Donald Trump to największy troll Internetu, którego nie będzie można nie karmić

Felieton/Media 10.01.2017
Donald Trump to największy troll Internetu, którego nie będzie można nie karmić

Media w Stanach Zjednoczonych nie wiedzą, co począć z prezydentem (jeszcze elektem) Donaldem Trumpem. Prezydent elekt nie organizuje konferencji prasowych, za to tłituje godzinami wczesnoporannymi jak szalony, powodując zachwiania na giełdach i międzynarodowe sytuacje niemal kryzysowe. To jednak nie tragedia, ale tragikomedia czasów internetu.

Próbuję go rozgryźć i nie potrafię. Czy Trump jest zręcznym, ale ograniczonym w zdolności analizy samego siebie politykiem? Czy Trump jest dużym dzieckiem, któremu się udało, bo pochodzi z bogatej rodziny i dzięki brakowi samokrytyki nie przejmuje się niczym?

To, że Donald Trump ma zdolność czytania tłumu i mówienia tego, czego tłum oczekuje, jest niezaprzeczalne.

Od zawsze był osobą kontrowersyjną, która lubi przypodobać się ludziom. W 1989 roku kupił reklamę w gazecie, w której nawoływał do przywrócenia w Nowym Jorku kary śmierci. Reklama nawiązywała do brutalnego gwałtu, który odbył się w Central Parku i w związku którym aresztowano pięciu nastolatków.

Gdyby życzenie Trumpa się spełniło i wykonano by egzekucję na 5 oskarżonych i potem skazanych zabito by pięciu niewinnych ludzi, bo po latach okazało się, że nastolatkowie nie zgwałcili i nie pobili kobiety.

Trumpowi jest wszystko jedno – po skazaniu właściwego sprawcy prezydent nie przyznał się do pomyłki. Niby dlaczego? Donald Trump zawsze wie najlepiej i ma rację, choćby nawet jej nie miał.

W swoim świecie to Trump wyznacza zasady.

Jest jak rozkapryszone dziecko, które żąda, by świat padł mu do stóp. Dziecko, które prezydenturę traktuje jako świetną okazję biznesową.

Ludzie są tak wkurzeni na polityków, gospodarkę i ignorację elit, że wybrali Trumpa na prezydenta, nawet jeśli uważają, że nie nadaje się na to stanowisko. Część wyborców zagłosowała na niego z innych bardziej mrocznych, podszytych nienawiścią powodów. Donald Trump na jednym z najważniejszych stanowisk na świecie to część jakiegoś absurdalnego żartu, czy jak to się mówi teraz “pranku”.

Nic dziwnego, że Trump nie przestrzega niepisanych zasad uprawiania polityki, uścisków dłoni i spotkań za kulisami. Ludzie wybrali Trumpa, który mówi, co myśli, nawet jeśli jest to sprzeczny ze sobą chaos.

Prezydenta-elekta, który w 140 znakach w sieci wypluwa z siebie stanowiska. Czasem bezceremonialnie krytykuje inne rządy powodując kryzysy, czasem krytykuje lub wychwala firmy sprawiając, że akcje na giełdzie szybują w dół, czasem wkurza się na Arnolda Schwarzeneggera za to, że w reality show, który przejął po Trumpie nie jest wystarczająco popularny.

Czasem Donald Trump denerwuje się, gdy media go krytykują lub wyśmiewają. Oczywiście w kontrataku wypluwa z siebie serię zjadliwych tłitów.

Te krytyczne krótkie wiadomości to dla Donalda Trumpa praktycznie jedyna forma komunikacji ze światem.

Media chcące wywiadów i konferencji prasowych, przyzwyczajone do klepania się po ramionach i konwenansów, nie wiedzą co z tym począć, debatują nad bojkotem ale i tak w końcu z wypiekami na twarzy raportują każdego prezydenckiego tłita.

Nieco przerażona tym, co może znaczyć dla świata prezydentura Trumpa, nie mogę przestać się śmiać w środku.

Przecież doskonale znam te zachowania, znam ten roszczeniowy i nieskomoplikowany internetowy język Trumpa. Spotykam go przecież na co dzień, jest wszędzie. To język internetowego trolla, członka alt-rightu, zwolennika teorii spiskowych, wiecznego krytykanta, który całe dnie spędza na szukaniu dziury w całym i wdawaniu się w internetowe dyskusje w komentarzach, z których nic nie wynika, to język Twittera i całego internetu.

Donald Trump to połączenie tego wszystkiego; umysł, który skacze po tematach nie wgłębiając się w nie, który czasem zatrzyma się na czymś, przyjrzy, wyrobi zdanie na podstawie jakiegoś posta na podrzędnym blogu.

To umysł, który niemal we wszystkim widzi atak na siebie i uważa, że wszystko mu się należy. To, plus status człowieka wychowanego z pieniędzmi i wpływami.

Za każdym razem, gdy media rozpisują się o kolejnym skandaliku wywołanym przez tłity Trumpa, nie mogę wyjść z podziwu dla zdolności trollowania przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.

Zachwycam się i krztuszę tym, że Trump jest idealną postacią na te czasy, syntezą internetu, porozumiewania się krótkimi hasłami i nieprzejmowaniem się konsekwencjami.

To, że Donald Trump jest najlepszym a zarazem najniebezpieczniejszym trollem świata potwierdza fakt, że im bardziej wszyscy oburzają się i reagują na jego komentarze, tym więcej siły on zyskuje.

Donald Trump jest ostatecznym trollem, bo zdobył pozycję, w której media i ludzie nie mogą zastosować się do jednej z najważniejszych zasad internetu: NIE KARM TROLLA.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement