Dlaczego nie warto czekać na nowego iPhone’a i dlaczego to dobry omen

Felieton 06.09.2016
Dlaczego nie warto czekać na nowego iPhone’a i dlaczego to dobry omen

Najpierw myślałam, że to tylko ja, teraz jednak, po rozmowach z wieloma pasjonatami i ludźmi, którzy zajmują się zawodowo smartfonami widzę, że to większy problem. Widać go doskonale na przykładzie targów IFA, widać też w nastrojach przed środową premierą nowego iPhone’a – producenci smartfonów trafili na ścianę, którą ciężko im przebić.

Co roku przed kolejnymi prezentacjami iPhonów krążą plotki o tym, co ten ma mieć, jaki ma być. Niestety – bo niespodzianki byłyby mile oczekiwane – zwykle się sprawdzają. W tym roku najciekawsza (a może najbardziej kontrowersyjna) dotyczy braku gniazda słuchawkowego 3,5 mm. Oprócz tego zmienić ma się też przycisk, a aparat ma dostać dwa obiektywy.

Łał.

Sezon ogórkowy to mało powiedziane. Przeglądałam premiery smartfonów z IFA, w zasadzie nikt nie zaprezentował nic godnego większej uwagi, nic faktycznie innowacyjnego, co wzbudza chęć posiadania.

Od jakiegoś czasu smartfony robią się lepsze, wydajniejsze, szybsze, z lepszymi aparatami, ale praktycznie oprócz 3D Touch w iPhonie nie stworzono nic, co zmienia w jakiś szczególny sposób to, jak używamy smartfonów, jak wykorzystujemy je w codziennym życiu.

Czasy wybuchu rynku smartfonów, gdy producenci prześcigali się w nowych funkcjach, w systemach operacyjnych, w wielkości ekranu czy choćby rozdzielczości ekranu już minęły. Niemal wszystkie ekrany w sprzętach 1000 zł+ wyglądają dla przeciętnego oka właściwie tak samo, na rynku istnieją już praktycznie tylko dwa systemy, ekrany nie mogą już urosnąć i dla każdego znajdzie się coś odpowiedniego, a akumulatory w każdym urządzeniu i tak są niewystarczające.

Jedyny sensowny argument, który często używany jest przy chwaleniu nowych smartfonów, to jakość aparatu fotograficznego i to głównie dlatego, że współczesne smartfony dla większości użytkowników zastępują osobne aparaty.

Producenci w ostatnich kilku latach tak mocno postawili na rozwój wydajności i jednoczesne optymalizowanie systemów, by tanie urządzenia były używalne i mogły sprzedawać się na mniej zamożnych rynkach, że wymiana smartfona co roku nie ma sensu, tak samo jak wydawanie na niego 2500 zł.

Kolejny iPhone będzie niemal nieodróżnialny od poprzednich, tak samo jak kolejne Samsungi Galaxy S czy Note.

To nie wielkie skoki jak 5-6 lat temu, a drobne aktualizacje, niemal niezauważalne dla nieobsesyjnego oka.

Jesteśmy w tym niekomfortowym momencie, gdy to reklama i przekonywanie klientów, że dane produkty posiadają “cool factor”, a nie realna przewaga technologiczna czy użytkowa są najlepszym sposobem na sprzedaż nowych urządzeń. Wykreowało to miejsce dla nowych marek, które coraz lepiej radzą sobie na rynku – skoro niemal wszystkie urządzenia są jednakowe, mają te same funkcje i różnią się praktycznie tylko wyglądem ikonek, to może faktycznie lepiej spróbować nowych marek albo totalnie nie zwracać uwagi na to, kto zrobił telefon?

Jeśli nic się nie zmieni i ta stagnacja będzie trwała nawet u Apple’a, to okaże się, że coroczna tradycja wystawania w kolejce po nowego iPhone’a zacznie zamierać.

Nie oznacza to jednak, że wspaniałe czasy się skończyły, wręcz odwrotnie. Możemy oczekiwać, że jesteśmy coraz bliżej wprowadzania dziesiątek nowych bajerów, coraz bardziej wymyślnych. Większość z nich będzie bezsensowna, jak dawne Nokie w dziwacznych kształtach, jednak część wyznaczy kierunek, w którym wyewoluują smartfony. Nie mogę się już doczekać, bo te najintymniejsze, najpopularniejsze osobiste urządzenia potrzebują kompletnego odświeżenia.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement