Janusze Disqusa mogą się już bać. Nadchodzi ich największa zmora – shadowban

Felieton/Social media 06.04.2017
Janusze Disqusa mogą się już bać. Nadchodzi ich największa zmora – shadowban

Opowiem wam historię o Januszu Internaucie. Takim, co to wstał lewą nogą i musiał znaleźć ujście swojego gniewu. Nasz pech chciał, że padło na polski kawałek Internetu.

Pan Janusz miał naprawdę zły dzień. W pracy dowalili mu tyle zadań, że gdyby mógł, wyłby z rozpaczy. Tylko trochę tak głupio, zaraz przy szefie. Jeszcze krzywo popatrzy albo zwolni nie daj Boże. Naburmuszony, z brwiami ściągniętymi w nieciekawym grymasie, Pan Janusz wraca więc do domu i uruchamia komputer PC. Praca pracą, ale trzeba wiedzieć, co piszczy w technologicznym świecie.

Wtem Pan Janusz, teraz już w zasadzie Janusz Internauta, zalewa się czerwienią. Na blogu technologicznym, czyli miejscu skrajnie subiektywnym, jeden z twórców darmowych treści ośmielił się napisać, że system A jest jego zdaniem lepszy niż system B. Ale się w nim zagotowało! Piana niemal poszła z ust. Jak to tak?! System A?! Co za kpina! Co za żart! Przecież każdy wie, że to system B jest jedyną słuszną opcją. No, a przynajmniej wie to Janusz Internauta.

Powietrze wypełnia dźwięk wystukiwanych klawiszy. „Cymbale niedouczony” – zaczyna z furią Janusz, rozpoczynając komentarz pod tekstem. „Przecież wiadomo, że B jest lepszy. A do pięt mu nie dorasta” – wpisuje w odpowiednie pole. Żeby nie być gołosłownym, nasz Internauta dodaje: „Na B mogę wykonać czynność X, Y, Z. System A jest żałosny. Nic nie potrafi”. Przez moment Januszowi przeszło przez głowę, że sam z tych Y oraz Z nigdy nie skorzystał, ale nie to jest teraz ważne.

„Ciekawe, ile ci zapłacili” – kontynuuje już nieco spokojniejszy, z lekkim uśmiechem pod wąsem. No bo przecież na pewno zapłacili. Tylko Janusz ostatni sprawiedliwy. Nie to, żeby ktoś mu proponował jakieś pieniądze na boku. No, ale gdyby już zaproponował, to nie wziąłby na pewno! Za komuny nie wstąpił do partii (nie do końca mógł, bo był za młody), to teraz go złamią? Ha, dobre sobie.

„Jak możesz patrzeć w lustro. Żygać mi się chce jak to czytam” – nasz Internauta wystukuje dalej, teraz już w pisarskim uniesieniu. „Żal mi ciebie. Dostaję raka jak widzę takie teksty. Jesteś idiotą i złodziejem. A do tego tekst to plagiat. Nie pozdrawiam, KURWAwski” – z tego ostatniego wyrazu Janusz był dumny najbardziej. Redaktor ma na nazwisko Kowalski. Błyskotliwa zabawa formą na pewno zostanie doceniona przez innych użytkowników. Przepełniony zadowoleniem, Janusz odpala papierosa, jak po dobrym seksie.

No i komentarz zostaje usunięty.

Janusz zrywa się z krzesła, omal nie spadając. Przeciera oczy ze zdumienia. Nie dowierza. Jednak mu się nie pomyliło. Jednak się nie przewidział. Ktoś naprawdę usunął jego komentarz. JEGO. KOMENTARZ. Papieros prawie wypada mu z ust. Jak ktoś śmiał usunąć jego cenną opinię?! Przecież to jest ograniczenie wolności słowa! No a mamy chyba demokrację, prawda?

Nie po to Janusz TYMI RĘKOMA wywalczał dla Polski niepodległość, aby teraz tej niepodległości nie szanować. No, może nie dosłownie, bo na żadne manifestacje ani strajki nie chodził, ale nie wchodźmy w szczegóły. Co z wolnością wypowiedzi? Co z prawem do własnego poglądu i stanowiska? Moderatorzy ewidentnie zachowują się jak cenzura za komuny. Gorzej nawet. A przecież on nic złego nie zrobił. Napisał tylko swoje zdanie. Zabrał ważny, celny, merytoryczny głos w sprawie.

Powietrze po raz kolejny wypełnia dźwięk wciskanych klawiszy. „No ładnie. Czyli teraz będziecie już wszystko cenzurować? Nie bez powodu mówią, że jesteście…”

Na Spider’s Web mamy takich przypadków dziesiątki tygodniowo.

Sam mam tę przyjemność, że rozmawiając z czytelnikami o grach wideo jestem uczestnikiem naprawdę wartościowej, merytorycznej dyskusji. Uwielbiam zanurzać się w komentarze i dyskutować z innymi pasjonatami interaktywnej rozrywki. Niestety, część z redakcyjnych kolegów nie może pochwalić się podobnym entuzjazmem. Pisząc o Androidzie, iOS, Windowsie, Linuksie czy MacOS komentarze często zamieniają się w śmietnik.

Uwielbiamy, gdy na Spider’s Web trwa merytoryczna rozmowa nad wyższością jednego systemu nad drugim. Gdy trwa taka bitwa na argumenty. Teksty poświęcone nowym modelom smartfonów, tabletów i komputerów to DNA tego bloga. To jego podstawa. Jeden z fundamentów. Niestety, wraz z postępującym wzrostem nienawiści w sieci, rośnie również odsetek komentarzy, które są jawnie wrogie.

Zasady na Spider’s Web są bardzo proste. Jesteśmy otwarci na krytykę. Doceniamy ją. Analizujemy. Wyciągamy wnioski. Jeżeli jednak jeden użytkownik obraża drugiego lub autora, nie ma dla niego miejsca. Taki komentarz zostaje usunięty, a osoby notorycznie atakujące innych, zarzucające im kłamstwo, sugerujące korupcję lub obrażające w jakikolwiek inny sposób łapią bana.

Spider’s Web to największy blog technologiczny w Polsce. Bardzo możliwe, że w całej Europie Środkowej. Wspominam o tym tylko dlatego, żeby pokazać skalę. Generując zasięg na poziomie prawie 3 milionów unikalnych użytkowników miesięcznie, docieramy do wielu ludzi o rozmaitych poglądach. Odmiennych preferencjach. Innych doświadczeniach z technologiami. To oczywiste, że jednemu będzie się podobał Android, drugiemu iOS. Nie to jest problemem. Ten leży w braku minimum obycia podczas debaty z innymi.

Najgorsze jest to, że gdy usuwamy posty atakujące innych użytkowników bądź autorów treści, okazjonalni frustraci wracają z zarzutami cenzury na ustach. Takie osoby zadziwiająco często myślą, że ich komentarz został usunięty, bo wolą system A od systemu B. Są przekonane o swojej nieomylności. Nie biorą pod uwagę, że za usunięciem stoi niewybredny język, jakim posługiwali się w odniesieniu do innych ludzi.

Oczywiście to nie tylko przypadłość tego zakątku sieci. Inne witryny mają o wiele, wiele gorzej.

Nas łączy pasja do technologii. Do nowoczesnych gadżetów. Do gier, mobilnych aplikacji czy nowoczesnych form dystrybucji niematerialnych dóbr. Mamy wspólne zainteresowania, a trudno o lepsze spoiwo podczas relacji. Nawet tych internetowych. Kiedy jednak odwiedzam portale stricte polityczne, stricte światopoglądowe… Naprawdę mam wrażenie, że sekcja komentarzy jest tam jakąś formą alternatywną rzeczywistości.

Internet ma problem z wulgarnymi, nie potrafiącymi zachowywać minimum przyzwoitości krzykaczami. Takimi, którzy potem wracają z oskarżeniami o cenzurę, korupcję, przekupstwo, bo ktoś usunął ich wypełniony wulgaryzmami i agresją wpis. Dlatego tak bardzo podoba mi się sposób, w jaki radzi się z takim marginesem na YouTube. Tam od dłuższego czasu funkcjonuje tak zwany shadowban.

Shadowban to najlepsze, co może spotkać platformy dyskusyjne. Cieszę się, że ta opcja zmierza na Disqus.

Czym jest shadowban? To sposób na radzenie sobie z uciążliwymi komentarzami bez świadomości ingerencji w nie ze strony agresywnych autorów. Nakładając na wpis shadowbana sprawiamy, że jego twórca dalej widzi swoje „dzieło” pod tekstem. Tyle tylko, że on jeden. Dla cywilizowanych użytkowników sieci taki komentarz jest ukryty.

W praktyce autor grubiańskiego, łamiącego regulamin wpisu nie wie, że nikt inny nie może go odczytać. Agresywny internauta jest dumny z silnej ekspozycji swojego stanowiska, a cała reszta społeczności nie musi wchodzić do tego ścieku. Wilk syty i owca cała. Oczywiście shadowban stwarza również zagrożenia. Narzędzie może być wykorzystywane przez autorów internetowych treści do ukrywania merytorycznych, krytycznych, wskazujących błędy komentarzy.

Opierając się na doniesieniach serwisu Engadget, Disqus chce bardziej aktywnie walczyć z nienawiścią, toksycznością i złymi standardami w sieci. Jednym z takich sposobów ma być właśnie shadowban. Chociaż wiceprezes Disqusa nie podał terminu wdrożenia nowej opcji, prace nad nią trwają już od jakiegoś czasu. Podobnie jak nad innymi mechanizmami.

Przykładowo, Disqus ma niebawem znacznie lepiej radzić sobie ze spamem, agresywnymi wpisami oraz nachalnymi reklamami, ulepszając system automatycznych filtrów. Do tego wtyczka z komentarzami będzie mogła zostać zablokowana na witrynie, która cieszy się złą renomą w sieci. O takiej blokadzie zadecydują sami administratorzy Disqusa. Ma to zmusić włodarzy witryn przymykających oczy na agresję do szukania innych, mniej popularnych rozwiązań.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement