Afera wokół Caracali. O co w niej chodzi?

Artykuł/Blog Forum 12.10.2016
Afera wokół Caracali. O co w niej chodzi?

Jak ważna jest silna armia, strzegąca integralności terytorialnej Polski w jej trudnym geopolitycznym otoczeniu, chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć. Nasz kraj od lat modernizuje Siły Zbrojne, a potrzeby są nadal ogromne. Jedną z ważniejszych jest wymiana wysłużonych, pamiętających jeszcze poprzedni ustrój śmigłowców z rodziny Mila.

W ubiegłym roku sygnalizowałem na łamach Spider’s Web, że do dalszych testów w ramach owego przetargu wybrano francuskiego Caracala. Tydzień temu, jak grom z jasnego nieba runęła informacja o zakończonych niepowodzeniem negocjacjach w tej sprawie. Temat jest złożony, a w ciągu tych kilku dni narosło wokół niego wiele mitów. Dlatego postaram się obiektywnie wyjaśnić w czym rzecz.

Kontekst polityczny

Ze względu na ogromne kwoty wchodzące w grę, zakupy uzbrojenia cechują się trzema aspektami – politycznym, gospodarczym i militarnym. Wybór oferenta oznacza związanie się niepisanym sojuszem z jego ojczystym krajem. Chodzi o swoiste gwarancje wiarygodności, o pewność i ciągłość dostaw w razie ewentualnego konfliktu.

Aby zobrazować jak to ważne, wystarczy wspomnieć rok 1939, gdy Polska mimo zakupu czołgów z Francji, została osamotniona wobec agresji nieprzyjaciela. Dziś jedynym krajem który w ciągu 48 godzin jest w stanie przemieścić kontyngent wojskowy w dowolne miejsce globu są Stany Zjednoczone. To USA dają nam największe gwarancje pomocy, choćby za sprawą planowanego stacjonowania US Army na terenie naszego kraju. Dla jasności – nie twierdzę, iż Francuzi czy Brytyjczycy są dziś niewiarygodni. Wskazuję jedynie jak istotne znaczenie dla obronności kraju ma aspekt polityczny.

Kontekst gospodarczy

W ujęciu gospodarczym chodzi o offset, czyli rekompensatę przynajmniej części wydatków poniesionych na zakup uzbrojenia. W przypadku dużych przetargów offset nie jest niczym niezwykłym, a jego wartość często dorównuje wartości pozyskanego sprzętu. Offset składa się głównie z dwóch części – transferu technologii oraz inwestycji w przemysł odbiorcy.

To właśnie uzgodnienie offsetu było elementarnym warunkiem podpisania finalnego kontraktu na zakup Caracali. Mimo tajności dokumentów, z kuluarów docierają szczątkowe informacje, co proponował Airbus w ramach offsetu. Podobno wartość rekompensat miała być zbliżona do wartości kontraktu, ale gro pieniędzy poszłaby na dostosowanie zakładu WZL-1 w Łodzi do montażu i serwisowania Caracali. Nie chodzi o całościową produkcję w Polsce, a jedynie o montaż z części sprowadzanych z zagranicy. Prawdopodobnie nie było też mowy o transferze technologii (choćby na licencji), czy o produkcji w przyszłości nowszych maszyn. Zakładając że to prawda, trudno to nazwać atrakcyjną ofertą. Szczególnie, że Airbus w którym udziały mają Francja, Niemcy i Hiszpania, publicznie deklarował traktowanie Polski na równych zasadach. Poza tym, początkowo umawiano się na zakup 70 śmigłowców za 13 mld zł, ale z czasem zaoferowano nam tylko 50… w tej samej cenie.

Raczej nie jest tak, że pozostali producenci zapewniali lepszy offset, jednak ceny jednostkowe ich śmigłowców były prawdopodobnie wyraźnie niższe. Robi się jeszcze ciekawiej, gdy wspomnimy rzekome powiązania polityków poprzedniego rządu z Airbusem oraz obecnego Ministra Obrony Narodowej z Lockhed Martin.

Dla równowagi dodam, że z Amerykanami też mamy złe doświadczenia w tej kwestii. Przypomnę, iż w największym dotychczas przetargu dla Wojska Polskiego, jako samolot wielozadaniowy wybrano F-16 produkcji Lockhed Martin. Maszyna sprawdzona, w najnowocześniejszej odmianie, po prostu bardzo dobra. Jednak amerykański koncern tylko w niewielkim stopniu wywiązał się z obietnic offsetowych. Niestety, w dużej mierze za sprawą nieudolności strony polskiej, która zwyczajnie nie potrafiła ich wyegzekwować.

Kontekst militarny

Zacznę od tego, że odnośnie wykorzystania śmigłowców w wojsku istnieją dwie różne od siebie taktyki – amerykańska oraz rosyjska. Pierwsza opiera się na dwóch rodzajach maszyn; niewielkich, kilkutonowych śmigłowcach wielozadaniowych (UH-60), oraz ciężkich transportowych (CH-47 i CH-53). Z kolei trzonem taktyki naszego wschodniego sąsiada jest jedna, średnia i uniwersalna platforma (Mi-8/14/17). Nie chcę w tym miejscu oceniać która z tych koncepcji jest lepsza. Nadmienię tylko, że europejska cześć NATO odchodzi od taktyki amerykańskiej, stawiając na uniwersalny śmigłowiec NH90.

Mówiąc o wspólnej platformie chodzi o wykorzystanie jednego typu maszyn do różnych zadań. Transportowych, poszukiwawczo-ratowniczych, zwalczania okrętów podwodnych, itd. W Wojsku Polskim z powodzeniem wszystkie te operacje wykonują wiropłaty z rodziny Mi-8 (w tym Mi-14 i Mi17), lecz ich resursy dobiegają końca. Korzyści z tej taktyki to przede wszystkim niższe koszty eksploatacji, wynikające z unifikacji części, silników, awioniki. Z drugiej strony średni śmigłowiec niekoniecznie będzie idealny dla wojsk specjalnych, które oczekują większej zwrotności oraz prędkości podejścia.

Wśród trzech maszyn biorących udział w Polskim przetargu, w istocie to Caracal jako najbliższy gabarytom Mi-8, najlepiej sprawdziłby się w roli jednolitej platformy. Co nie znaczy, że był najlepszy na rynku. W gruncie rzeczy producenci dysponują bardziej odpowiadającymi tym wymogom maszynami, na czele z NH90, powstałym w kooperacji Agusty (obecnie Leonardo-Finmeccanica) i Eurocoptera (obecnie Airbus). Owszem, to śmigłowiec drogi, z wadami wieku dziecięcego, jednakowoż najlepiej wpisujący się w to czego szukaliśmy. Chcąc pozyskać akurat ten model dalibyśmy zarobić dwóm oferentom, z kolei od trzeciego można było nabyć sprawdzony śmigłowiec szturmowy (którego dotyczy osobny przetarg). Tajemnicą poliszynela pozostaje, dlaczego poprzedni rząd nie zabiegał o zakup nowoczesnego NH90, choćby z „wolnej ręki”.

Co dalej?

Według komunikatu strony polskiej, powodem zakończenia negocjacji było „nie przedstawienie oferty offsetowej zabezpieczającej w należyty sposób interesu ekonomicznego państwa”. Natomiast dyrektor Airbusa mówi o zerwaniu negocjacji przez Polaków. No właśnie – zakończenie czy zerwanie?

Jak wskazują eksperci od prawa międzynarodowego, póki co trudno ocenić, która ze stron ma więcej racji ze względu na tajność rozmów. Aczkolwiek semantyka będzie miała kluczowe znaczenie jeśli dojdzie do zapowiadanego pozwu przeciwko Polsce (przy okazji zobaczymy jak działa forsowany w TTIP i CETA arbitraż na linii koncern-państwo). I nie ma się co dziwić Francuzom, bo strona polska dała im nadzieję, że kupi drogo 40-letni sprzęt. Zamiast przerwać rozmowy w 2013 roku, gdy było jasne, że kontrahenci nie zaproponowali dokładnie tego, na co liczyło wojsko, brnięto w nie dalej.

Teraz podczas arbitrażu strony będą musiały dowieść, iż działały w dobrej wierze, celem pozytywnego zakończenia pertraktacji. W przypadku Polski będzie to jednak trudne, ponieważ kilka dni po zakończeniu rozmów, Minister Obrony Narodowej wskazał na konkurencyjnego Lockhed Martina (dawniej Sikorsky Aircraft) jako dostawcę mniejszej partii maszyn. Prawo europejskie pozwala na wybór z „wolnej ręki”, gdy wymaga tego bezpieczeństwo państwa. I to zapewne nie będzie kwestionowane, biorąc pod uwagę kończące się resursy polskich Mi. Niemniej ostentacyjny gest ministra będzie argumentem przeciwko Polsce. Inna sprawa, że warunkiem podpisania umowy miała być korzystna oferta offsetu, a strona Polska ma prawo decydować, co jest dla niej bardziej lub mniej korzystne.

Z deklaracji rządu wiemy już, że większy zakup zostanie rozbity na mniejsze kontrakty u różnych producentów (nie wykluczono zakupu pewnej partii u Airbusa), tym samym upada koncepcja wspólnej platformy. Z jednej strony jest to korzystne dla tysięcy pracowników z Mielca i Świdnika, gdzie swoje zakłady posiadają Lockhed Martin i Leonadro-Finmeccanica. Z drugiej, nie ma słowa o offsecie, a rozdrobnienie parku maszynowego spowoduje w perspektywie wzrost kosztów eksploatacji.

Osobiście widzę jeszcze trzecią drogę – zakup nowych Mi-17. To wciąż dobry i chwalony przez wojskowych śmigłowiec, który po modernizacji relatywnie niewielkim kosztem, może zapewnić znaczną wartość użytkową jeszcze przez najbliższe 15-20 lat. Ten scenariusz jest jednak mało realny w obecnej sytuacji geopolitycznej.

Tekst ukazał się pierwotnie na Blog Forum Spider’s Web. Blog Forum jest miejscem, w którym Czytelnicy Spider’s Web mogą publikować swoje własne teksty blogowe, a najlepsze z nich trafiają na stronę główną serwisu oraz na naszego Facebooka i Twittera.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement