Brexit, Trump, Putin? Z kosmosu nasze problemy wydają się zabawne

Felieton/Nauka 10.11.2016
Brexit, Trump, Putin? Z kosmosu nasze problemy wydają się zabawne

Brexit, Trump, Putin, III wojna światowa, zalew lewactwa z jednej lub odrodzenie faszyzmu z drugiej – każdy z nas z potrafi stworzyć subiektywną listę zagrożeń dla świata w perspektywie dwóch, pięciu czy dwudziestu lat. Czegokolwiek na nią nie wstawimy, w zasadzie mechanizmy są zawsze podobne. Dlatego czasem mówi się, że historia toczy się kołem. Znacznie bardziej fascynujące są zagrożenia w dłuższej, kosmicznej perspektywie.

Słońce zgaśnie? Raczej nas pochłonie

W maksymalnym uproszczeniu ciepło i światło, które zapewnia nam nasza gwiazda są efektem syntezy jądrowej, w której wodór przemienia się w hel. Słońce jest gwiazdą ciągu głównego. To znaczy, że przez większość swojego życia zamienia wodór w hel. Nie jest to jednak proces permanentny.

Szacuje się, że za około 5 – 5,5 mld lat paliwo się wyczerpie, jądro Słońca zacznie się zapadać, a gwiazda rozpocznie przemianę w czerwonego olbrzyma. Jej promień zwiększy się kilkaset razy. Najbardziej malowniczą wizją katastroficzną jest pochłonięcie w tym procesie wewnętrznych planet Układu Słonecznego. Zerknijcie na model Układu Słonecznego i “nadmuchajcie” Słońce do rozmiarów, które nie pozwolą na istnienie Merkurego, Wenus, Ziemi i być może Marsa.

Po osiągnięciu temperatury około 100 mln stopni Celsjusza zaczną zderzać się ze sobą jądra helu. Nastąpi synteza helu w węgiel. Proces ten potrwa znacznie krócej niż okres ciągu głównego. Po około 100 mln lat wyczerpie się również hel. Co dalej? Gdybyśmy dożyli (i przeżyli) do tych czasów i mogliśmy oglądać zjawisko z dystansu, dostrzeglibyśmy mgławicę planetarną. Po około kilkunastu tysiącach lat, Słońce spuści z tonu i stanie się na długo białym karłem, gwiazdą co najmniej 100 razy mniejszą niż obecnie.

Księżyc zerwie się z grawitacyjnej smyczy?

Wylicza się, że Księżyc oddala się od Ziemi o około 4 cm rocznie. Naukowcy przypuszczają, że tempo tego procesu zwiększa się. Według różnych szacunków w ciągu 2 mld lat nasz satelita mógłby urwać się z grawitacyjnej smyczy.

Co ciekawe badacze nie są zgodni, co do konsekwencji “ucieczki” Srebrnego Globu. Jedni banalizują problem i żartują, że brak wpływu Księżyca na morza i oceany nie spodoba się amatorom sportów wodnych, szczególnie surferom. Inni podnoszą argument, że nasz naturalny satelita oddziaływuje na prędkość ruchu obrotowego Ziemi, a jego utrata może mieć trudne do przewidzenia konsekwencje dla klimatu. Są też tacy, którzy twierdzą, że Ziemia pozbawiona Księżyca na orbicie będzie kręcić się jak zabawkowy bączek.

Szukające sensacji media widzą już za to naszą planetę zamienioną w pustynię. Nie ma się, co przejmować. Lepiej spojrzeć na zdjęcie Ziemi i Księżyca wykonane przez sondę Galileo z odległości 6,2 mln km.

Ziemia i Księżyc widziana z pokładu sondy Galileo
Fot. NASA

Wszechświat się rozszerza, a tymczasem Droga Mleczna zderzy się z Andromedą

Za około 3,7 mld lat ma dojść do zderzenia dwóch galaktyk: naszej Drogi Mlecznej i Andromedy (oznaczonej w katalogu Messiera symbolem M31). Termin jest tak odległy, że wręcz abstrakcyjny. Dlatego naukowcy mają problem z jednoznacznym oszacowaniem konsekwencji dla Układu Słonecznego, znajdującego się praktycznie na peryferiach Drogi Mlecznej. Przewiduje się, że nasz układ znajdzie się jeszcze dalej od centrum galaktyki. „Zderzenie” to zresztą słowo nie do końca opisujące zjawisko. Odległości między gwiazdami są na tyle duże, że dojdzie raczej do połączenia obu galaktyk bez kolizji poszczególnych ich składowych, w wyniku czego powstanie jedna galaktyka eliptyczna.

Zbliżanie się Drogi Mlecznej i Andromedy ma jeszcze jeden ciekawy wymiar. Przecież zgodnie z tym, co odkrył Edwin Hubble, wszechświat się rozszerza, a galaktyki oddalają się od siebie.

W kosmicznej skali odległość między tymi dwoma galaktykami (około 2,5 mln lat świetlnych) jest zbyt mała, by prędkość ucieczki wynikająca z Prawa Hubble’a zagwarantowała uniknięcie kolizji. Innymi słowy siły grawitacyjne Andromedy i Drogi Mlecznej są na tyle duże, by przeciwstawić się ekspansji. Zamiast zamartwiać się nieuniknionym, lepiej spojrzeć na wizualizację tej kosmicznej kolizji. Żal, że nie zobaczymy tego na żywo.

Droga Mleczna i Galaktyka Andromedy
Fot. NASA/ESA. Z. Levay/R. van der Marel/STScI;T. Hallas/A. Mellinger

Naturalnych metod unicestwienia naszego kawałka wszechświata może być naprawdę sporo. Weźmy chociażby zestalenie płynnego jądra Ziemi. Mogłoby doprowadzić do zaniku pola magnetycznego i narazić naszą planetę na destrukcyjną działalność Słońca. Oczywiście to hipoteza, bo o wnętrzu Ziemi wiemy znacznie mniej niż o procesach występujących 150 mln km od nas, na naszej gwieździe.

Do tego dodajmy zderzenie z planetoidą czy wybuch superwulkanu, nad którym znajduje się Park Narodowy Yellowstone. W każdym przypadku konsekwencje są trudne do oszacowania. Tę listę oczywiście można zapełniać jeszcze długo, uwzględniając też czynniki, w których dużą rolę odgrywa również człowiek.

Warto od czasu do czasu spojrzeć z perspektywy na naszą małą niebieską planetę i pomyśleć, jakim siłom natury jest poddawana czy wreszcie uświadomić sobie, jak krucha jest. Taka optyka wcale nie jest złowieszcza. Wręcz przeciwnie.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement