15 największych rozczarowań w branży gier wideo w 2016 roku

Artykuł/Gry 28.12.2016
15 największych rozczarowań w branży gier wideo w 2016 roku

To był fatalny rok na świecie, ale świetny rok dla graczy. Niestety, nie wszystkich. Fani produkcji cRPG, amatorzy wirtualnej rzeczywistości oraz uczestnicy programów subskrybenckich nie mieli łatwo. Oto subiektywna lista największych tegorocznych porażek w świecie gier wideo:

Miejsce 15 – DLC do gry DOOM

DOOM okazał się zaskakująco dobrą strzelaniną. Szybką, intensywną, krwawą i brutalną. Świetna produkcja dla jednego gracza, przypominająca jak dawniej robiło się dobre shootery. Nic zatem dziwnego, że wszyscy ostrzyliśmy sobie zęby na DLC z następnymi lokacjami, przeciwnikami oraz wątkami. Nie doczekaliśmy się.

Do gry DOOM pojawił się szereg DLC, ale każde z nich dotyczy średniego modułu wieloosobowego. Doskonale rozumiem, że scena online musi być najintensywniej wspierana. Mimo tego, to kampania dla jednego gracza była w tej grze najlepsza i tylko za więcej misji offline byłbym w stanie zapłacić dodatkowe pieniądze.

Miejsce 14 – nowa kampania Grand Theft Auto V

grand theft auto v pc gta v pc 6

Większość czytelników Spider’s Web zgodzi się ze mną, że GTA V to wspaniała gra. Na tyle dobra, że z chęcią kupiłbym fabularny dodatek. Gdyby tylko taki w końcu się pojawił! Niestety, Rockstar się do tego nie kwapi, trzepiąc wielki hajs na mini-transakcjach do trybu wieloosobowego.

Rockstar wspaniale wspiera moduł online do GTA V. Grand Theft Auto Online jest stale poszerzane o nowe misje, pojazdy, przedmioty i możliwości. Szkoda tylko, że Rockstar zapomniał o graczach offline, dla których GTA zawsze było dobrą, gangsterską przygodą bez innych graczy na ogonie.

Miejsce 13 – gry w abonamencie PlayStation Plus

playstation plus

Pamiętacie doskonałe gry w ofercie abonamentu PlayStation Plus dla PlayStation 3? Redakcja Spider’s Web pamięta. Ależ wspaniałymi tytułami można było się wtedy obłowić! Wielkie produkcje tworzone z gigantycznym rozmachem, w zamian na nie tak dużą miesięczną opłatę. To był dobry deal.

Dzisiaj PlayStation Plus nie tylko jest droższe, ale również obowiązkowe, aby grać online. Biorąc graczy za zakładników rozgrywek wieloosbowych, Sony doszło do wniosku, że nie musi się już starać o świetne produkcje AAA w ramach abonamentu. Najgorsze jest to, że… mają rację. Ci, którzy chcą grać online, będą płacić tak czy siak.

Miejsce 12 – posucha cRPG

Gdy w ciągu 12 miesięcy najlepszą grą cRPG okazuje się DLC do Wiedźmina, dzieje się coś bardzo niedobrego. W 2016 roku nie pojawiła się żadna wspaniała gra cRPG. Rozbudowana, z otwartym światem, świetną historią lub ciekawym systemem rozwoju postaci. Posucha.

Nic zatem dziwnego, że Final Fantasy XV wjechało na rynek jak do siebie. Bez żadnej realnej konkurencji, egzotyczne jRPG okazało się jedyną solidną alternatywą dla miłośników gatunku Role Play. Alternatywą wcale nie idealną, ale z braku laku…

Miejsce 11 – Star Fox Zero oraz Wii U

wii u 2

Możemy definitywnie napisać – Wii U umarło. Po długim okresie ciężkiej walki o przetrwanie, Wielkie N odcina swojej platformie kroplówkę z grami na wyłączność, koncentrując się na bardzo ciekawym Nintendo Switchu.

Ostatnią głośną grą na wyłączność dla Wii U był Star Fox Zero. Kultowa marka powróciła w fatalnym stylu. Archaiczna grafika, archaiczna rozgrywka, nuda i powtarzalność – nic tutaj nie zagrało. Dziwne o tyle, że zazwyczaj gry na wyłączność dla platform Nintendo są palce lizać.

Miejsce 10 – fatalny rozwój The Division

Moje pierwsze dni z The Division były niesamowite. Razem z grupą znajomych odbiliśmy Nowy Jork z rąk terrorystów, zdobyliśmy maksymalne poziomy doświadczenia oraz świetny, spersonalizowany pod własny styl rozgrywki sprzęt. Chcieliśmy grać dalej, ale… nie było w co.

The Division zostało ofiarą braku dobrego elementu „end-game”, czyli aktywności dla wysokopoziomowych graczy. Do tego gra zaczęła sypać się jak domek z kart. Cwani gracze wykorzystywali luki zostawione przez programistów, zdobywając niezwykle potężne sprzęty. Równowaga na serwerach zaczęła się chwiać, a znudzeni/sfrustrowani gracze rozstawali się z tym tytułem.

Z aktualizacji na aktualizację było coraz gorzej. Producenci The Division nabrali rozumu dopiero kilka tygodni temu, wydając gigantyczną łatkę. W niej z powrotem skoncentrowano się na przeciętnych graczach, zamiast na wysokopoziomowej elicie, głośnej na forach i grupach dyskusyjnych, ale stanowiących promil całej społeczności. Dobry kierunek. Szkoda, że spóźniony o kilka miesięcy.

Miejsce 9 – więcej uwagi dla Titanfall 2 poproszę!

titanfall-2-68

Nikt się nie spodziewał, że ta gra będzie aż tak dobra! Intensywny, pozwalający na wiele tryb wieloosobowy, a do tego zmienna, zróżnicowana kampania dla jednego gracza – wszystko tutaj zagrało. Titanfall 2 to kapitalna strzelanina, którą zabił… sam wydawca.

Gdy grę FPS wypuszcza się na rynek między premierą Call of Duty i Battlefielda, to jak pocałunek śmierci. Nie mam bladego pojęcia, co chciało osiągnąć EA (zapewne zaszkodzić wynikom CoD-a), ale traci na tym naprawdę dobra produkcja. Szkoda, wielka szkoda. Gdybyście mieli trochę wolnego czasu, koniecznie dajcie temu tytułowi szansę. Jest tego warty.

Miejsce 8 – wirtualna rzeczywistość, zwłaszcza na PC

 

Początkowo szacowano, że do końca 2016 roku sprzeda się 2,5 miliona zestawów z PlayStation VR. Rozeszło się ich… około 700 tysięcy. To i tak świetny wynik, gdy porównamy go do sprzedaży Oculus Rifta oraz HTC Vive.

Sony wspiera PlayStation VR ciekawymi grami na wyłączność. Posiadacze sprzętów VR dla PC nie mogą liczyć na podobne, spersonalizowane wsparcie wydawcy. Do tego cena gogli PC wciąż jest zaporowa. Zwłaszcza dodając do niej cenę komputera, który jest VR Ready.

Grając w Resident Evil 7 na PSVR wiem, że dla wielu gatunków wirtualna rzeczywistość naprawdę jest przyszłością. Tyle tylko, że na ten moment sprzęty są drogie, biblioteka gier pozostawia wiele do życzenia, a możliwości techniczne urządzeń nieco rozczarowują.

Miejsce 7 – Metal Gear Survive

Metal Gear Survive 1

Konami zapowiedziało nową odsłonę kultowej serii Metal Gear, już bez wizjonera i wielkiego twórcy Hideo Kojimy. Zmagający się z fatalnym PR-em wydawca wcale sobie nie pomaga, bezczelnie kopiując assety z Metal Gear Solid V do swojej najnowszej produkcji.

Metal Gear Survive to nic innego, jak wzięcie gotowych elementów z gry Hideo Kojimy, po czym nałożenie na to dziwnej mgły. W niej grasują przerażające stwory, które mają niewiele wspólnego z duchem Metal Gear. Rozumiem, że prawa do marki należą do Konami, które może z nią zrobić, co tylko się im podoba. Tylko niech się później nie dziwią, gdy ich kanały w social media wypełnia lament rozczarowanych klientów.

Miejsce 6 – Gdzie Call of Duty w czasach drugiej wojny światowej?

call-of-duty-infinite-warfare-2

Kolejny rok, kolejne Call of Duty w futurystycznej otoczce. Zdaję sobie sprawę, że łatwiej stworzyć grę osadzoną w swobodnie interpretowanej przyszłości, niżeli wierny historii tytuł, z dobrze odwzorowaną topografią terenu i zachowaniem broni. Nikt jednak nie powiedział, że ma mi się to podobać.

Kampania w tegorocznym Call of Duty: Infinite Warfare jest zdumiewająco dobra i zróżnicowana. Tym bardziej traci na tym wydawca i producent, wystrzeliwując się ciekawych pomysłów, podczas gdy wystarczyłoby mi lądowanie w Normandii albo czołganie się przez plażę Omaha. Nie mam wygórowanych wymagań.

Miejsce 5 – Sklep Microsoftu

sklep-windows

Sklep Microsoftu to na ten moment kupa łajna. Nie bójmy się tego określenia. Zunifikowana platforma dla aplikacji Xboksa, Windowsa 10 oraz Windows 10 Mobile to piękna idea. Tak jak w większości pomysłów z Redmond, na ideach się niestety kończy.

W porównaniu do platformy Steam, możliwości Sklepu Windows są przerażająco skromne. Modyfikacje, zmiana ustawień językowych, wskazanie miejsca instalacji – przez większość 2016 roku mogliśmy zapomnieć o tak podstawowych elementach każdej platformy dla gier.

Sklep Microsoft jest sukcesywnie rozwijany. Widać to gołym okiem. Jest to jednak robione zbyt wolno jak na moje oczekiwania. Cieszy tak kapitalna inicjatywa jak Xbox Play Anywhere, ale to za mało, abym dobrze się czuł w tym sterylnym środowisku. Nawet jako posiadacz Xboksa One.

Miejsce 4 – Super Mario Run

super-mario-run-2

Pobrałem, wydałem 10 euro, pograłem 2 dni po czym odinstalowałem – tak można podsumować moje doświadczenie z Super Mario Run. Pierwszy hydraulik stworzony od początku do końca dla smartfonów okazał się pozbawiony uroku i magii charakterystycznej dla gier Nintendo.

Cała ta akcja promocyjna przy pomocy Apple, medialny szum i wielkie zapowiedzi… Wszystko to sprowadziło się do przeciętnej gry, która wypada gorzej od kilku zupełnie darmowych odpowiedników na Androida. Niby jest Mario, niby jest Bowser, ale to nie to.

Miejsce 3 – No Man’s Sky

Zdarzają się złe gry. Taka branża. Zawsze chce się stworzyć jak najlepsze dzieło, ale rynek, klienci, recenzenci, budżety, wydawcy oraz terminy mocno to weryfikują. Nie mam pretensji do twórców No Man’s Sky za to, że nie sprostali moim wygórowanym oczekiwaniom. Mam pretensje o to, że jawnie i świadomie kłamali fanów.

Sprawa z No Man’s Sky powinna być opisywana w podręcznikach do PR-u. W rozdziale „jak nie gasić pożarów w Internecie”. Po tym, jak część zapowiedzi i obietnic producenta No Man’s Sky okazała się fikcją, główny twórca tej gry nabrał wody w usta. Zapadł się pod ziemię, nie dając znaku życia przez wiele długich miesięcy. Oczywiście wcześniej zainkasował grube banknoty ze świetnej sprzedaży napompowanego oczekiwaniami tytułu.

Fani byli wściekli. Sprawa trafiła nawet do sądu, który ostatecznie nie przyznał racji rozczarowanym konsumentom. Profile Hello Games (twórcy NMS) stały się martwe, a pracownicy studia przestali kontaktować się ze światem. Naprawili to dopiero kilka tygodni temu, lecz mleko się już wylało. Pozostaje czekać na Star Citizena.

Miejsce 2 – Pokemon GO

Zarysujmy sprawę jasno. Pokemon GO to wielki sukces oraz wielki fenomen, ale słaba gra. Jako społeczne zjawisko, aplikacja jest mistrzostwem na niespotykaną wcześniej skalę. Jeżeli jednak popatrzymy na surową mechanikę, poziom skomplikowania, jakość rozgrywki czy katalog możliwości, wychodzi nam naprawdę prosty, żeby nie napisać prostacki program geo-lokalizacyjny.

Sam byłem częścią tego szaleństwa. Chodziłem z nosem w smartfonie, łapałem Poki i mieliłem fioletowe szczury na cukierki. Przez cały ten czas miałem jednak świadomość, że Pokemon GO jako gra jest po prostu kiepskie. Liche. Skromne.

Biorąc pod uwagę skalę popularności Pokemon GO, to chyba najbardziej popularna kiepska gra na świecie. Jeszcze nigdy tyle milionów ludzi nie grało w tak słabą produkcję, tak dobrze się bawiąc. Szkoda tylko, że producent nie stanął na wysokości zadania, zbyt późno i zbyt wolno aktualizując produkt o poprawki i nowe elementy.

Miejsce 1 – Klatki na sekundę

GeForce GTX 1060 czy Radeon RX 480?

Debata o grach wideo zamieniła się w 2016 roku w kłótnię o liczbę klatek na sekundę. Liczyliśmy wszystko – gry na komputerach PC, konsolach, smartfonach i tabletach. Wiele zamieszania wprowadziła premiera PlayStation 4 Pro oraz Xboksa One S. Swoje musieli dołożyć również posiadacze komputerów.

Nie mam nic przeciwko rozmowom o technikaliach. Dotarliśmy jednak na skraj absurdu, gdzie rozmowa o jakości gry przerodziła się w rozmowę o klatki i piksele. Pal licho scenę PC, ale temat zaczął być dominujący również na konsolach. Przez to wielu z nas umyka to, co w grach wideo naprawdę ważne – dobra zabawa.

SPRAWDŹ: Spider’s Web TV na YouTubie – zasubskrybuj teraz, żeby nie przegapić nowych materiałów!

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement