5 najciekawszych momentów w kampanii Battlefield 1

Felieton/Gry 18.10.2016
5 najciekawszych momentów w kampanii Battlefield 1

Żaden rozsądny gracz nie kupuje Battlefielda dla kampanii offline. To zawsze tylko dodatek do emocjonujących trybów wieloosobowych. Nie oznacza to jednak, że w Battlefield 1 zabrakło solidnych „momentów”.

Moje ulubione znajdziecie poniżej. Miejcie jednak na uwadze, że listę można potraktować jak siedlisko spoilerów. Jeżeli nie chcecie zdradzać sobie zawartości dla jednego gracza, możecie zjechać do samego dołu artykułu, gdzie podsumowuję ogólną jakości kampanii.

1. Battlefield 1 i ziemia niczyja

W okresie drugiej wojny światowej Niemcy zmienili oblicze walk za sprawą blitzkriegu – błyskawicznego natarcia przy użyciu piechoty, artylerii, ciężkiego sprzętu i pojazdów opancerzonych. Nim jednak niemiecka myśl wojenna dojrzała do tego momentu, wojny rozgrywane były wzdłuż długich, statycznych linii frontu wzmocnionych okopami.

battlefield-1-42

Przez większość czasu europejskie wojska pozostawały w impasie. Każda strona była silnie ufortyfikowana, przez co żadna nie mogła zdobyć szybkiej przewagi. Linie frontu wyznaczone okopami utrzymywały się przez miesiące, a żaden żołnierz nie palił się do wychylenia głowy w kierunku pozycji wroga.

W ten sposób powstał pas przerażającej ziemi niczyjej, pomiędzy obiema ufortyfikowanymi stronami. Ziemia niczyja była cmentarzyskiem dziesiątek maszyn oraz tysięcy ludzi, po których nikt nie odważył się wrócić. Prawdziwe piekło na ziemi, czujnie obserwowane przez obie strony konfliktu. Pełne wraków, trupów, płomieni i udeptanej, spalonej ziemi.

battlefield-1-39

To właśnie przez ziemię niczyją biegnie jeden z głównych bohaterów kampanii Battlefield 1. Widoki, jakie zastaje dookoła, nie należą do najprzyjemniejszych. Ziemia niczyja robi kolosalne wrażenie. To jeden z najciekawszych projektów stworzonych na potrzeby doświadczenia dla jednego gracza. Widok, który zapada w pamięci.

2. Splinter Cell: Battlefield 1.

W najnowszej grze EA jest zaskakująco wiele okazji, aby rozegrać misję zupełnie po cichu. Zamiast strzelać w kierunku wroga, wystarczy podkraść się do niego i użyć broni do walki wręcz. W ten sposób nie alarmujemy całej brygady wrogów, a do tego oszczędzamy zdrowie i amunicję.

battlefield-1-18

Moduł skradania został ciekawie wykorzystany podczas misji przeprowadzania czołgu Mark V przez wypełniony mgłą las. Gracz będący częścią załogi rusza przodem, aby oczyścić teren dla metalowej bestii, zupełnie bezradnej w aktualnych warunkach pogodowych. Przekradamy się zatem od jednego drzewa do drugiego i eliminujemy stanowiska wroga.

3. Zakładamy zbroję, snujemy opowieść

Wcielając się w członka elitarnych sił włoskich, jesteśmy odpowiedzialni za samotne oskrzydlanie pozycji wroga, podczas gdy nasi kompani przeprowadzają kluczowe, frontalne natarcie. Flankowanie w pojedynkę brzmi jak samobójstwo? Pfff, nie z pancerzem głównego bohatera.

Gracz ma na sobie ciężki pancerz ochronny, skutecznie powstrzymujący pociski pierwszowojennej piechoty. Idąc przed siebie niczym taran, non stop słyszymy, jak kolejne kule odpryskują się od noszonej osłony.

Najciekawsza jest forma narracyjna tej misji. To część opowieści, jaką wojenny weteran snuje swojej córce. Co za tym idzie, non stop słyszymy głos wszechwiedzącego narratora. Ten w czasie rzeczywistym opisuje, co zaraz się wydarzy, albo co trzeba niebawem zrobić. Ciekawa zabawa formą.

4. Wojna jest bez sensu. Zawsze i wszędzie.

W misji wprowadzającej do Battlefield 1 twórcy przeprowadzają bardzo ciekawy konstrukt narracyjny. Wrzucając gracza w sam środek wielkiej bitwy, giniemy raz za razem. System nie cofa nas jednak do punktu kontrolnego, a jedynie pokazuje imię, nazwisko i datę śmierci żołnierza. Następnie lądujemy w skórze innego wojaka i rozpoczynamy kolejną grę o przeżycie.

Z czasem wokół gracza wyrasta stos strupów. Gdyby tego było mało, zniszczone miasteczko zaczyna bombardować artyleria jednej ze stron. Tracimy przytomność, a gdy ją odzyskujemy… patrzymy prosto w oczy wroga. Ocalały przeciwnik również podnosi się po ostrzale, chwytając za dłoń. Obaj żołnierze zaczynają do siebie mierzyć, ale widząc ogrom zniszczeń i śmierci dookoła, opuszczają karabiny.

Brak większego sensu podczas pierwszej wojny światowej docierał również do prawdziwych żołnierzy. Bywały momenty, w których obie strony zawierały niepisane zawieszenie broni, nie chcąc uczestniczyć dłużej w bezsensownej machinie zniszczenia o kolejny metr rozoranej lejami ziemi niczyjej.

5. Poznajcie szeregowego Gołębia

Wroga piechota otoczyła „Betty” – zakopany w błocie czołg Mark V, w którym siedzi przerażony gracz wraz z załogą. Za stalowymi ścianami słychać odgłosy i krzyki w obcym języku. Niemcy zaczęli rozdzierać kadłub, chcąc dostać się do ludzi w środku. Wtem, ku zdumieniu gracza, reszta załogi zaczyna kłócić się o… gołębia.

battlefield-1-3

Część z towarzyszy chce wypuścić ptaka na wolność. Inni krzyczą, że to będzie dla nich samobójstwo. Gracz nie ma pojęcia, o co właściwie chodzi. Spogląda to na przekrzykujących się mężczyzn wewnątrz czołgu, to na białego gołębia w klatce. W końcu nie wytrzymuje i wypuszcza ptaka przez ciasny wylot maszyny.

Gołąb zamienia się w „grywalną postać”, którą można sterować w ograniczonym zakresie. Jego zadaniem jest dolecieć do bazy artylerii. Tam sojusznicy rozszyfrowują położenie „Betty” na podstawie liściku przypiętego do łapki, a następnie… rozpoczynają ostrzał własnego czołgu.

battlefield-1-13

Po co? Maszyna zakopana w błocie, otoczona wrogą piechotą, tak czy siak jest stalową trumną. Istnieje za to niewielka szansa, że sojuszniczy ostrzał artyleryjski zabije żołnierzy wokół pojazdu, za to stalowe ściany czołgu osłonią załogę wewnątrz niego.

Kampania dla jednego gracza w Battlefield 1 – jaka jest?

Niestety, to wciąż poziom niżej od scenariusza offline w Call of Duty. Kampania jest jak interaktywny samouczek, który zaznajamia gracza z podstawowymi mechanizmami. Uczy go latać, pokazuje zaawansowane rodzaje uzbrojenia, a także tłumaczy, jak zdobywać fortyfikacje.

battlefield-1-6

Producenci próbują nadać kampanii osobliwego, kinowego tonu. To jednak udaje się tylko połowicznie. Battlefield 1 prowadzi ciekawą narrację, ale zawodzi podczas autentycznej rozgrywki. Cały czas ma się wrażenie walki z głupimi botami, na sztucznie ograniczonych wycinkach map z trybów multiplayer.

Kampania dla jednego gracza w Battlefield 1 to tylko przeciętna przystawka. DICE nie udało się wprowadzić do gry filmowego, kompleksowego, uzależniającego scenariusza. Studio nie musi jednak tego robić, ponieważ posiada kapitalne tryby sieciowe. I to właśnie dla nich kupuje się Battlefielda.

Czytaj również: Battlefield 1 to nowy król sieciowych strzelanin – recenzja Spider’s Web

Zobacz: Battlefield 1 – ocena po pierwszym dniu

SPRAWDŹ: Spider’s Web TV na YouTubie – zasubskrybuj teraz, żeby nie przegapić nowych materiałów!

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement