Wspaniały to był system i nie zapomnę go nigdy. Dla mobilnego Windowsa nie ma jednak przyszłości

Artykuł 29.12.2016
Wspaniały to był system i nie zapomnę go nigdy. Dla mobilnego Windowsa nie ma jednak przyszłości

Maciek Gajewski wciąż jeszcze relacjonuje mobilnego Windowsa jako element otaczającej nas rzeczywistości. Dla mnie to już tylko sentymentalne wycieczki do przeszłości. 

Być może Windows miał zadatki na najlepszy mobilny system operacyjny, jednak zabrano się za niego zbyt późno i chyba niestety zbyt mało intensywnie, ciężar promocji zrzucając niemal wyłącznie na barki telefonów Nokii (i przystawek), marginalizując do sporadycznych eksperymentów udział ówczesnych liderów z Samsunga czy HTC.

Nie udało się osiągnąć istotnych wyników liczbowych na ważnych rynkach i Windows wpadł w pułapkę błędnego koła – programiści nie pisali aplikacji, bo system nie był popularny. Konsumenci nie popularyzowali systemu, ponieważ przylgnęła do niego opinia wybrakowanego, pozbawionego najważniejszych programów.

Czy tak było w istocie? I tak, i nie.

Kluczowe aplikacje były w telefonie, pozostałe miały swoje udane zamienniki (TubeCast przez długi czas był lepszy, niż androidowa aplikacja YouTube’a). Ba, zdarzały się nawet sporadyczne historie programów – Disqus – które dostępne były wyłącznie na Windows Phone’a. Faktem jest natomiast, że aplikacje te były traktowane po macoszemu, brutalnie ogołacano je z opcji, aktualizowano raz do roku, choć Android i iOS doczekiwały się poprawek, często nawet kilku, w skali tygodnia.

Flanelowe koszule branży informatycznej z Microsoftu nie umiały zresztą sprzedać swojego systemu, który większości osób kojarzył się z siermiężnymi żółtymi i zielonymi kaflami na czarnym tle, kultywując estetykę rodem z MS-DOS lub najstarszego bankomatu w mieście. Ja system ten zapamiętam z fantastycznej wersji 8.1, screeny tego nie oddają, ale powinniście zobaczyć animowane kafle i przesuwane pod okienkami tło na żywo…

windows

Jedynym producentem, który zdawał się dostrzegać potrzebę walczenia z tego typu siermiężnym wizerunkiem był HTC w modelu One M8 for Windows, ale to się przecież działo w momencie ostatecznej śmierci jakichkolwiek nadziei na sukces systemu. Windows 10 z lepiej eksponowanym potencjałem estetycznym platformy wychodził już równolegle do przeprowadzanej akcji reanimacyjnej platformy.

W ogóle Windows 10 mobile, zobaczony w akcji na Lumii 950 Maćka Gajewskiego, był zarazem końcem mojej przygody z Windowsem na telefonach komórkowych; dwa tygodnie później dzierżyłem już w dłoni Samsunga Galaxy S6.

Pomachałem sobie ekranem w prawo, w lewo, w górę, w dół. Powiedziałem „Maciek, przecież to się tnie”, Maciek zaprzeczył i grzecznie zasugerował moje urojenia, ale właśnie tamtego dnia, w pociągu z Katowic do Warszawy, straciłem wiarę w mobilnego Windowsa.

A szkoda, ponieważ wspaniały to był system i nie zapomnę go nigdy.

Na początku 2014 roku mocno zniesmaczony szukałem ucieczki z Androida, bo choć jego fani byli gotowi zabić wówczas za takie stwierdzenie, system operacyjny Google był zbyt zawodny, jego problemy z płynnością i stabilnością dokuczały nawet na urządzeniach za kilka tysięcy złotych. Lumię 1320 kupiłem na chwilę, kilka miesięcy, w oczekiwaniu na premierę nowego iPhone’a z zamiarem ostatecznego przejścia na bananową jabłkową stronę mocy. Została ze mną na półtora roku.

To był telefon, którego zakup odradzali mi wszyscy. Lumia 1320, średniopółkowiec, na Allegro dostępna za bodajże 650 złotych. Dawid Kosiński krzyczał o rozdzielczości tak niskiej, że piksele wypalały oczy, a Maciek Gajewski podrzucał do wyboru alternatywne modele. Ja jednak mając w perspektywie wrześniowe zakupy nie chciałem dużo wydać na telefon, a zarazem przewidywałem, że w przyszłości 6-calowy smartfon posłuży mi w ramach emerytury jako tablet.

Dziś wiem, że nie mogłem wybrać lepszego smartfona z Windowsem.

To nie była taka typowa Lumia, nie miała kanciastej bryły jak w przypadku wielu jej pobratymców, tylko wygodnie opływową. Choć oczywiście przy tym rozmiarze wyświetlacza nie przeszkodziło to moim znajomym w pieszczotliwym określaniu jej paletką do ping-ponga. Wyświetlacz zajmował istotną część przedniego panelu, ekran był bardzo dobry, a ja trzymam dla tego urządzenia specjalne miejsce w swoim sercu. Z telefonami jest tak, że albo mamy z nimi chemię, albo nie. Drugim z takich modeli, z którymi łączyła mnie szczególna relacja, była Motorola v360. Oczywiście miałem w życiu urządzenia o wiele lepsze od wspomnianych, pod każdym względem, a jednak jakoś ta Lumia i Motorolka to były moje dwa ulubione modele w dziejach.

Korzystanie z Windows Phone na Lumii 1320 było pasmem… przyjemności.

Jako odtrutkę na zacinającego Androida dostałem system, który zawsze działał. Jeśli ktoś dzwonił – telefon nie zawieszał się przy próbie odebrania. Przeglądanie internetu na Internet Explorerze stanowiło przyjemność, a Lumia oferowała do tego chyba najlepszą mobilną klawiaturę. Facebook był, Messenger był, Twitter miał wtedy chyba nawet lepszą aplikację na Windows, niż na Androidzie. Stosunkowo szybko pojawił się też bardzo zaawansowany Slack.

Oczywiście, brakowało bogactwa Google Play czy App Store, a o takim Snapchacie to sobie można było co najwyżej przeczytać na Spider’s Web. Ale to wszystko chodziło tak szybko, tak bezproblemowo i było tak fajnie pomyślane… Niesamowicie też kręciła mnie świadomość, że kupiłem ten telefon za ułamek ceny ówczesnego flagowca, ponieważ pomijając detale w postaci słabszego aparatu, różnica pomiędzy flagowcami, a odradzaną przez wszystkich Lumią, z bardzo krzywdzącymi recenzjami profesjonalnej prasy patrzącej chyba wyłącznie na cenę, była niezauważalna.

Natomiast rzut oka na Windows 10 wystarczył, żeby zrozumieć, że dla mobilnego Windowsa nie ma już przyszłości. Lepiej było szybko przeciąć pępowinę, niż męczyć się patrząc jak umiera…

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement