„WestWorld”, czyli przerażająca wizja przyszłości gier komputerowych. Pytanie, czy przy okazji nie nas samych

Felieton 10.10.2016
„WestWorld”, czyli przerażająca wizja przyszłości gier komputerowych. Pytanie, czy przy okazji nie nas samych

Nowy głośny serial produkcji HBO pt. „WestWorld” przedstawia niesamowitą wizję symulacji życia wzmagając przy okazji wątpliwości, czy aby życie na Ziemi nie jest formą gry prowadzonej przez jakąś wyższą formę inteligencji.

Kto jeszcze nie zaczął oglądać „WestWorld”, marsz do HBO

Ten serial – wczoraj wyemitowano drugi odcinek – idealnie wpasowuje się w ożywiony dziś dyskurs nt. naszej cywilizacji, naszego Wszechświata. Mówił o tym niedawno Elon Musk na konferencji ReCode i ponoć kilku najbardziej wpływowych miliarderów z Doliny Krzemowej jest więcej niż przekonanych, że właśnie tak jest – życie na Ziemi ma być formą gry, symulacji życia, coś na wzór słynnej serii Cywilizacja, w którą sami od dawna się zagrywamy.

No właśnie – od dawna? Nie więcej niż od 25 lat.

Tytułowy WestWorld to miasteczko na Dzikim Zachodzie, do którego przenosić się mogą „goście firmy”, czyli klienci chcący uczestniczyć w symulacji życia w czasie rzeczywistym. Oczywiście mogą spełniać swoje najbardziej pierwotne zachcianki, więc większość z upodobaniem morduje i gwałci. Inni przeżywają przygody życia, szukając skarbów, walcząc z Indianami, czy wdając się w romanse z robotami.

No właśnie, bo w świecie WestWorld funkcjonują „hostowie”, czyli inteligentne roboty wyglądające i funkcjonujące jak ludzie. Hostowie są zaprogramowani do odgrywania różnych scenariuszy, które zarządcy firmy WestWorld ciągle udoskonalają. Po odegraniu swojej roli, hostowie są restartowani (śpią), wymazywana jest ich pamięć, po czym wszystko zaczyna się od nowa, hostowie uczestniczą w symulacjach z innymi klientami. Serialowa intryga zaczyna się w momencie, gdy okazuje się, że ktoś majstruje przy restarcie danych. W konsekwencji niektóre z hostów zaczynają coś pamiętać…

Czy wizja WestWorld jest realna?

Ależ oczywiście! Wprawdzie to serial science-fiction, ale wizja w nim przedstawiona jest jak najbardziej realna. Wystarczy spojrzeć na to, jak dziś działają gry typu „Wiedźmin”, w których nie ma jednego nakreślonego scenariusza przejścia, a każda decyzja gracza w trakcie rozgrywki ma wpływ na jej przebieg i finał.

Podobnie działa miasteczko WestWorld. Tyle że zamiast do komputera w formie, w jakiej znamy go dzisiaj, gracz wkracza do świata, który wygląda jak realne miejsce. Jest wielka fizyczna przestrzeń, są wsie i miasteczka, są postaci, które wyglądają i funkcjonują jak ludzie.

Gry komputerowe mają zaledwie 35 lat. Jak sam mówił niedawno Musk – zaledwie 30 lat temu graliśmy w Ponga: grę z dwoma kreskami i kulką. Dziś gramy w Wiedźmina, a symulacja piłki nożnej Fifa już dziś na pierwszy rzut oka wygląda jak telewizyjna transmisja. Pomyślmy, jak będą wyglądały i funkcjonowały takie gry za 50, 100, czy 200 lat. Pewnie właśnie tak, jak przedstawiono to w „WestWorld”.

Niemożliwe? 200 lat temu większość ludzi żyjących na Ziemi była analfabetami. 150 lat temu ludzkość nie miała prądu w domach. Zaledwie 100 lat temu powstały pierwsze samochody. 50 lat temu nie było internetu.

W „WestWorld” najbardziej przeraża mnie los hostów

Hostowie nie wiedzą, że są robotami. Są jednak tak zaawansowani technologicznie, że są postaciami myślącymi, czującymi, podejmującymi świadome wybory w oparciu o dostępne dla nich scenariusze. Oni te scenariusze przeżywają na poważnie – najczęściej umierając po jakimś totalnym dramacie i torturach. Ich cierpienie, zarówno fizyczne i psychiczne, jest realne. Nikt się jednak przesadnie nimi nie przejmuje, no, może poza zarządcami gry, którzy muszą je potem reperować, operować, aktualizować ich oprogramowanie.

Ta wizja przeraża mnie najbardziej, bo idąc tokiem myślenia Elona Muska, to my możemy być takimi hostami – w miarę świadomymi i inteligentnymi formami życia – w zabawie kogoś innego, jakiejś zdecydowanie wyższej formy cywilizacji.

Wątpliwe? To zastanówmy się nad tym, co mówi filozof-futurolog Micho Kaku

Wprawdzie on odnosi to do tego, dlaczego wciąż nie możemy znaleźć innej inteligentnej cywilizacji we Wszechświecie, ale przecież w gruncie rzeczy może chodzić o to samo.

„Pomyślmy, że obok mrowiska w lesie budują super nowoczesną autostradę. Pytanie brzmi: czy mrówki zrozumieją co to jest super nowoczesna autostrada? Czy mrówki będą wstanie zrozumieć nie tylko technologię, ale także cel budowy takiej autostrady tuż obok ich mrowiska?”

No właśnie. To my możemy być takimi mrówkami obok autostrady innych, wyższych form cywilizacji. I tak jak tym mrówkom, może nam też pozwolono żyć, budować nasze nieskomplikowane struktury społeczne do czasu aż… ktoś dla mniejszej lub większej przyjemności postanowi zniszczyć nasze mrowisko.

A może po prostu jesteśmy takimi hostami w grze kogoś innego. Rodzimy się, dorastamy, myślimy, czujemy, podejmujemy świadome decyzje, umieramy, choć tak naprawdę jesteśmy tylko symulacją, rozrywką dla kogoś innego.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement