Świat według Jachimka – Onet przygotował odpowiedź na Studio YaYo. Jak im wyszło?

Artykuł/Media 11.09.2016
Świat według Jachimka – Onet przygotował odpowiedź na Studio YaYo. Jak im wyszło?

Tomasz Jachimek nie jest komikiem do końca z mojej bajki, ale bardzo mi się podoba sposób, w jaki zrealizowano jego program satyryczny w telewizji Onetu. 

Twórczość Tomasza Jachimka znam wybiórczo. Nie jest to generalnie moje poczucie humoru, choć gwoli sprawiedliwości należy oddać, że jako jeden z nielicznych polskich kabareciarzy znalazł swoje miejsce gdzieś tam w moim katalogu utworów kultowych. Chodzi o piosenkę o pewnym jamniku, zatytułowaną bodajże „Temat Tabu” (zalinkowałbym, ale trochę się boję, bo na legalu jej w sieci chyba nie znajdziecie).

To ironiczna i jakże trafna diagnoza coraz bardziej zauważalnego wycinka naszego społeczeństwa. Nawet nie tyle doskwiera mi fakt, że ksenofobicznego, rasistowskiego, homofobicznego itd., bo bakteria politycznej poprawności niemalże blokuje jakiekolwiek próby dyskusji na te tematy, co po prostu zalanego falą hipokryzji.

Ale to tyle, gdzieś tam jeszcze przewinął się w miarę udany roast w wykonaniu Jachimka, Szkła Kontaktowego nie oglądam już tak mniej więcej od dekady, ze skeczami – jak wspomniałem – to tak średnio, a niedawno w telewizji Onetu, tej o ogromnych aspiracjach, która jesienią przeprowadzi medialną ofensywę, ruszył jego nowy program – Świat według Jachimka.

Generalnie niezależnie od subiektywnej oceny kabareciarza, który na swoich występach wciąż zapełnia widownie w całej Polsce, na pewno nie można jego dotychczasowej kariery podsumować w taki sposób, że jest starym, nieśmiesznym, przegranym komikiem, który w nagrodę za lata służalczej wierności dostał mizerny program w marginalnym kanale telewizji publicznej realizowany za publiczne pieniądze.

Nie, Onet wziął go, ponieważ jest dość mocnym nazwiskiem, które na dodatek kojarzy się także z czymś więcej, niż odgrywaniem fikcyjnych scenek kabaretowych. Świat według Jachimka realizowany jest nieco na kształt amerykańskich programów satyrycznych late night show – choć bez zapraszania gości. Prowadzący ubrany jest w dobry garnitur, co niejako dodaje konwencji więcej uroku, niż student w bluzie z kapturem (choć tematyka jak najbardziej pasuje do studenta w bluzie z kapturem) i omawia ostatnie doniesienia ze świata w żartobliwy sposób, czyniąc to wszystko no tle bardzo klimatycznego zdjęcia Nowego Jorku Warszawy. Jak to zobaczyłem, to od razu pomyślałem, że chcę to opisać na łamach Spider’s Web, tylko dlatego, że „miniaturka ze screenem programu fantastycznie będzie wyglądała na głównej Pajęczej Sieci”.

Ponieważ generalnie jestem dość ciężko doświadczony przez polską satyrę, po Świecie według Jachimka spodziewałem się wszystkiego najgorszego.

Oczywiście wciąż czegoś lepszego niż Studio YaYo, ale nadal bardziej przykrego niż na przykład nagły, rozległy zawał serca. ŚWJ ma w sobie trochę ze Śmiechu Warte, trochę z Dziennika Telewizyjnego Jacka Fedorowicza, prowadzący dwoi się i troi z żartobliwymi komentarzami, ale wcale nie wydaje się to (aż tak strasznie) nachalne. Zwłaszcza, że raz na kilka-kilkanaście prób coś wejdzie, a to jak na tego typu programy i tak niezły wynik. Autor bywa też trochę wulgarny i naśmiewa się z wady wymowy Hanny Gronkiewicz-Waltz, ale ja akurat zawsze byłem zwolennikiem tezy, że satyryk może więcej.

Być może mam mniejsze oczekiwania. Po pierwsze – znacie już zapewne moje zdanie na temat polskiej satyry. Po drugie – być może pamiętacie też moje zdanie na temat telewizji w internecie, przez długie lata Wirtualna Polska i Onet próbowały, ale tym programom brakowało telewizyjnej jakości. Świat według Jachimka tymczasem nie jest tragiczny w formie, a w realizacji jest nawet dość atrakcyjny.

Oczywiście nie planuję zostawać stałym widzem programu, ponieważ trochę wyniośle powiem, że nie czuję się jego grupą docelową. Ale dla przeciętnego czytelnika/widza Onetu tak realizowana produkcja może być czymś na czym skupią swoją uwagę przez te 12 minut. Zobaczymy. Przede wszystkim cieszy, że Onet w przededniu odpalenia Jarosława Kuźniara, po trochę straszącym latami 90. Tomaszu Lisie, wyprodukował coś w miarę atrakcyjnego od strony realizacyjnej.

I to bez wielkich technologii i ze zdjęciami ze stocka, wystarczyło trochę gustu.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement