Z dziesiątek aplikacji zainstalowanych w 2016 roku próbę czasu przetrwały tylko 4. Oto one

Artykuł/Aplikacje 03.01.2017
Z dziesiątek aplikacji zainstalowanych w 2016 roku próbę czasu przetrwały tylko 4. Oto one

Mimo że mogę śmiało powiedzieć, że moja lista najważniejszych aplikacji niewiele zmieniała się na przestrzeni ostatnich miesięcy, a nawet lat, to ciąglę instaluję jakieś appki na próbę. A to potrzebuję coś sprawdzić, a to dam jakiejś szansę, mimo że w nią przesadnie nie wierzę, a to ktoś coś poleci. Tym sposobem w 2016 roku zainstalowałem dziesiątki różnych aplikacji, z których większość już dawno odinstalowałem. Zostały tylko cztery, które przetrwały na moim smartfonie do 2017 roku.

Od pewnego czasu mam wrażenie, że w aplikacjach mobilnych zostało wymyślone już wszystko. Topowe appki są rozbudowane, już dawno temu wyeliminowano z nich wszelkie choroby wieku dziecięcego i niewiele nowości wprowadza realne lub ważne dla użytkownika zmiany. Jednak w 2016 roku zainstalowałem 4 aplikacje, z których regularnie korzystam do dzisiaj. Oto one:

Squid

Początkowo podchodziłem do tej aplikacji bardzo sceptycznie. Nie była przesadnie popularna, więc nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Nie chciałem być też królikiem doświadczalnym, bo w ubiegłym roku przetestowałem tyle różnych aplikacji, które agregują treści, że miałem już ich dosyć.

Squid jednak dał radę. Aplikacja jest bardzo przyjemna dla oka, wygodna w obsłudze, szybka i łatwa w konfiguracji i personalizacji. Podstawowe ustawienia są definiowane na samym początku, użytkownik wybiera interesujące kategorie i już. Squid zaczyna działać.

Jeśli po kilku chwilach z appką stwierdzisz, że podrzuca za mało treści do czytania, to możesz wejść do ustawień i dodać jeszcze więcej, niewidocznych przy wstępnej konfiguracji, kategorii. To, co mnie bardzo cieszy, to fakt, że są dostępne wiadomości z kraju, a nawet z poszczególnych województw lub regionów. Generalnie, jest masa polskojęzycznych źródeł wiadomości (jest też Spider’s Web). A to, czy będziemy korzystać z polskiej wersji aplikacji, zagranicznej lub wydania międzynarodowego, zależy już wyłącznie od nas.

Bardzo przyjemnym dodatkiem jest funkcja, która pozwala na robienie zrzutów ekranu, dodawanie własnych rysunków, zaznaczeń, podkreśleń, a nawet naklejek ze śmieszną kałamarnicą, która jest maskotką serwisu. Tak przygotowane zrzuty ekranu możemy łatwo udostępniać znajomym.

Aplikacja Squid jest dostępna na Androida oraz na iOS-a. Zdecydowanie warto ją zainstalować.

Reddit

Drugą aplikacją, która przetrwała u mnie wiele miesięcy i nie mam najmniejszego zamiaru jej odinstalowywać jest oficjalna appka serwisu Reddit. Korzystam z niej od samego początku, czyli od kwietnia ubiegłego roku i jestem bardzo zadowolony, choć początkowo miałem pewne obawy.

Gdy aplikacja zadebiutowała, jej twórcy zastosowali pewien trik – pierwszym użytkownikom aplikacji uruchamiano w nagrodę za szybką instalację konto premium na Reddicie. A konto premium powoduje wyłączenie wyświetlania reklam. Przyznaję, że obawiałem się trochę, że aplikacja może serwować sporo reklam i aby w pierwszej fazie istnienia programu nie podłapał on z tego powodu niskich ocen w sklepie Google Play zdecydowano się na wyłączenie reklam na 3 miesiące – na taki czas przydzielano konto premium.

Okazało się jednak, że po trzech miesiącach, gdy zacząłem korzystać ze standardowego konta, aplikacja nadal daje radę. Reklam nie ma za dużo, spokojnie można przeglądać zasoby serwisu bez potrzeby zamykania dziwnych wyskakujących okienek lub zwijania automatycznie rozwijających się kurtyn. Jedyne reklamy, jakie spotykam, to niewielkie grafiki między kolejnymi treściami dodanym przez użytkowników Reddita.

Oficjalna aplikacja Reddita zdała egzamin i nie mam zamiaru wracać do nieoficjalnych zamienników, mimo że kilka z nich już wcześniej kupiłem. Ustawienia programu może nie są szczególnie rozbudowane, ale – co najważniejsze – jest tryb nocny.

Aplikacja jest dostępna na Androida oraz na iOS-a. Polecam sprawdzić, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś.

Opera VPN

W 2016 roku bardzo długo korzystałem z przeglądarki Opera. Przez kilka miesięcy była moją główną przeglądarką zarówno na komputerze, jak i na smartfonie. Po czasie wróciłem jednak do Chrome – teraz już nawet nie pamiętam dlaczego konkretnie. Operę cały czas mam zainstalowaną na laptopie, jednak na smartfonie już jej nie potrzebowałem. Z telefonu nie usunąłem jednak innej aplikacji od Opery, która zadebiutowała właśnie w 2016 roku – to Opera VPN.

Nowa aplikacja Opery pozwala na Androidzie zadbać o bezpieczeństwo. Po pierwsze sprawdzamy zabezpieczenia sieci WiFi, z którą się łączymy – szczególnie przydatne, gdy łączymy się poza domem, na wakacjach lub w przypadkowych kawiarniach i restauracjach. Po drugie uruchamiamy VPN i przepuszczamy transmisję danych przez wybrany z listy kraj – udajemy, że łączymy się z innego miejsce, co również pozwala chronić prywatność, a także obejść pewne blokady regionalne. Po trzecie funkcja tzw. Strażnika blokuje moduły śledzące reklam, które monitorują nasze zachowania w sieci.

Opera VPN to pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą w łatwy sposób zadbać o prywatność w internecie oraz mieć pewność, że sieć WiFi, z którą łączy się telefon, jest bezpieczna. Aplikacja dostępna jest na Androida oraz na iOS-a.

Gboard

W 2016 roku trzy razy zmieniałem klawiaturę mobilną. Porzuciłem SwiftKey i przesiadłem się na Klawiaturę Google – o czym pisałem na Spider’s Web. Jednak po mojej publikacji, wiele osób pytało, dlaczego nie wybrałem Fleksy. Postanowiłem dać szansę tej klawiaturze i bardzo mi się spodobał sposób, w jaki się na niej pisze. Męczyłem się jednak z polskim słownikiem, który wtedy był w wersji beta. Męczyłem się i męczyłem, aż w końcu dałem sobie spokój i wróciłem do Klawiatury Google, która – ku mojemu sporemu zaskoczeniu – działa teraz jeszcze lepiej niż kilka miesięcy temu. Słownik polski został znacząco poprawiony, więc pisanie jest jeszcze bardziej wygodne i przyjemne.

Jakby tego było mało Google udostępnił zupełnie nową wersję klawiatury – Gboard – która zadebiutowała najpierw na iPhone’ach, a dopiero później trafiła na Androidy. Zainstalowałem ją i bardzo mi się podoba.

Szybki dostęp do wyszukiwarki Google i możliwość łatwego wklejania wyników wyszukiwania do aktualnie prowadzonej rozmowy, to świetna i bardzo przydatna funkcja. Słownik zdaje się być również jeszcze lepszy, dlatego gorąco polecam przetestować Gboard. Aplikacja jest dostępna w Google Play oraz w App Store.

To tyle ode mnie. Jestem jednak ciekaw, jakie aplikacje Wy odkryliście w ostatnim roku. Podzielcie się najlepszymi w komentarzach, chętnie poczytam i potestuję polecane przez Was appki.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement