Ukradziony odcisk palca, czyli mądry internauta po szkodzie

Felieton/Technologie 17.01.2017
Ukradziony odcisk palca, czyli mądry internauta po szkodzie

Praca naukowa z Japonii straszy nas wieścią, że ze zdjęć, na których widać wnętrza dłoni można odczytać odciski palców, a potem ich użyć. Problem w tym, że takie informacje nie są już nawet niepokojące – od lat przyzwyczailiśmy się, że niebezpieczeństwa czyhają na nas w każdym zakątku technologii. Skoro czyhają, to czy warto się nimi przejmować?

Japońskim badaczom udało się powielić odciski palców osób, którym zdjęcia robiono z niecałych 3 metrów, pod warunkiem, że oświetlenie i ostrość zdjęć były odpowiednie. W czasach, gdy coraz więcej telefonów, komputerów czy zamków odblokowuje się za pomocą czytnika odcisków palców to potencjalnie spore zagrożenie.

To nie pierwszy i nie ostatni raz, gdy jesteśmy straszeni potencjalnymi zagrożeniami. Lata temu przebojem internetowych mediów była informacja, że kody zabezpieczeń telefonów można odczytać ze… śladów pozostawionych na ekranie przez palce. W każdej chwili ktoś może podglądać cię przez kamerkę w laptopie i smartfonie, inteligentny telewizor podsłuchuje cię 24 godziny na dobę i tak dalej.

Co kilka miesięcy okazuje się, że urządzenia, których używamy są wielkimi pułapkami na nasze dane. Złodzieje wymyślają coraz to nowsze i nowsze sposoby na dobranie się do najintymniejszych zakątków w elektronice. Wszyscy powinniśmy zaklejać kamerki, nie istnieć w internecie, nie używać urządzeń do dostępu do banku i zdawać sobie sprawę, że wszystko co powiemy może zostać użyte przeciwko nam.

Jest tylko jeden problem: świadomość nie oznacza działania, czasem nawet wręcz odwrotnie.

Skoro ci potencjalni złodzieje będą próbowali odczytać moje odciski palców ze zdjęcia na Instagramie, zrobić odlew i zdobyć mój telefon, żeby się do niego dobrać, to dlaczego nigdy nie podejrzeli na ulicy kodu blokującego telefon, gdy go jeszcze miałam? Przecież tak byłoby im łatwiej.

Skoro złodzieje tak bardzo chcą wiedzieć i mieć wszystko, to dlaczego nigdy mnie nie zaatakowali? Dlaczego mam przejmować się jakimś potencjalnym zagrożeniem? Zwłaszcza, że z tych wszystkich informacji wynika, że jeśli ktoś będzie chciał dobrać się do moich danych to znajdzie na to sposób.

Zbyt często słyszę takie tłumaczenia od ludzi, którzy nie śledzą na bieżąco każdej nowinki technologicznej. Od zwykłych użytkowników internetu i smartfonów, którzy nie przejmują się jakimś odległym konceptem handlu danymi i tym podobnymi.

Podawanie informacji o odciskach palców pozyskanych ze zdjęć w panicznym tonie nie pomaga w zrozumieniu tego, dlaczego bezpieczeństwo i prywatność są ważne, wręcz odwrotnie. My, ludzie, nie lubimy myśleć o potencjalnych nieprzyjemnościach. Nie lubimy – nie jesteśmy do tego stworzeni – rozważać hipotetycznych sytuacji w dużej skali. Zależy nam na tym, by gdy zostawimy telefon na stoliku w knajpie, gdy idziemy do toalety, znajomi nie przeglądali co w nim mamy albo by w przypadku zgubienia go nie narazić się na nieprzyjemności.

To wymiar bezpieczeństwa, który rozumiemy, któremu potrafimy poświęcić trochę uwagi i komfortu. Nie martwią nas potencjalne ataki spreparowanym ze zdjęcia odciskiem palca, bo dobrze wiemy, że szansa iż to nam się przytrafi jest niemal zerowa.

Niestety jeśli chodzi o bezpieczeństwo, świadomość zyskujemy dopiero, gdy coś złego nam się zdarzy. Do tego czasu czytamy kolejne informacje o potencjalnych zagrożeniach i oswajamy się z myślą, że nie warto się starać, bo i tak nie wygramy.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement