniczenie i prywatne getto. Bezrefleksyjnie zamykamy się w nim na własne życzenie.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement