Z tym „monitorowaniem zdrowia” to mam jeden mały problem

Felieton/Sprzęt 11.10.2016
Z tym „monitorowaniem zdrowia” to mam jeden mały problem

A może nawet duży. Mówiąc wprost – jest do bani.

Żeby nie opowiadać całej historii mojego życia we wstępie, przejdę od razu do konkretów. Mam opaskę z czujnikiem tętna, która dosyć skutecznie i wiarygodnie dokonuje regularnych, całodziennych pomiarów tętna.

Z tej masy wyników interesuje mnie jednak właściwie tylko jeden – RHR, czyli tętno spoczynkowe. Reszta jest dla mnie raczej zbyteczna.

Dlaczego akurat RHR? Bo według wielu mądrzejszych ode mnie głów, jest to dobry wskaźnik tego, co z nami się dzieje – czy jesteśmy zdrowi, odpowiednio wypoczęci, w doskonałej formie, a może szykuje nam się choroba, jesteśmy przemęczeni i niewyspani.

Nie chodzi tu nawet o sam konkretny wynik punktowy – chodzi o zmiany w czasie. Leci w dół – jest dobrze. Leci w górę – można zacząć się obawiać.

Do tej pory problemu nie widziałem.

RHR od momentu pierwszego założenia opaski, wraz z kolejnymi biegami, jazdami na rowerze i wycieczkami w górę elegancko szło na dno. Mniejsza już o wynik, ale w ciągu kilku czy kilkunastu tygodni udało mi regularnie zbijać kolejne punkty.

Wnioski były proste – jestem w coraz lepszej formie, coraz lepiej się czuję. Super, nie analizowałem tego zbytnio, bo i po co – przecież jeśli jest dobrze, to nie warto się nad tym zastanawiać.

Nie oczekiwałem też żadnych komunikatów w stylu „super, udało ci się”, ani też informacji, co takie zbijanie RHR w ogóle daje. Bo było dobrze.

Aż do teraz.

Od kilkunastu dni (więc dosyć sensownego do wychwycenia trendu okresu) najwyraźniej dobrze być przestało. RHR stopniowo, ale nieprzerwanie, pnie się do góry, powoli wracając do poziomu, z którego jakiś czas temu startowałem.

I dopiero w tym momencie zaświtało mi w głowie dosyć kluczowe pytanie:

I co mi, do cholery, z tej wiedzy?

Aplikacja Garmina (bo z opaski tej firmy korzystam) nie serwuje mi żadnej informacji. Nawet pomimo tego, że wzrost RHR przekroczył 10 proc., więc chyba wypadałoby mi o tym wspomnieć, a nie zmuszać mnie do tego, żebym sam szukał tych informacji i zestawiał dane historyczne.

Ale nie. Program tylko notuje sobie to, co przez cały dzień pomierzył. Nie wiąże faktów, nie porównuje. Nie wyciąga wniosków. Nie informuje. Nie ostrzega. Nie doradza.

Są tylko punkty. Punkty z dzisiejszego dnia, wczorajszego i jeszcze wcześniejszych. Połączone, pewnie dla estetyki, odcinkami. Dane, dane, dane, mnóstwo danych, z których nic nie wynika. Mnóstwo danych, które nic mi nie mówią. Papka do nakarmienia wygłodniałego Excela.

Niemal równie dobrze mogłyby być losowe.

Nie, nie chodzi mi o to, żeby aplikacja dokonała diagnozy.

Bo tego nie jest w stanie. Nie jest lekarzem, nie ma masy pozostałych danych, które do jakiejkolwiek sensownej diagnozy byłyby potrzebne. I zdecydowanie jeszcze za wcześnie, żeby polegać na tego typu algorytmach w tak istotnych kwestiach.

Ale aplikacja, której zadaniem jest przecież monitorowanie mojej aktywności i zdrowia nie próbuje… niczego. Nigdzie nie wyskoczy okienko z informacją, że moje RHR rośnie, więc może – biorąc pod uwagę zmianę mojego rytmu snu (może tak jest, a może nie – to aplikacja ma te dane) – powinienem zacząć się kłaść spać wcześniej. Może powinienem sprawdzić, czy nie zmieniłem diety. Może powinienem częściej ćwiczyć. Może powinienem zacząć rzadziej ćwiczyć. Może powinienem zmienić sposób ćwiczeń (serwis ma pod ręką w końcu pierdyliard danych z moich ćwiczeń…).

Tak, po kliknięciu w małą ikonkę dowiem się, co może wpłynąć na RHR. Ale chciałbym to zobaczyć wtedy, kiedy jest mi to naprawdę potrzebne. Powiedzmy, że tak… kontekstowo.

Ale nie. Nic. Nawet najmniejszej próby. Nawet malutkiego „Hej, zobacz, tu się coś na wykresie niedobrego dzieje, obadaj to z kimś”.

Nic, zero, cisza.

I nie jest to przypadek pojedynczej aplikacji. Sieć pełna jest wątków założonych przez użytkowników innych produktów, którzy zastanawiają się, co może oznaczać taka a nie inna zmiana RHR czy innego, podobnego parametru.

Co oznacza, że tak naprawdę cały ten monitoring jest… do bani. A jeśli nie do bani, to na poziomie zupełnie nie przystającym do tego, do czego przyzwyczaiły nas współczesne sprzęty i oprogramowanie. Tutaj cofamy się do zamierzchłych czasów, kiedy program zbierał tylko multum danych, a my i tak musieliśmy je uważnie, przejrzeć, samodzielnie wychwycić interesujące nas wartości, a potem samodzielnie przeanalizować i na końcu wyciągnąć wnioski.

Jeśli tak ma wyglądać monitorowanie zdrowia przez sprzęt elektroniczny, to jeszcze chyba długo będzie można za to podziękować…

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement