Sam nie mogłem uwierzyć – Quake Champions zapowiada się naprawdę miodnie

Artykuł/Gry 02.05.2017
Sam nie mogłem uwierzyć – Quake Champions zapowiada się naprawdę miodnie

Gdy w czerwcu 2016 roku w trakcie targów E3 Bethesda zapowiedziała nową grę Quake Champion, od razu wzbudziła moje zainteresowanie. Przypominała bowiem staroświeckie strzelanki FPS, w które grałem kiedyś do znudzenia: Quake, Doom, Half-Life czy Painkiller.

Choć różniły się od siebie wieloma aspektami, to miały kilka wspólnych cech:

  • lśniły w trybie multiplayer
  • pozwalały na modyfikacje wprowadzane przez graczy
  • królowały na pecetach

Podobnie mam być z Quake Champions – ma to być przeznaczona jedynie na komputery PC gra sieciowa, przywołująca na myśl klasyczne rozgrywki deathmatch. Jakbyśmy nie lubili gier na konsole, to musimy przyznać – klasyka tego typu gier FPS powstawała na pecetach. Bethesda zamierza dopieścić graczy PC – oferując możliwość uruchomienia gry w 120 klatkach na sekundę.

Quake Champions ma być odwrotem od coraz bardziej złożonych drużynowych strzelanek.

Mimo tego, że podobnie jak np. w Overwatch mamy tutaj różnych bohaterów, to nie różnią oni się bardzo umiejętnościami. Konkretnie, każdy bohater ma jedną unikalną zdolność – która jednak ma być tak zbalansowana, że nie zaburza równowagi rozrywki.

quake champions

Te zdolności to np. możliwość zniknięcia na kilka sekund czy też teleportowania się w ograniczonym zakresie. Bohaterowie są wyraziści, mówią do krótkie zdania, które mają ubarwić rozgrywkę i oddać ich historię.

Bethesda jednak nie przesadziła ani z budowaniem historii, ani z wątkiem fabularnym. Po prostu go nie ma. Możemy uznać, że jest to banda twardzieli próbująca wydostać się z wrogiego środowiska.

A mapy w Quake Champions są naprawdę świetne.

W zamkniętej becie, w którą miałem okazję grać, były do wyboru jedynie trzy – ale każda miała swój unikalny klimat, i każda powodowała, że zaczynało budować się jakąś podstawową strategię dotyczącą potencjalnych kryjówek, sekretów, czy dopalaczy do zebrania. Tak, Quad Damage powraca w pełnej glorii.

W zamkniętej becie początkowo grać mogliśmy jednym bohaterem – typowym space marine o nazwie Ranger. Aby odblokować innych, musieliśmy stoczyć kilka potyczek, i uzbierać punkty, które były walutą w sklepiku umieszczonym w interfejsie gry. Punkty zdobywało się grając, wygrywając oraz wykonując warunki różnych wyzwań (typu 2 razy zagraj na konkretnej mapie lub zabij innego bohatera, używając swojej unikalnej umiejętności).

Zauważyłem, że pozostałych bohaterów wynajmuje się na czas – np. na jeden dzień. Czy tak będzie w ostatecznej wersji gry? Na razie nie wiadomo. Wiadomo natomiast od niedawna, że gra będzie oferowana jako tytuł free-to-play, w którym ewentualne zakupy nie zapewnią przewagi w grze, a jedynie zmiany kosmetyczne. W tej chwili w grze już wbudowane są różne losowane nagrody (skrzynie ze skarbami), które po otwarciu mogą ujawnić nam unikalny strój, skórkę czy wynajęcie bohatera na jeden dzień.

Czas powiedzieć trochę o samych wrażeniach z rozgrywki.

Miałem okazję grać w jednej z tur zamkniętej bety w kwietniu. Nie jestem wymiataczem gier sieciowych – muszę przyznać, że nigdy nie grałem na tyle poważnie, że np. piąłbym się po drabince współzawodnictwa, musicie więc odczytywać moje słowa jako zdanie tzw. casuala.

A sama rozgrywka była świetna!

Bawiłem się doskonale, poziomy zbudowane są w przemyślany sposób a ganianie się z innymi graczami i zdobywanie fragów wywołało momentalny uśmiech na mojej twarzy. To jest prawdziwy powrót do przeszłości i dni świetności gier z serii Quake! Spędziłem w grze kilka godzin, zobaczyłem wszystkie dostępne areny i zagrałem kilkoma bohaterami (najwięcej jednak darmowym Rangerem) i jestem naprawdę mile zaskoczony, jak miodna jest to gra.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement