Co właściwie wydarzyło się z rakietą Falcon na przylądku Canaveral?

Artykuł/Nauka 02.09.2016
Co właściwie wydarzyło się z rakietą Falcon na przylądku Canaveral?

Jeszcze nie tak dawno, bo w niedzielę, SpaceX świętował sukces swojego Dragona, który przywiózł sprzęt i próbki z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Wczoraj zaś świadkowie mieszkający w pobliżu przylądka Canaveral donosili o unoszącym się z miejsca startowego rakiet dymie.

Początkowo nic oficjalnie nie było wiadomo, ale informacje podchwyciły media. Zaczęło pojawiać się coraz więcej prywatnych wpisów i zdjęć, aż w końcu pojawiło się również zwięzłe oświadczenie ze strony SpaceX:

Spacex może potwierdzić, że w przygotowaniu do dzisiejszego standardowego testu ogniowego (static fire test), wystąpiła anomalia, której wynikiem była utrata pojazdu i jego ładunku. Zgodnie z procedurą, miejsce startu było puste i nie było rannych.

Test ogniowy jest przeprowadzany na kilka dni przed każdym startem i polega na włączeniu silników w podobny sposób jak ma to miejsce przy starcie. Ten test ma na celu wykrycie dokładnie takich sytuacji jaka nastąpiła dzisiaj – jednak zwróćmy uwagę na dobór słów: problem wystąpił w trakcie przygotowań do testu. Pierwsze co przychodzi do głowy, to oczywiście problem z paliwem.

Kilka godzin później dodatkowych informacji udzielił sam Elon Musk, który aktywnie uczestniczy w pracach rozwojowych swojej firmy:

Nastąpiła utrata pojazdu Falcon w trakcie napełniania zbiornika paliwowego. Przyczyna tkwi w zbiorniku tlenu górnego członu. Przyczyna jest wciąż nieznana. Więcej [szczegółów] wkrótce.

Firma dzielnie stawiła czoło kryzysowi, i nie spoczęła na zaangażowaniu głównego udziałowca. Po upływie kolejnej godziny umieściła na swojej stronie zbiorcze oświadczenie z podsumowaniem informacji na temat wypadku.

Ciekawostką jest ładunek, jaki był na pokładzie Falcona.

Tym ładunkiem był satelita Facebooka, który miał służyć do dostarczenia Internetu niedostępnym dla firm telekomunikacyjnych regionom Afryki. Mark Zuckerberg skomentował na swoim profilu na Facebooku, iż jest bardzo rozczarowany rozwojem wydarzeń, jako że miał nadzieję na dostarczenie Internetu „przedsiębiorcom i wielu innym ludziom” w Afryce. Dodał również, że ma plan B: technologię Aquila (czyli specjalne drony, które również mogą służyć jako latające punkty dostępu do Internetu).

mark-zuckerberg-facebook-satelita

Czy kolejny wypadek może SpaceX-owi zaszkodzić? Moim zdaniem nie. Firma wizerunkowo pozycjonuje się na innowacyjną – a z innowacją idzie zawsze ryzyko. Nie jest również firmą notowaną giełdzie – więc nie ma mowy o histerycznych reakcjach udziałowców. SpaceX swoją otwartością i informowaniem o problemach na bieżąco buduje swoją reputację prywatnego przedsiębiorstwa, któremu warto zlecać kosmiczny transport ładunków. Wypadek nastąpił również w odpowiednio przygotowanych warunkach, dzięki czemu nikomu nic się nie stało.

Sprawdź: Maszyna rodem z science-fiction. Poznajcie Aquilę, drona z Internetem do Facebooka

*Fotografia główna: L Galbraith / Shutterstock.com

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement