Nie dziwi, że HTC ma kłopoty, gdy sprzedaje Hindusom podstarzałe telefony po 3 tys. zł

Artykuł/Sprzęt 12.02.2017
Nie dziwi, że HTC ma kłopoty, gdy sprzedaje Hindusom podstarzałe telefony po 3 tys. zł

Ile moglibyście zapłacić za telefon od HTC z dwuletnim Snapdragonem 810, który już w momencie premiery sprawiał problemy? HTC właśnie wprowadziło go na indyjski rynek w cenie 3 tys. zł.

HTC stworzyło pierwszy telefon z Androidem i wciąż pozostaje jednym z najbardziej cenionych producentów telefonów. Odnoszę jednak wrażenie, że choć recenzenci rozpływają się nad solidnością kolejnych telefonów z Tajwanu, a klienci doceniają konsekwencję w designie, to wyniki sprzedażowe nijak nie chcą odbić się od dna.

Strategią HTC było do tej pory wypuszczenie świetnego flagowca na początku roku, a później wprowadzanie jego nieco zmienionych wersji na różne rynki. Świetnym przykładem w tym miejscu jest HTC Bolt wprowadzony właśnie do Indii.

HTC Bolt
HTC Bolt

Telefon ma najnowszego Androida, wyświetlacz QHD, 3 GB RAM-u i 16 MP w aparacie, a także… dwuletni procesor – Snapdragona 810. W 2015 roku zrezygnował z niego m.in. Samsung, który w modelu Galaxy S6 użył autorskiego układu. Snapdragon nie dawał bowiem dużego skoku wydajnościowego, a znany był niestety z notorycznego i uciążliwego przegrzewania się.

Strategia HTC jest raczej jasna.

Indie to biedny kraj, więc trzeba im zaoferować słabszą wersję flagowca. Niestety za obniżeniem jakości, nie poszła obniżka ceny.

Wątpię, aby wielu Hindusów skusiło się na HTC Bolta za 3 tys. zł, kiedy zarówno Xiaomi, One Plus i ZTE moją ofertę bardziej dostosowaną do potrzeb tego kraju (czytaj: sprzedają tańsze telefony).

Mediana rocznego przychodu na osobę w Indiach wynosi mniej niż cena tego telefonu:

HTC ma duży problem ze strategią podboju rozwijających się rynków i marketingiem. Firma nieprzerwanie przynosi straty, a przy życiu utrzymuje się tylko dzięki oszczędnościom z poprzednich, tłustych lat.

Jeśli tak dalej pójdzie nie zdziwię się jeśli kompletnie ubiją segment telefonów i skupią się na swoim nowym koniku – wirtualnej rzeczywistości, która sprzedaje się zaskakująco dobrze, a także jest częściej wybierana przez developerów niż bezpośredni konkurent.

W ciągu pierwszych 10 minut sprzedało się aż 15 tys. headseatów, w ciągu pierwszych dwóch miesięcy 100 tys. co wyniosło Vive na drugie miejsce w segmencie.

Tajwańczycy byli jednymi z pierwszych na rynku smartfonów, teraz przewodzą VR-owi – może w DNA ich firmy jest bycie pionierem, co niełatwo łączy się z wyszarpywaniem udziałów konkurentom na dojrzałym rynku.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement