Zabili gęś

Felieton/Nauka 04.01.2017
Zabili gęś

Nad jeziorem znalazłam gęś. Taką zwykłą, pospolitą dziką gęś zbożową. Chciała uciec, gęgała, próbowała rozłożyć skrzydła i wzbić się w powietrze, ale nie potrafiła. Coś było z nią nie tak. Podejrzewałam, że myśliwi postrzelili ją w skrzydło.

Przyniosłam gęś na swoje podwórko, dałam jej wody, którą piła jak szalona. Próbowała jeść, lecz była coraz słabsza.

Po dwóch dniach umarła. Była przepiękna, z podpalanymi bielą piórami, z tajemnicą pochodzenia – może była ze Szwecji, może z Rosji, kto wie?

Ostatnimi miesiącami od 7 rano rozlegały się strzały. Zwłaszcza w weekendy myśliwi urządzali sobie wypoczynek polegający na tropieniu dzikich zwierząt i strzelaniu do nich.

Moja gęś była tylko wypadkiem przy pracy, odpryskiem dziesiątek ptaków, saren czy dzików zabijanych z rąk rozrywkowych ludzi lubujących się w strzelaniu.

Dziwna to pasja, o której od jakiegoś roku czytam coraz więcej i więcej przez kontrowersyjność nowych ustaw związanych z myślistwem, środowiskiem i rozpadającą się jego ochroną, i przez coraz śmielsze zakusy traktowania przyrody jako źródła zysków i rozrywki, a nie dobra wspólnego.

To trywialna rzecz, ale przyroda jest zachwycająca. Trudno zwracać na nią uwagę w zgiełku codzienności, w świetle ekranów smartfonów, jednak ona wciąż tu jest i trwa. Przetrzebiona, zmieniona, ale wciąż trwa.

Nie tylko potrzebna jest nam do podtrzymywania życia. Do wytwarzania powietrza, którym możemy oddychać, do utrzymywania równowagi ekosystemów, których częścią jesteśmy. Również do inspiracji i utrzymywania spokoju w nas samych.

Niemal codziennie czytam o myślistwie i zawsze napotykam spory. Z jednej strony stoją obrońcy zwierząt, a z drugiej obrońcy myśliwskiej tradycji. Czytam te spory, argumenty i tracę nadzieję w zdrowy rozsądek.

Jednym z głównych argumentów za myślistwem jest to, że spełnia pozytywną rolę – utrzymuje populacje zwierząt pod kontrolą, co jest dobrem dla nich samych i dla nas ludzi, którym zwierzęta potrafią wejść w szkodę.

Pewnie dlatego koło paśnika obok mnie w promieniu 800 metrów stoi pięć ambon myśliwskich, jedna dosłownie obok paśnika. Przecież dokarmianych zwierząt robi się za dużo, więc nie ma siły, wręcz trzeba je odstrzelić. Resztę dokarmiać. Cykle dokarmiania i odstrzeliwania powtarzać do woli.

Czytam też o polskich tradycjach myśliwskich, tak wspaniałych i zakorzenionych w nas samych. Tak, to niesamowite tradycje z dworów pańszczyźnianych i czasów, w których życie zwierzęcia miało pewnie więcej wartości, niż życie przeciętnego chłopa. Tradycja godna podtrzymywania.

Czytam o sporze o żubry z Puszczy Boreckiej i od razu przypomina mi się dokument Loiusa Theroux o polowaniach w RPA. W Polsce Lasy Państwowe sprzedają możliwość odstrzału osobników zagrożonego gatunku niczym na licytacji antyków. Kto da więcej, może zabić chore zwierzę (o ile naprawdę jest chore i powinno się je odstrzelić).

Louis Theroux poleciał kiedyś do Afryki, by obejrzeć biznes opierający się na prywatnych stadach zwierząt, które można odstrzelić za cenę podaną w cenniku. Zwierzęta te hodowane są w celu zapewnienia krwawej rozrywki obcokrajowcom i wzbogacenia się właścicieli terenu.

Tłumaczenia organizatorów polowań mają trochę sensu – gatunki, które zostały niemal wybite przez człowieka, żyją dziś dzięki temu, że ktoś rozmnaża je w zamknięciu, a obcokrajowcy płacą na ich utrzymywanie w formie opłaty za zabicie osobników.

Problem nie tylko w tym, że to ludzie niszczą kolejne gatunki, ale również w tym, że mamy w nosie przywrócenie zagrożonych gatunków do środowiska naturalnego, że destrukcję traktujemy jako naturalne następstwo naszej domniemanej wielkości.

Theroux w filmie próbuje zrozumieć dlaczego ludzie płacą tysiące dolarów za możliwość zastrzelenia praktycznie bezbronnego zwierzęcia skoro polowanie z bronią automatyczną na trzymane na zamkniętym terenie zwierzęta nie ma nawet nic wspólnego z tymi polowaniami z przeszłości. Polowaniami, gdy człowiek musiał zabić by przeżyć i sam przy tym ryzykował, a zabicie zwierzyny nie było łatwą, turystyczną atrakcją.

Ja też tego nie rozumiem.

Może jest w tym jakaś pokręcona logika. Może zamiast zastanawiać się nad tym trzeba zaakceptować brutalną naturę człowieka, odpuścić pojęcie dobra wspólnego, odpuścić romantyczne mrzonki o pięknej naturze i wystawiać już niemal wybite zwierzęta na aukcje typu kto da więcej może zabić i zabrać rogi do domu.

Może faktycznie człowiek w procesie ewolucji wygrał loterię siły i zasługuje na robienie tego co chce, bez względu na konsekwencje?

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement