Ryzykowna decyzja. Szwajcarzy już nie chcą swoich elektrowni atomowych

Ryzykowna decyzja. Szwajcarzy już nie chcą swoich elektrowni atomowych

Szwajcaria rezygnuje z elektrowni atomowych na rzecz odnawialnych źródeł energii. Już za kilka miesięcy rozpocznie się długotrwały proces zmiany polityki energetycznej tego kraju.

Jest to nie tylko decyzja rządu, ale też obywateli, którzy opowiedzieli się za takim rozwiązaniem w marcowym referendum. Oznacza to, że od stycznia 2018 roku rozpocznie się długotrwały, stopniowy proces rezygnacji z energii jąrowej. Będzie polegać on na tym, że Szwajcarzy nie będą budować nowych elektrowni atomowych, a obecnie używane bloki będą używane przez maksymalnie 45 lat, bez możliwości wydłużenia tego okresu poprzez modernizację konstrukcji.

Alternatywą dla tego rozwiązania mają być odnawialne źródła energii, takie jak słońce oraz wiatr. To w te rozwiązania Szwajcaria będzie inwestować najwięcej. I choć na pierwszy rzut oka może się to wydawać dobrym pomysłem, to nie jest on idealny. Odnawialne źródła energii w teorii nie mają żadnych wad i stają coraz popularniejsze. Bardzo często jest tu wskazywany przykład Niemiec, które najwięcej w Europie inwestują w tego typu rozwiązania. Co więcej, z każdym rokiem stają się one coraz bardziej efektywne. By daleko nie szukać, 30 kwietnia 2017 roku w Niemczech aż 85 proc. energii wyprodukowano ze źródeł odnawialnych. Była to zasługa bardzo słonecznej oraz wietrznej pogody. Niebawem zapewne ten rekord zostanie pobity, w końcu zacznie się słoneczne lato.

Niestety Szwajcarzy raczej nie będą mogli liczyć na równie dobre rezultaty. Warto pamiętać o tym, że Niemcy ogromną część energii odnawialnej produkują na północy kraju, nad morzem. To tam są najlepsze warunki do stawiania kolejnych elektrowni wiatrowych. Oprócz tego nasi zachodni sąsiedzi coraz więcej inwestują w elektrownie wodne oraz słoneczne. Należy jednak pamiętać o tym, że wszelkie odnawialne źródła energii zależą od pogody. Gdy jest słonecznie i wietrznie, energia jest produkowana, często w nadmiarze. Jednak gdy pogoda jest niesprzyjająca, także energii zaczyna brakować.

Groźne są obie sytuacje, bo problemem jest też nadmiar produkowanej energii. Jeżeli OZE wytworzą za dużo energii, należy się jej pozbyć, a konkretnie wypchnąć do sąsiednich sieci energetycznych. Dodatkowo zielona energia ma w takich sieciach priorytet. Jako że nasz zachodni sąsiad produkuje naprawdę dużo zielonej energii, bardzo często musimy ją przyjmować i kupować od Niemiec. Wówczas konieczne jest ograniczenie pracy naszych własnych elektrowni. Jako że koszt utrzymania takich konstrukcji jest bardzo wysoki, w ten sposób podnosi się jednostkowy koszt energii pochodzącej z nich, stają się one mniej opłacalne na tle konkurencji.

Teraz wyobraźmy sobie, że wszyscy zaczynają korzystać z OZE

Sytuacja taka spowodowałaby mnóstwo problemów wynikających z braku lub nadmiaru energii. Dlatego radzę nie wierzyć w propagandę mówiącą, że za jakiś czas będziemy korzystać wyłącznie z OZE. Niezbędna jest pełna dywersyfikacja źródeł energii. Musimy korzystać zarówno z węgla, atomu oraz gazu, jak też źródeł odnawialnych. Jest to konieczne, ponieważ nawet jeżeli w szczególnie słoneczne i wietrzne dni wyprodukujemy duże ilości energii, to nie będziemy mogli nic z nią zrobić, bo nie znamy efektywnego sposobu przetrzymywania jej. Można co prawda myśleć o stworzeniu ogromnych akumulatorów, ale ich wysoki koszt i krótka żywotność sprawiają, że nie byłoby to rozwiązanie ani tanie, ani ekologiczne.

Sami Szwajcarzy mają wątpliwości co do słuszności swojej decyzji. Zauważają oni, że korzystanie głównie z OZE może negatywnie wpłynąć na stabilność infrastruktury energetycznej, ceny energii oraz… idylliczny krajobraz Szwajcarii. W końcu gdzieś będzie trzeba postawić te wszystkie panele solarne oraz wiatraki. Mnie jednak najbardziej dziwi fakt, że Szwajcaria zaczęła zastanawiać się nad rezygnacją z atomu po awarii elektrowni nuklearnej w japońskiej Fukushimie. Awarii spowodowanej uderzeniem tsunami. Klęską żywiołową, która Szwajcarii z oczywistych powodów raczej nie grozi, przyjemniej nie bez aneksji jednego z sąsiednich krajów.

Na szczęście procesu rezygnacji z energii nuklearnej nie da się przeprowadzić pochopnie i będzie trwał on kilkadziesiąt lat. Dlatego, jeżeli okaże się, że odnawialne źródła energii zawodzą i powrót do atomu okaże się koniecznością, Szwajcaria będzie mogła szybko zrewidować swoje plany i ponownie korzystać z elektrowni jądrowych. Sami też powinniśmy uważnie obserwować poczynania Szwajcarów. Może bowiem okazać się, że uda się im rozwiązać większość problemów OZE, a ich eksperyment się powiedzie. Będzie to jasny sygnał dla nas, że czas porzucić marzenia o zbudowaniu własnej elektrowni jądrowej i skupić się na korzystaniu z bardziej nowoczesnych i ekologicznych rozwiązań.

Dołącz do dyskusji

Advertisement