Czy za 20 lat własny samochód będzie gratką tylko dla fanów motoryzacji? Nadchodzi car-sharing

Czy za 20 lat własny samochód będzie gratką tylko dla fanów motoryzacji? Nadchodzi car-sharing

Piotrek Barycki, dusza człowiek, śmieje się ze sposobu w jaki korzystałem ze swojego samochodu, a działo się to niestety w odstępach tak sporadycznych, że w międzyczasie, pomiędzy kolejnymi przejażdżkami, zwykle musiałem liczyć się z koniecznością „ręcznego” ładowania akumulatora. 

Może i ktoś mógłby powiedzieć o mnie „niedzielny kierowca”, to prawda, choć ja lubię myśleć o sobie w kategorii: wizjoner, trendsetter, protoplasta. Protoplasta miłośników mechanizmu o nazwie car sharing, w którym wypożyczamy sobie samochód trochę jak te rowery ze stojaków Veturilo, po wszystkim zwracamy na miejsce i mamy w nosie te wszystkie akumulatory, klocki hamulcowe, ASO czy konieczność codziennych, obowiązkowych wizyt u mechanika.

Dla kogo jest car-sharing?

Kocham Baryckiego jak brata, ale przysięgam – on ma samochód chyba tylko po to, żeby jeździć nim do serwisu i z powrotem. Jakby dać mu jakiś sprawny model, to okazałoby się, że nie ma pomysłu na to, jak zagospodarować kilometry. Albo z tej desperacji wjechałby na rondo i przez kilka godzin kręcił się w kółko, aż w końcu z poczuciem ulgi i spełnienia urwał pasek klinowy.

Ja z kolei, wraz z otoczeniem moich najbliższych znajomych, wywodzę się ze środowiska wybitnie niemotoryzacyjnego. Nie zrozumcie mnie źle, prawdopodobnie jesteśmy w stanie przekonać osoby postronne do takich interpretacji kodeksu ruchu drogowego, o jakich się Kubicy nie śniło, ale przed samochody przedkładamy taksówki, ubery, tramwaje i metro. Może trochę się to zmieni, gdy powoli zaczniemy wkraczać w etap pod tytułem „dzieci”. Oczywiście miejcie na uwadze, że odwołuję się tutaj głównie do znajomych z kręgu warszawskich lemmingów w wieku 25-35 lat. Znam przecież też środowiska, w których samochód, obowiązkowo od 18 roku życia, jest niekwestionowanym atrybutem i symbolem statusu społecznego.

W dużym mieście samochód często nie stanowi ułatwienia, zdarza mu się tylko generować dodatkowe problemy i koszty (np. z parkingiem). Dlatego ja na ideę car sharingu patrzę z entuzjazmem, bo oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy samochód jest potrzebny – musi nas pilnie dostarczyć w jakieś miejsce, pomóc w przewiezieniu czegoś, liczymy się z tym, że przez cały dzień będziemy krążyli załatwiając sprawunki.

A czym w ogóle jest ten car-sharing?

Car-sharing ma się do tradycyjnych wypożyczalni samochodów mniej więcej tak, jak Uber ma się do taksówek. To nowa, ulepszona wersja, choć w tym wypadku nie ma akurat wątpliwości w zakresie legalności. Można nawet powiedzieć, że w niektórych konfiguracjach działa to podobnie – za pomocą aplikacji oznaczacie, gdzie jesteście, po chwili ktoś z obsługi podjeżdża z zamawianym samochodem i… z niego wysiada, nonszalancko rzucając Wam kluczyki. Oczywiście to tylko jeden z globalnych modeli. Często jest tak, że sami musimy udać się do jednego z wielu punktów w mieście, gdzie czekają na nas już osiodłane auta.

Nie ma tu – zwykle – zabiegów typowych dla wypożyczalni, czyli tego całego formalnego oglądania i procesu zdawania samochodu. Może być tak, że podrzuci nam go nie obsługa, a inny użytkownik. Albo nawet nie podrzuci, tylko zaparkuje gdzieś w pobliżu – na przykład – warszawskiej Arkadii. Podejdziemy w odpowiednie miejsce, odblokujemy aplikacją drzwi i komu w drogę, temu czas.

Generalnie car-sharing to taka melodia przyszłości, gdzie dookoła nas jest pełno samochodów, w które możemy wsiąść „jak do siebie”, dostarczanych w ten czy inny sposób, sami wybieramy czy mamy ochotę na sedana czy rozwiązanie nieco bardziej familijne, bo akurat planujemy zakupy w IKEA albo wycieczkę na ryby.

Sposób naliczania stawek? Tu też może być sensowniej, niż w typowej wypożyczalni, które są dość drogie. Car-sharing przewiduje między innymi naliczanie godzinowe, minutowe czy za przejechane kilometry. I wcale nie są to jakieś zaporowe kwoty.

Jest też inna wizja car-sharingu, w której właścicielami samochodów nie są korporacje produkujące samochody, firmy trudniące się tym profesjonalnie czy wypożyczalnie aut, tylko ludzie. I ludzie wypożyczają sobie pojazdy, czyniąc z tej instytucji taki BlaBlaCar bez kierowców. Samochód stoi pod blokiem i tylko więdnie mu akumulator? To może lepiej zacząć na nim zarabiać?

Car-sharing zdobywa świat?

Car-sharing zaangażował jak dotąd 1,5 miliona mieszkańców Ameryki Północnej, 2,1 miliona Europejczyków i 2,3 miliona Azjatów. Na każdym z kontynentów w systemach car-sharingowych bierze udział po kilkadziesiąt tysięcy samochodów. W sumie na całym świecie użytkowników zabawy było niemal 6 milionów i wygenerowali 650 milionów przychodów. Szacuje się, że do 2021 roku na całym świecie już 35 milionów osób postawi na car-sharing, z czego w samych Niemczech – 2 miliony.

Ze statystyk wynika też, że jeden samochód wystarcza, by zaspokoić potrzeby średnio 68 osób w toku działania systemu. 68 osób! A ile osób jeździ Waszym autem, ha?

Właśnie od Amerykanów sporo na temat car-sharingu uczył się partner naszego cyklu – firma Skoda, która podobnie jak ja wierzy w przyszłość tego typu rozwiązania.

W najbliższych tygodniach będziemy dla Was pisali na łamach Spider’s Web nieco więcej o praktycznych aspektach car-sharingu, a nawet… będziecie mogli przetestować je na własne oczy. Tak, tak, będziemy wyławiali chętnych spośród naszych czytelników.

Co istotne, choć za car-sharing zabiera się znana Wam zapewne dość dobrze Skoda, wcale nie będzie to działać na takiej zasadzie, że znudzony producent po prostu będzie umożliwiał wypożyczanie samochodów ze swoich salonów, gdzieś na boku prowadzonej od lat działalności. Ich ambicje jasno wskazują, że wychodząc naprzeciw rynkowym trendom chcą z producenta ewoluować w usługodawcę.

Car-sharing w wykonaniu Skody ma łączyć w sobie wszystkie lub niemal wszystkie opisane powyżej modele udostępniania samochodów i spajać je w organizacyjną całość za sprawą mobilnej aplikacji w ramach systemu Omni.

Dwadzieścia lat temu trudno było wyobrazić sobie polski dom bez telewizora, a jednak coraz więcej osób decyduje się na ten wybór. Kto wie, może za dwadzieścia lat od dziś również własnościowe samochody staną się takim luksusem tylko dla największych fanatyków motoryzacji?

skoda-infografika

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement