WordPress jako domyślna platforma dla dużego serwisu to nie bug, tylko feature

Artykuł 25.03.2017
WordPress jako domyślna platforma dla dużego serwisu to nie bug, tylko feature

Z dużym zaskoczeniem przeczytałem niektóre komentarze pod tekstem o nowej wersji Spider’s Web. Niektóre z nich zdawały się sugerować, że opieranie serwisu o WordPress to coś złego, a na pewno obciachowego. 

Ja już długo w tym siedzę. Rozumiem, że blogi to bezustanna wojna czytelników z autorami o to, kto ma bardziej rację. Ale zarzut sugerujący, że opieranie strony na WordPress to amatorka?

Jest to oczywiście piramidalna bzdura.

Gdyby przyszedł dziś do mnie znajomy i powiedział, że ma milion złotych do wydania na serwis oparty na treści, to i tak najpewniej doradziłbym mu WordPressa z zapleczem programistycznym, który dostosuje system do jego potrzeb.

Nie ośmielę się dowodzić, że WordPress to najlepsza rzecz na świecie, bo pewnie tak nie jest; zresztą nie znam się na tyle, by wdawać się w taką dyskusję. Ale jest cała przepaść pomiędzy tym, a „kompletnym obciachem” i zarzutem pójścia po kosztach.

Programiści patrzą na to trochę inaczej. Oni mają te swoje bardzo mądre argumenty o dekompilacji SQL jądra kernela i klastracji zapytań assemblerowych*, ale nie jest przypadkiem, że XXI wiek przyniósł nam zapotrzebowanie na całe grupy zawodowe, które specjalizują się w komunikacji pomiędzy twórcami kodu, a ich bezpośrednimi odbiorcami.

Ja mało się znam na kodzie, jego wydajności i zapytaniach do bazy. Ale umiem ocenić praktyczne zastosowania systemu, łatwość jego obsługi i skuteczność. WordPress po prostu działa. Małpa nauczona komputera z 50 dolarami do wydania na ThemeForest postawi sobie w kilka wieczorów zawodową stronę dla swojej firmy. I wcale nie będzie wyglądała gorzej, niż „złożony projekt programistyczny”, za który ktoś skasuje 20 000 złotych. Ba, nawet Google lubi WordPressa.

Swoją pierwszą stronę dzięki pomocy nieocenionego kursu HTML Pawła Wimmera zrobiłem w 1999 roku. Od tego czasu miałem kilkanaście różnych stron internetowych, stawianych w ramach darmowych CMS czy nawet na dedykowanych, autorskich systemach zaprzyjaźnionych programistów.

Z WordPressem jestem od 2006 roku.

To zawsze była banalna w obsłudze platforma, wszystko się dodawało, wszystko było intuicyjne. Nic dziwnego, w odróżnieniu od konkurencyjnych systemów stworzono ją dla humanistów. Bardziej rywalizowała z Bloggerem Google’a, niż z Joomlą. Ale w spokoju rozbudowywano mechanizmy, dodawano nowe funkcje. Jeśli dziś chcę o coś wzbogacić WordPress, prawie na pewno gdzieś na świecie jest od tego wtyczka. Na drobne zmiany w autorskich CMS-ach moich stron często musiałem czekać pół roku.

A swoją drogą parę lat temu miałem okazję pracować na CMS-ach (autorskich) dwóch z czwórki największych polskich portali i… nie będę nawet opisywał, bo zwyczajnie nie uwierzylibyście. Może coś się w tej kwestii zmieniło, ale dwa portale odwiedzane przez dziesiątki milionów ludzi miesięcznie opierały się o mechanizmy przypominające montowanie samochodu na przeżutą gumę i kawałek sznurka.

Nie uważam, żeby w korzystaniu z WordPressa było coś ujmującego powagi. To nie przypadek, że największy blog o technologiach w tej części świata korzysta właśnie z niego. W przypadku Spider’s Web oraz Bezprawnika jest to świadomy wybór, co więcej – wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni z jego rezultatów. Nie wyobrażam sobie lepszych systemów do realizacji naszych projektów, choć oczywiście dobrze mieć zaplecze programistów pomagające w realizacji bardziej niestandardowych zachcianek.

I żeby nie być gołosłownym. Oto kilka znacznie większych nawet od Spider’s Web stron, które są oparte o WordPress.

Na pewno je kojarzycie.

*czy co tam oni sobie robią

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement