Jeśli Facebook uzależnia nas od siebie, to już nie wiem, jak nazwać to, co robi Amazon

Felieton 13.10.2016
Jeśli Facebook uzależnia nas od siebie, to już nie wiem, jak nazwać to, co robi Amazon

Kiedy myślimy o gigantach technologicznych, którzy nas od siebie uzależniają, zazwyczaj mamy w głowie dwie nazwy: Google i Facebook. Jest jednak trzeci gracz, który ma potencjał uzależnić nas od siebie jeszcze bardziej. To… Amazon.

Ok, dla nas, Polaków, to, o czym chcę tu napisać, może się wydawać abstrakcją. Bo choć centra logistyczne Jeffa Bezosa stoją nad Wisłą, to oficjalnie gigant w Polsce nie operuje i nie możemy na terenie kraju skorzystać z jego największych zalet, jak Amazon Prime czy subskrypcja Kindle Unlimited.

Niemniej jednak w krajach, gdzie Amazon działa z całą swą mocą, gigant kompletnie zmienia sposób, w jaki ludzie dokonują zakupów. A teraz ma też w swej garści dostęp do niemal wszystkich gałęzi pop-kultury.

Amazon rządzi i dzieli.

Ze zgrozą patrzę na start usługi strumieniowania muzyki Music Unlimited, który ma być rywalem dla Spotify, Apple Music, czy Google Play Music. Dlaczego ze zgrozą? Bo rośnie nam nowy kandydat na hegemona. Jak na razie streamingiem niepodzielnie rządzi Spotify, ale… nikt przecież nie zagwarantuje, że tak będzie wiecznie.

Tym bardziej, że Amazon ma na podorędziu potencjalną bazę użytkowników jeszcze bardziej obszerną, niż miał Apple przy starcie swojego serwisu streamingowego.

Dajmy Amazonowi trochę czasu, kilka dobrych promocji, ofertę specjalną dla abonentów Prime… i serwis może zacząć rosnąć w ogromnym tempie.

Widzieliśmy to już wcześniej. Amazon przecież dosłownie rozsadził od środka rynek książkowy i jest na nim dziś bezsprzecznie największym graczem, dyktującym swoje własne warunki wydawcom czy self-publisherom, których jest jednocześnie największym przyjacielem i największym przekleństwem.

Amazon ma też w swojej ofercie kapitalne VOD. Ma Alexę i Amazon Echo, które pojawia się w coraz większej liczbie domostw.

Innymi słowy – Amazon dokonał czegoś bezprecedensowego: wewnątrz de facto jednego ekosystemu dał użytkownikom dostęp do treści kulturowej na skalę, o której nawet tacy giganci jak Google czy Apple mogą tylko pomarzyć.

A przecież to tylko wierzchołek góry lodowej!

Bo Amazon to przede wszystkim sklep, zaspokajający nasze pierwsze, drugie i trzecie potrzeby.

Na Amazonie możemy dziś kupić niemal wszystko. Począwszy od świeżych zakupów spożywczych (dzięki Amazon Fresh w wybranych miastach USA), poprzez ubrania aż po elektronikę użytkową i wiele, wiele więcej. Do tego jeśli jesteśmy członkami Amazon Prime, paczkę otrzymujemy w ciągu 24 godzin od zamówienia. Często nawet tego samego dnia!

Weźmy też Amazon Dash czy Dash Button – ten pierwszy to „pałeczka”, w której przy pomocy głosu lub skanowania kodów kreskowych możemy zamówić zakupy w Amazon Fresh. Ten drugi to przycisk, który możemy przypisać do konkretnego artykułu i jednym naciśnięciem domówić ów produkt, gdy zacznie go w domu brakować.

Podsumowując – Amazon, w krajach, w których operuje, oferuje użytkownikom wygodę niewyobrażalną jeszcze kilka lat temu. Dostęp do niemal wszystkiego, niemal wszędzie, niemal od razu.

Dodajmy do tego nieprzebrane zasoby księgarni, książek fizycznych, jak i cyfrowych, audiobooków, wideo, a teraz także muzyki i… mamy ekosystem, w którego sidła łatwo wpaść, ale bardzo trudno wyjść.

Bo nie ma na świecie drugiego podmiotu, który mógłby konkurować ze skalą i rozmachem Amazonu.

Z niecierpliwością czekam na debiut Amazonu w Polsce. A jednocześnie bardzo się go boję.

Mając na uwadze cały powyższy wywód, odnoszę wrażenie, że Amazon robi z ludźmi „w realu”, to, co Facebook robi z nimi wirtualnie. Łapie w swe szpony i robi wszystko, by z nich nie wypuścić. Choć… muszę przyznać, że Jeff Bezos robi to dużo bardziej subtelnie.

Facebook w swoim zacieśnianiu pętli jest nachalny, ostentacyjny i bezlitośnie sprawdza, jak daleko może przesuwać granice tolerancji użytkowników.

Amazon zaś zamyka ludzi w swoim ekosystemie oferując im coraz więcej, coraz szybciej i coraz wygodniej.

Chciałem zamknąć ten felieton jakimś słowem przestrogi, jakąś wyrażoną głębszą obawą, ale… może po prostu tak musi być?

Może czeka nas przyszłość, w której obok Internetu, tego przez wielkie „I” istnieć będzie Facebook, Google i… właśnie Amazon? I nie będziemy już chodzić na zakupy, bo na klik otrzymamy wszystko, co tylko potrzebne nam do życia, dostarczone w kilka godzin przy pomocy drona lub innego, wymyślnego narzędzia logistycznego.

I kto wie… może to uzależnienie akurat nie okaże się być takim złem? Pewnie tak, jak dziś z wielką przyjemnością korzystam z Kindle’a i robię zakupy w księgarni Bezosa, tak za kilka lat z równą przyjemnością zastąpię wypady do Lidla czy Biedronki naciskaniem odpowiedniego guzika, gdy domowe zapasy będą na wykończeniu.

Cóż, przekonamy się, kiedy Amazon (daj Boże) wejdzie do Polski i będziemy mogli w pełni skorzystać ze wszelkich oferowanych przez niego wygód.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement