8 rzeczy, które polubiłem w… telefonie z Androidem za niecałe 600 zł. I 4, których nie

Recenzja/Sprzęt 14.06.2017
8 rzeczy, które polubiłem w… telefonie z Androidem za niecałe 600 zł. I 4, których nie

Smartfon z Androidem za 600 zł – czy w takim sprzęcie można znaleźć coś fajnego i ciekawego? Jak najbardziej.

Uwaga: W tej chwili cena testowanego przeze mnie od kilku tygodni Asusa Zenfone Live wynosi 699 zł. Niedługo powinna jednak zostać obniżona do 599 zł, co czyni z niego dużo atrakcyjniejszy zakup.

Po pierwsze: wygląd

Procesory procesorami, RAM RAM-em, ale pierwsze, zapadające w pamięć wrażenie robi przede wszystkim to, jak telefon wygląda. A Zenfone Live, nawet w biało-złotej (różowawej?) wersji kolorystycznej wygląda po prostu dobrze.

Estetyczne,przemyślane linie, zaokrąglone krawędzie, cienka obudowa, przyciski wykończone w ciekawy sposób, brak zbędnych udziwnień (ale znalazło się miejsce m.in. dla diody powiadomień) i minimalistyczny tył – Zenfone’owi Live można zarzucić, że jest wizualnie zachowawczy, ale na pewno nie to, że jest brzydki.

To telefon, na który miło się patrzy, a co za tym idzie – chętniej się po niego sięga i chętniej z niego korzysta.

Po drugie: lekkość

I to na początku nawet trochę zaskakująca.

5-calowy smartfon ma bowiem masę około 120 gramów – używanie go nawet przez dłuższy czas, czy to do rozmowy przez telefon, czy to przeglądania internetu albo pisania ze znajomymi nie męczy ani trochę. I tak powinno być.

Po trzecie: przyciski pod ekranem

Dla niektórych może to być archaiczne rozwiązanie, ale dla mnie to wciąż jeden z wygodniejszych sposobów obsługi Androida.

Jedyne, co trochę przeszkadza, to fakt, że brakuje im podświetlenia. Ale i tak po kilku dniach użytkowania raczej bez większych problemów (i bez patrzenia) będziemy mogli trafić w nie na pamięć.

Po czwarte: to jest wygodne

Lekki, zaokrąglony na krawędziach telefon, z ekranem o nieprzesadnie dużej przekątnej. Co daje zsumowanie tych wszystkich elementów? Po prostu wygodny sprzęt.

Zenfone’a Live łatwo podnosi się z biurka, łatwo wsuwa do kieszeni, komfortowo trzyma jedną ręką w trakcie rozmowy albo przeglądania sieci, i tak samo przy użyciu dwóch rąk łatwo wprowadza się na nim dłuższe teksty.

Po piąte: to działa!

Nie będę ukrywał – jestem trochę uprzedzony do jakości działania tańszych telefonów z Androidem, a w parze z leciwym już Snapdragonem 400 spodziewałem się małej katastrofy – ładnego, lekkiego i wygodnego telefonu, z którego nie da się korzystać bez irytacji.

Tymczasem wrażenia z dłuższego użytkowania urządzenia o takiej specyfikacji (plus 2 GB RAM) są raczej pozytywne.

W przypadku codziennego użytkowania – zwłaszcza mając w pamięci cenę telefonu – nikt nie powinien być rozczarowany. Aczkolwiek powinien być przygotowany na to, że idealnej płynności, w każdych warunkach, nie uzyska. Czasem system, nawet w pozornie prostych zadaniach, zgubi jedną czy dwie klatki animacji. Czasem biała plansza aplikacji, przed załadowaniem się jej danych, będzie wyświetlana trochę dłużej, niż moglibyśmy tego oczekiwać. Trzeba też pamiętać, żę 2 GB RAM w obecnych czasach to już nie tak dużo.

Ale czy korzystanie z takiego urządzenia – za które zapłaciliśmy zaledwie 600 zł – jest męczące? Ani trochę.

Przy grach będzie natomiast gorzej. Jeśli chodzi o proste produkcje, Zenfone Live radzi sobie nieźle. Natomiast nawet w niezbyt rozbudowanych tytułach 3D konieczne jest zejście z detalami do najniższego możliwego poziomu – inaczej zabawa będzie niesamowicie frustrująca.

Nie jest to więc najlepsza maszyna do grania (chyba że chcecie grać w Fidget Spinnery…), ale jeśli nie jest to naszym głównym zajęciem – będzie dobrze.

Po szóste: dodatki, dodatki, dodatki

Najbardziej promowanym przez Asusa dodatkiem jest aplikacja BeautyLive – pozwalająca realizować transmisję na żywo z uwzględnieniem filtrów poprawiających nasz wygląd. Tak, tych filtrów, które sprawiają, że nasza skóra wydaje się tak idealnie gładka, że aż nienaturalna.

I gdyby ktoś pytał, to… to faktycznie działa, a obsługa jest banalna – wybieramy poziom upiększenia (od 1 do 10), decydujemy się, przez które medium chcemy nadawać (Facebook, YouTube, Instagram) i już – wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym.

Podobne efekty, choć o wiele bardziej rozbudowane i konfigurowalne w szerszym zakresie, znajdziemy też w przypadku zdjęć selfie. Tutaj większość parametrów można ustawić samodzielnie, uzyskując albo ciekawe efekty, albo zmieniając nasz obraz w całkowitą karykaturę.

Tak czy inaczej – przyjemna zabawa, która miłośnikom selfie pewnie przypadnie do gustu. Inna rzecz, która przypadnie powinna im się spodobać? Przednia dioda do doświetlania zdjęć, choć działa ona w trybie… latarki.

Po siódme: to jest fajnie wykonane

Oczywiście bez przesady – to tani telefon. Ale nie tylko zaprojektowano go, ale też wykonano go całkiem przyjemnie. Nie trzeszczy, nie skrzypi, nie piszczy – jest dobrze.

Po ósme: dobrze się przez to rozmawia

To telefon, więc nie powinien sprawiać problemów podczas rozmowy. I nie sprawia – jakość połączeń (wykorzystujących dwa mikrofony, z czego jeden do redukcji hałasu tła), zarówno jeśli chodzi o głośność czy jakość, jest dobra. Nie wybitna, ale satysfakcjonująca.

Dlaczego uważam to za zaletę? Bo niektórzy producenci zapominają, że część osób jeszcze sporo przez telefon rozmawia.

A co się nie podobało?

Cóż, tego było akurat stosunkowo niewiele.

Drobne wpadki jakościowe, których chyba nie dało się uniknąć (w tej cenie)

To nie jest telefon za 900, 1200 czy 2000 zł, więc nie można od niego wymagać nie wiadomo czego. I tak np. pokrywa akumulatora dość szybko zbiera rysy (choć trzeba jej przyznać, że nie widać na niej odcisków palców). W nierównej szczelinie pomiędzy ekranem a obudową szybko też gromadzi się brud, którego trudno będzie się pozbyć.

Nie da się też ukryć, że całość obudowy wykonano z tworzywa sztucznego. I to czuć.

Android 6.0.1

Doskonale rozumiem, że powszechnie przyjętą praktyką jest brak nowszej wersji Androida na tańszych telefonach. Ale cóż, szanować tego nie muszę.

Nakładka na Androida

Nie jest może jakoś całkowicie wizualnie niewłaściwe, ale… przez cały okres testów nie mogłem się przekonać ani do domyślnej wersji nakładki, ani do jej licznych wariantów dostępnych do pobrania z aplikacji Asusa.

Doceniam oczywiście dodatki – czy to animacje pogody na ekranie blokady, czy obsługa bonusowych gestów i trybu obsługi jedną ręką, czy skróty szybkiego dostępu, czy alternatywne tryby obsługi (Łatwy i dla dzieci).

Ale estetycznie nie mogę się przekonać. Do tego mój mózg do tej pory nie może zaakceptować animacji towarzyszącej zmianie paneli na ekranie głównym. Po prostu nie.

Bardzo średni aparat

Zenfone Live może i jest reklamowany jako telefon do selfie i selfie-wideo, ale telefonem dla fotografa raczej nigdy się nie stanie.

Wykonywane nim zdjęcia i cały proces fotografowania są co najwyżej średnie. Autofocus działa powoli, lubi pudłować, a przy ciut gorszym oświetleniu (i mowa tu raczej o dobrze oświetlonym pokoju, nie o pełnej ciemności) zaczyna lekko szaleć. Zapisywane przez matrycę kolory nie mają natomiast wiele wspólnego z rzeczywistością – czerwony staje się np. pomarańczowym pod niektórymi kątami, a potem przeistacza się nagle w różowy.

Ten samochodzik jest tak naprawdę czerwony. Nie schodzi też z niego lakier…

Mimo 13 megapikseli rozdzielczości lepiej też zbytnio nie powiększać konkretnych fragmentów zdjęć – nie wygląda to najlepiej.

Przy bardzo dobrym oświetleniu jest lepiej, ale jasne fragmenty obrazu lubią się przepalić.
Macro… o dziwo da się zrobić.
Bez HDR.
Z HDR Pro.

Oczywiście, jeśli ktoś chce po prostu cyknąć fotkę, najlepiej w dobrych warunkach oświetleniowych, i taki aparat da radę.

Brak emocji

Czyli lista rzeczy, o których można co najwyżej powiedzieć, że są:

  • Ekran – LCD, TFT 5 cali przy rozdzielczości 720. Opisy takich wyświetlaczy czytaliście już miliony razy – nie ma tutaj wygładzenia na poziomie ekranów FHD, ale jest wystarczająco dobrze, żeby nie mieć na co narzekać. Dodajmy do tego przyjemne kolory i dość wysoką jasność maksymalną, a otrzymamy ekran, który sprawdzi się w większości przewidzianych dla niego zastosowań.
  • Łączność – LTE, WiFi, Bluetooth działają sprawnie, bez zauważalnych, a już na pewno dotkliwych problemów
  • Głośnik – jest i gra, ale mimo deklaracji Asusa odnośnie zastosowanych w nim technologii, nie potrafię do specjalnie docenić. Jest po prostu przeciętny, choć całkiem głośny i do większości zastosowań wystarczający
  • Dual SIM – jest i działa, choć to rozwiązanie hybrydowe. Albo więc mamy dwie karty SIM, albo kartę SIM i kartę pamięci. Co przy 16 GB wbudowanej pamięci (około 8-9 GB dla użytkownika) może okazać się dość trudnym wyborem.
  • Akumulator – szału nie ma, rozczarowania też nie. Bez większych problemów przy średnim obciążeniu uda się dotrwać do późnego wieczora (przy mniej więcej 4-5 godzinach włączonego ekranu), ale na wiele więcej nie liczcie. Na szczęście na wiele mniej też – ot, standard. Nie liczcie też na szybkie ładowanie i podobne gadżety.
  • Złącze słuchawkowe – jest. Dźwięk na słuchawkach nie powala, ale jest też lepszy niż ten płynący z głośnika
  • USB – jest, 2.0
  • NFC – brak

To jaki jest Zenfone Live?

Przede wszystkim dla mnie zaskakujący, bo okazało się, że smartfona z Androidem za mniej niż 600 zł (no, za złotówkę mniej) można polubić, i że może on zaoferować użytkownikowi coś naprawdę ciekawego.

Przy czym to, co spodobało mi się najbardziej, nie ma żadnego związku z tym, co najbardziej eksponuje producent. Upiększanie wideo na żywo robi wrażenie, ale o wiele bardziej doceniam ładną, lekką i wygodną obudowę, nawet jeśli ta z czasem będzie zbierać kolejne ryski.

I o ile za 700 zł smartfon ze Snapdragonem 400 i 2 GB mógł nie wydawać się aż tak dobrą propozycją, o tyle za 599 zł prezentuje się już dużo ciekawiej.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement