Nintendo upadło na głowę, jeśli chodzi o ceny gier i akcesoriów na Switcha

Artykuł/Gry 17.01.2017
Nintendo upadło na głowę, jeśli chodzi o ceny gier i akcesoriów na Switcha

Te 299 dol. za najlepszego handhelda na rynku to wcale nie taka zła suma. Co innego koszt gier oraz akcesoriów. Tutaj Nintendo upadło na głowę. Weźmy pod lupę oficjalny cennik.

Koszt konsoli, czyli zestawu złożonego z tabletu, dwóch Joy-Conów, stacji dokującej, stacji dla padów, ładowarki oraz kabli to 299 dol. Biorąc pod uwagę inflację, to czwarta najtańsza konsola w historii rynku gier wideo. Chociaż cena Switcha nie wypada przesadnie korzystnie na tle platform PS4 oraz XONE, naprawdę nie ma powodów do narzekania.

Problemy z cenami zaczynają się gdy spojrzymy na katalog dostępnych gier.

Bez żadnych problemów akceptuję stawki po 59 dol. za takie produkcje jak The Legend of Zelda: Breath of the Wild, Super Mario Odyssey czy Xenoblade Chronicles 2. To wszystko wspaniale zapowiadające się tytuły, z wielkimi otwartymi światami oraz rozgrywką wystarczającą na tygodnie, jeśli nie miesiące.

Nie będę miał żadnych oporów, aby zapłacić 59 dol. za grę Splatoon 2 – najlepsze sieciowe PvP dla Nintendo. Troszkę razi pełne 59 dol. za Mario Kart 8 Deluxe, lecz producenci bronią się nowymi trybami, trasami, kierowcami oraz ulepszoną grafiką. Gra wyścigowa jest warta swojej ceny. Zwłaszcza, jeżeli ktoś nie grał w odsłonę na Wii U.

Co innego mniejsze tytuły. Nintendo stara się je nam wpychać w zawrotnych, skandalicznych wręcz cenach.

Najbardziej szokującym przykładem jest 1-2 Switch wykorzystujące unikalne możliwości kontrolerów Joy-Con. Zbiór kilku mini-gier został wyceniony na… uwaga uwaga, 49 dol.. Na początku przecierałem oczy ze zdumienia.

Byłem przekonany, że 1-2 Switch zostanie dołączony do konsoli za darmo. Tak jak kiedyś Wii Sports sprzedawano na zachodzie razem z konsolą Wii. Produkcja przypomina technologiczne demo, niżeli pełnoprawny tytuł. A tutaj proszę – 49 dol.. Zdzierstwo w biały dzień.

Jeszcze zabawniej wygląda to na przykładzie bijatyki Ultra Street Fighter II: The Final Challengers. Port produkcji z 1991 roku, ulepszony o grafikę HD oraz zmodyfikowane wersje dwóch grywalnych postaci, został wyceniony na… 40 dol.. Zgadza się, 165 złotych za 26-letnią grę. Kultową, wspaniałą, ale jednak. Coś tutaj zgrzyta.

Moje wątpliwości budzi również bokserskie ARMS za 59 dol.. To nowe IP, w świetny sposób wykorzystujące kontrolery Joy-Con. Nie ma się co jednak czarować – mamy do czynienia z produkcją dosyć prostą. Ładną, miłą dla oka, zabawną i ciekawą, ale raczej na kilka wieczorów niżeli kilka tygodni. Pozycjonowanie tego produktu obok Zeldy i Mario jest bardzo ryzykowne.

Gry to jedno. Akcesoria to drugie. Zamiast nich, bardziej opłaca się kupić drugie Nintendo Switch!

Polegając na oficjalnym cenniku Wielkiego N, koszt zakupu dodatkowych dwóch Joy-Conów to 80 dol.. Stacja dokująca razem z ładowarką to wydatek rzędu 90 dol.. Dock dla kontrolerów kosztuje 30 dolców. Łącznie daje to 200 amerykańskich zielonych. To już lepiej dołożyć kolejne 99 dol. i kupić… zupełnie nowy, kompletny zestaw Nintendo Switch wraz z konsolą.

Nintendo to firma, która nigdy nie dopłacała do swoich produktów. Polityka przedsiębiorstwa zakłada, że każdy sprzedany egzemplarz konsoli musi generować zysk. Mam jednak wrażenie, że Japończycy są nieco zbyt pazerni. Zwłaszcza, że nie mają gruntu na tyle pewnego, aby stawiać tak ostre warunki cenowe klientom.

Nintendo Switch cena gier i akcesoriów.

Wii U okazało się porażką właśnie ze względu na cenę nieproporcjonalną do wartości. Chociaż stacjonarna konsola posiada masę kapitalnych gier na wyłączność, potencjalni klienci zestawiali ofertę Nintendo z tą od Sony oraz Microsoftu. Teraz, patrząc na Switcha jako na konsolę przenośną, takie zestawienie będzie niemożliwe. Nie oznacza to jednak, że ich produkt jest skazany na sukces.

Na ten moment Nintendo jest bardzo pewne swego. Firma wydaje konsolę w nienaturalnym okresie. Prezentuje skromny liczebnie katalog gier na start. Dyktuje wysokie ceny za akcesoria, a także zapowiada płatne usługi sieciowe.

Chociaż na rynku handheldów Nintendo nie ma z kim przegrać, zaporowymi stawkami firma może skutecznie zmniejszyć liczbę klientów, którzy są skłonni zapłacić wielkie pieniądze za świetną mobilną zabawę.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement