iPhone 7, czyli smartfonowej rewolucji nie będzie

Felieton 07.09.2016
iPhone 7, czyli smartfonowej rewolucji nie będzie

O czym świadczy fakt, że najbardziej dyskutowaną nowością w kolejnym iPhonie jest możliwy brak gniazda słuchawkowego? Dlaczego od miesięcy nieobecność czegoś jest ważniejsza niż nowe funkcje? To już kryzys branży czy normalizacja?

Wybierzcie sobie, co wolicie z powyższego zestawu. Prawdę mówiąc mnie ciągnie w obie strony. Kryzys znaczą spadki sprzedaży smartfonów, próby wynajdywania na nowo koła i fakt, że marketingowcy nie pogodzili się z faktem, że szmacianej lalki nie przyozdabia się brylantami. To dlatego próby wywoływania „emejzingu” stają się karykaturalne.

Powyższe może być równie dobrze świadectwem normalizacji. Po latach pełnych fajerwerków rynek smartfonów wygląda jak wiele innych. Ewolucja produktów w minionej dekadzie była tak szybka, że można ją było nawet nazwać rewolucją. Wyobraźmy sobie, że 10 lat po premierze Forda T, firma prezentuje, dajmy na to, Focusa RS. Wiem, że ta analogia jest mocno naciągana, ale chcę podkreślić, że szybki rozwój produktów wywołuje w nas, dziennikarzach, blogerach i geekach potrzebę corocznej fiesty (nie tej od Forda). Święta znaczonego obchodami w postaci kolejnych konferencji.

Smartfony zmieniły nasz sposób kontaktu z rzeczywistością. Wiem, że brzmi to buńczucznie, ale tak było.

Sięgasz dziś po plan miasta? Wertujesz encyklopedię w poszukiwaniu jakiegoś zagadnienia? Słuchasz muzyki z ogromnego odtwarzacza kaset lub płyt CD, który w nazwie miał „walk”, czyli „spacer”? Biegniesz na pocztę, by wysłać pocztówkę z miejsca, w którym odpoczywasz? Wszystko to i wiele więcej masz w kieszeni i sięgasz po to, gdy potrzebujesz informacji, rozrywki lub kontaktu z ludźmi.

Jasne, możemy się spierać o te pocztówki. Sam ostatnio wysłałem z urlopu kilka, równolegle korzystając z Messengera, Instagrama, Facebooka itp. Mniejsza o szczegóły. Wystarczy przejść się po mieście, wsiąść do pociągu czy autobusu, by zobaczyć, że smartfony stały się (nadal stają?) niezbędnym elementem naszego ekwipunku. Kiedyś wychodząc z domu musiałem pamiętać o kluczach, dziś sprawdzam czy mam smartfona. Coraz rzadziej zresztą, bo jak zegarek stał się czymś zupełnie naturalnym i zabieranym odruchowo.

Apple pokaże zapewne dobry sprzęt. Będziemy pisać o tym wielokrotnie i pełni emocji. Jedni podnieceni, drudzy znudzeni, rzadko obojętni. iFixit rozbierze iPhone’a 7 i pokaże nam co jest w środku. Youtuberzy będą giąć go, rzucać o beton i porównywać z Samsungami. Pojawią się zapewne elaboraty o jakości dźwięku przed i po „rewolucji” z gniazdem słuchawkowym. A klienci pójdą do sklepów i kupią kolejne smartfony.

Tak to się kręci.

Możemy spierać się o szczegóły przez kolejny rok. Porównywać iOS z Androidem. Wsadzać szpile komentatorom, z którymi się nie zgadzamy. Część z nas będzie to czynić w duchu quasi-religijnego nawiedzenia. Do następnej premiery.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement