Świat normalnieje. Nowe wersje Androida nie budzą już żadnych emocji

Świat normalnieje. Nowe wersje Androida nie budzą już żadnych emocji

Co czuliście, gdy zapoznaliście się z nowościami w Androidzie O?

Ja przewrotnie się ucieszyłem, bo mój tzw. zeszłoroczny flagowiec nie jest już zeszłoroczny i mimo ponawianych przez Lenovo obietnic, jeszcze nie otrzymał Nougata. Na O(reo) szans więc nie ma. Ucieszyłem się rzecz jasna nie dlatego, że aktualizacji na 99,9 proc. nie będzie. Nowości są po prostu tak mało atrakcyjne, że nie będę ich żałował.

Nie wiem czy choćby raz skorzystałbym z funkcji Picture in Picture, umożliwiającej oglądanie filmu na zminimalizowanym okienku. Jego dłuższy bok miałby na ekranie mojego smartfonu jakieś 4 centymetry. Nieco ciekawiej prezentuje się funkcja Notification Dots. Te kropki informujące o powiadomieniach obok ikon aplikacji coś w sobie mają. Umówmy się, nie jest to jednak killer ficzer, który miałby mnie skłonić do zmiany smartfonu czy kombinowania z custom ROM-ami.

Nowy Android? Kogo to obchodzi.

Nowy Android nie potrafi już nawet wywołać porządnej wojny między plemieniem iOSiarzy i Androidziarzy. Stara pieśń bojowa tych pierwszych o tym, że system Google zamula, laguje i w ogóle ssie, a poza tym jest najgorszą rzeczą na tym łez padole i karą boską, straciła sens już dawno.

Owszem, spowolnienia się zdarzają, poważne błędy coraz rzadziej. Nie potrafię przypomnieć sobie w ostatnich miesiącach takiej awarii oprogramowania, która wyprowadziła mnie z równowagi. Jakiś czas temu aplikacja Facebooka omal nie zamieniła mojego urządzenia w cegłę. Pomógł powrót do ustawień fabrycznych z poziomu recovery i rezygnacja z apki Facebooka do czasu jej aktualizacji. Tyle że to sytuacja sprzed kilku lat. Dawno i nieprawda.

Kolejny Android mało kogo podnieca z prostego powodu. Nowe funkcje wcale nie są nowe, bo często zdarza się, że producenci wdrożyli je w swoich nakładkach już dawno. “Czystość” systemu też przestała być argumentem. Kiedyś z takiego TouchWiza lały się strumienie potu podczas zwykłego przewijania ekranu. Nakładka LG trzeszczała w szwach, gdy tapnęliśmy na cokolwiek. Dziś biorąc do ręki Samsunga Galaxy S8 czy LG G6 wrażenia mam zupełnie pozytywne. I nie mam tu na myśli wyglądu urządzeń, ale działanie systemu.

Wersja Androida nie jest żadnym argumentem dla zwykłego użytkownika. Niewielu potrafi odpowiedzieć precyzyjnie na pytanie jaki system zarządza ich smartfonem. Serio, spytajcie znajomych, którzy nie są geekami. Cześć odpowie wam, że mają urządzenie z Androidem, ale większość nie będzie potrafiła wskazać konkretnej wersji. Skoro tak, niewiele powiedzą też o różnicach, a co za tym idzie podczas zakupu telefonu nie zwrócą uwagi na to czy ma on Lollipopa, Marshmallowa, Nougata czy Oreo.

Z tego ostatniego objawu dojrzewania Androida można się tylko cieszyć. Dobry system to taki, który nie skupia uwagi na sobie. Użytkowanie smartfona ma być po prostu wygodne, intuicyjne i w miarę bezbłędne.

Jestem wymierającym gatunkiem. Jeszcze czekam na nowego, a w zasadzie już starego Androida.

Jestem jednym z tych użytkowników, którzy jeszcze czekają. Oczywiście nie na Androida O, ale na wydanego w ubiegłym roku Nougata. Lenovo najpierw obiecywało aktualizację pod koniec 2016 roku. Potem w lutym. Następnie w maju. Miesiąc ten dobiega powoli końca, a żaden zwykły użytkownik nie zobaczył Androida 7 na swojej Moto X Style. Żeby było zabawniej Lenovo zamieściło w kwietniu informację o aktualizacji amerykańskiej wersji smartfonu, Moto X Pure.

Na jej podstawie media wyciągnęły błędny wniosek, że rozpoczęła się aktualizacja. Teraz plotka goni plotkę. Niepotwierdzone źródła plotki mówią o tym, że do końca maja Nougat trafi do użytkowników z Niemiec. Samo Lenovo zdaje się nie znać odpowiedzi na pytanie „kiedy”. Na swojej facebookowej stronie informowało kilka dni temu, że pierwsze egzemplarze Moto X Style otrzymały już Nougata. Nie wiadomo niestety w jakim kraju czy regionie.

Wbrew wszystkiemu czekam. Z dwóch powodów. Pierwszy z nich pokazuje zarazem ubóstwo „czystego” (w przypadku Moto „prawie czystego”) Androida. Dopiero Nougat oferuje natywną funkcję tworzenia czarnych list połączeń i blokowania konkretnych numerów. Taką możliwość miałem nawet we wcześniejszym smartfonie HTC z nakładką HTC Sense. Śmieszne, prawda? Oczywiście jest na to aplikacja. Próbowałem dwóch. Niestety do żadnej nie mogłem mieć zaufania po tym, gdy dostałem od znajomych kilka sygnałów, że nie mogą się do mnie dodzwonić, mimo że ich nie blokowałem.

Drugi powód to ulepszone centrum powiadomień i funkcja szybkich odpowiedzi bez konieczności wchodzenia do aplikacji. Na to też w zasadzie jest aplikacja. Testowałem quickReply, ale nie spełniła moich oczekiwań.

Producenci pozbawili mnie argumentów przeciwko Androidowi z nakładką już jakiś czas temu. Lenovo miało jeszcze jeden atut w ręku: wyróżniało się na rynku szybkością aktualizacji. Dziś sytuacja jest taka, że Nougata otrzymali posiadacze Samsunga Galaxy S6, a wydany kilka miesięcy później „beznakładokowy” smartfon Moto X nadal go nie otrzymał.

Biorąc to wszystko pod uwagę nie będę się upierał podczas wymiany smartfonu przy „czystym” Androidzie. Nadal go lubię, ale na pewno nie będzie determinował wyboru.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement