Opaska z pulsometrem za grosze. ART Smart Fitness Elegant – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Sprzęt 12.09.2016
Opaska z pulsometrem za grosze. ART Smart Fitness Elegant – recenzja Spider’s Web

Mierzyć liczbę wykonywanych kroków potrafi już dobrze nawet najtańsza opaska. Pomiar tętna to zupełnie inna bajka. Może jednak już teraz nadszedł ten moment, kiedy za mniej niż 200 zł możemy monitorować pracę naszego serca? Sprawdźmy na przykładzie opaski ART Smart Fitness Elegant.

Co to jest?

Jak można się domyślić po wstępie – opaska fitness mierząca nie tylko dzienny dystans, liczbę kroków i spalonych kalorii, ale także nasze tętno.

Ile kosztuje?

I tu jest najciekawszy motyw. Cena tej opaski wynosi od około 160 do 180 zł. Czyli mniej więcej trzy razy mniej niż np. Garmin Vivofit. O bardziej zaawansowanych sprzętach nie wspominając.

Czego brakuje?

Może zacznijmy od tego. Brakuje na pewno GPS, więc o żadnym dokładnym monitorowaniu treningów czy dystansu nie ma nawet mowy. Zabrakło także jakiegokolwiek elementu mierzącego zmiany wysokości, więc zliczania pięter też nie ma.

art-smart-fitness-elegant-3

Ale hej, czego oczekiwaliśmy za mniej niż 200 zł?

Co w pudełku?

Niezbyt wiele. Poza papierologią i opaską znajdziemy tu jedynie dedykowany przewód do ładowania urządzenia. Ma on postać sporego klipsa, który łatwo doczepić do urządzenia.

Pierwsze wrażenia z opaski?

Cóż, zaskakująco dobre. Gumowy pasek ma szeroką, solidną regulację ustawianą na wzór tej z zegarków i jest na tyle miękki, że niemal nie czuć go po założeniu.

Nie żałowano też na wykończenie jednostki centralnej. Niewielki ekran OLED osadzono w metalowej obudowie z jednym przyciskiem i umieszczonym od spodu optycznym czujnikiem tętna. Co ciekawe, czujnik z dwoma diodami nie wystaje specjalnie poza obrys urządzenia, przez co ten dodatkowy nacisk na skórę jest odrobinę mniejszy, niż w niektórych konkurencyjnych urządzeniach.

art-smart-fitness-elegant-2

Przyznam, że początkowo miałem wątpliwości co do tego, czy opaska fitness powinna mieć na wyposażeniu metalowe wstawki (również zapięcie opaski jest metalowe). Obawy okazały się jednak niesłuszne – sprzęt jest na tyle lekki i właściwie wyprofilowany, że jego dłuższe noszenie nie jest niekomfortowe.

A ekran jak?

Mogłoby się wydawać, że ekran wypełnia całą środkową część frontu opaski – tak jednak nie jest. Wyświetlacz jest w rzeczywistości bardzo niewielki, jednak mieści z powodzeniem niezbędne podstawowe informacje.

Ma jednak dwie wady. Po pierwsze jest niemal zupełnie nieczytelny w ostrym słońcu, więc na dworze możemy mieć z nim spore kłopoty. Po drugie, nie ma żadnej opcji zmiany jego ustawień – czy to kolejności informacji, czy w ogóle obecności niektórych z nich, czy też orientacji. Jest jak jest i koniec.

A obsługa? W końcu jest tylko jeden przycisk.

Tak, jest tylko jeden przycisk, a do tego ekran nie jest dotykowy. Zostają nam więc dwa tryby działania tego przycisku, z którego na szczęście bardzo wygodnie się korzysta.

art-smart-fitness-elegant-8

Pierwszym trybem jest krótkie kliknięcie, które powoduje zmianę wyświetlanej karty informacji. Dłuższe przytrzymanie na danej zakładce aktywuje natomiast jej drugą funkcję. Np. dłuższe przytrzymanie na zakładce aktywności włącza albo wyłącza stoper.

To co zobaczymy na tym ekranie?

Kolejno: godzinę (z jakiegoś powodu bez daty), aktualne tętno, dzienną liczbę kroków, spalone kalorie i pokonany dystans. Więcej opaska nam nie pokaże.

Mniej też nie.

A powiadomienia to ma?

Tak. Przy czym prezentowane są w dość ograniczonej formie. Kiedy ktoś dzwoni albo wysyła nam wiadomość, odpowiednia informacja wyświetla się na ekranie. Nie mamy jednak nie tylko opcji żadnej interakcji z powiadomieniami, ale też i nie zostają one nigdzie zapisane.

Jeśli więc opaska zawibruje, a my przegapimy ten moment, kiedy na ekranie wyświetla się nazwa nadawcy i rodzaj powiadomienia, to potem musimy już po prostu wyciągnąć telefon. Na opasce nie zostaje po tym żaden ślad.

Tyle teoria. Czas na drugie wrażenie.

I to już jest trochę gorsze, bo wymaga instalacji i obcowania z dedykowaną aplikacją.

Żeby było śmiesznie, jeszcze kilka dni temu aplikacja dla opaski ART Smart Fitness Elegant (która z jakiegoś powodu nazywa się Mistep) nie była w ogóle dostępna w języku polskim w wersji na iOS. Łatwo się domyślić, w jakim języku krzaczki witały użytkownika.

Na szczęście problem rozwiązano, ale też nie jest idealnie. Wszystko wewnątrz programu jest tłumaczone tak byle jak i tak translatorem, że aż czuję się osobiście dotknięty takim podejściem do klienta. To jest bylejakość na poziomie absurdalnym, zresztą zobaczcie sami.

img_0526
Hmm, nie?

Najgorsze w tym wszystkim, że języka nie da się zmienić np. na angielski z poziomu aplikacji. Więc na dobrą sprawę do tego, co oznaczają poszczególne opcje, musimy dochodzić metodą prób i błędów.

img_0528
BMI poniżej 20 = sylwetka „trochę szczupła”. Tylko trochę.

Na szczęście trochę lepsza jest papierowa instrukcja, ale tam też nie obyło się bez wpadek. Choć już nie tak rażących.

Tłumaczenie tłumaczeniem. Jaka jest sama aplikacja?

I tu mam mały problem. Bo aplikacja jest jednocześnie całkiem ok i całkiem nie ok. Zacznijmy od tego pierwszego.

Dlaczego aplikacja jest ok? Bo jest tam właściwie wszystko, co powinno się w tego typu oprogramowaniu znaleźć. Na ekranie głównym widzimy nasz dotychczasowy postęp w liczbie kroków, liczbę spalonych kalorii, dystans, aktualne (!) tętno, cel kroków, aktywności i dodatkowe informacje, które nie wiadomo co oznaczają (bo i nie są podpisane).

img_0534
Jeśli wierzyć mojej intuicji, to zebrałem dwa ogniste Pokemony

Kolejne karty i dalej jest zaskakująco dobrze! Kliknięcie na wybraną aktywność wyświetloną na osi czasu pokazuje nie tylko czas jej trwania, ale nawet czas przebywania w poszczególnych strefach tętna, średnie tętno i poziom intensywności. No, no.

img_0537

Dalej? Tak samo dobrze i bogato. Statystykami jesteśmy wręcz przytłaczani. Mamy czas spędzony na siedząco i w ruchu. Mamy ocenę poziomu aktywności. Mamy całodzienny wykres tętna dla dnia i dla nocy/snu w parze z parametrami jakości snu. Mamy średnie i maksymalne tętno. Mamy nawet HRV (i nie chodzi o model Hondy).

img_0535

Wprawdzie rodzaju aktywności nie możemy ustalić z poziomu opaski, ale bez problemu możemy to zrobić z poziomu aplikacji.

Większość tych parametrów możemy śledzić nie tylko dzień po dniu, ale także tydzień po tygodniu czy miesiąc po miesiącu. I właśnie to się liczy – trendy i wielotygodniowe dane, a nie pojedyncze rekordy kroków.

Z kolei w ustawieniach mamy wszystko, czego można byłoby chcieć. Ustawienia alarmów, powiadomień o bezczynności, alerty tętna dla zadanych przedziałów. Pełny luksus. Naprawdę, nie piszę tego z przekąsem – tu jest właściwie wszystko, co powinno się w aplikacji do obsługi opaski znaleźć.

Ba, aplikacja nawet na starym iPhonie wydaje się bardzo lekka i działa płynnie.

Tyle tylko, że…

… prawie wszystko, co zostało tu zrobione, jest zrobione przeciętnie, słabo, byle jak, albo – w najlepszym przypadku – ok.

Weźmy np. taki wykres tętna, absolutnie kluczowy dla opaski, której największym wyróżnikiem jest właśnie czujnik tętna. Niby ok, ale… trudno z niego cokolwiek odczytać. Dolny poziom na 40 BPM, kolejna kreska dopiero na… 200 i potem 220. Wykres tętna gdzieś pomiędzy tym, bez najmniejszej szansy, żeby cokolwiek z niego wyczytać.

img_0536
– Jakie masz tętno? – A, pomiędzy 40 a 200. – To spoko.

Dalej? Podawane parametry z tego wykresu to tętno średnie i maksymalne, bonusowo dostajemy jeszcze HRV. A RHR, które bez problemu da się z tego wykresy wyciągnąć? Nie. Wyczytać go też nie wyczytamy, bo klikanie na wykres w celu uzyskania dokładniejszych danych nie daje nam żadnych informacji.

Udostępnianie? Tak, ale tylko w formie… zrzutu ekranu. Zapomnijcie o integracji z Apple Health czy Google Fit, o innych serwisach nie wspominając. A że do aplikacji nie wgramy np. danych z zegarka GPS, nie stworzymy tutaj kompletnego obrazu naszej aktywności.

I takich mniejszych i większych niedociągnięć w aplikacji jest jeszcze sporo. Od odskakujących w pozycję „0” przełączników ustawień (?), po chińskie krzaczki pomiędzy polskawym tłumaczeniem niektórych opcji.

Przypomnienie przerwane - o mój boże, co się stało?!
Przypomnienie przerwane – o mój boże, co się stało?!

Co nie zmienia tego, że aplikacja – jak na dodatek do opaski za 200 zł – potrafi naprawdę sporo i ma spory potencjał. Ale wymaga jeszcze dużo, dużo pracy.

Dystans, kroki – jest ok?

Tak, jest ok. Pomiary dokonywane przez opaskę ART Smart Fitness Elegant nie odbiegają pod tym względem od konkurencji, w tym często i tej droższej. Najwyraźniej połączenie odpowiednich podzespołów z odpowiednim oprogramowaniem jest już wystarczająco proste i nawet w takiej cenie sprzęt jest w stanie odpowiednio odzwierciedlić na wykresie poziom naszej aktywności.

Poziom, ale niekoniecznie idealnie całą naszą aktywność. ART Smart Fitness Elegant nie jest idealny i nie liczmy na to, że zapisze absolutnie każdy nasz krok.

art-smart-fitness-elegant-6

Co ciekawe, o ile wiele opasek jest nadaktywna w zliczaniu kroków i lubi je doliczać np. podczas pisania na komputerze, o tyle ART Smart Fitness Elegant (tak, mam tę nazwę skopiowaną do schowka) częściej ich nie dolicza, zaczynając rejestrację z pewnym opóźnieniem.

Nie jest to jednak opóźnienie na tyle duże, żeby faktycznie zaburzyć obraz naszej aktywności. Jeśli chodziliśmy – jest to na wykresie w aplikacji. Jeśli siedzieliśmy – to też jest zapisane.

I to jest naprawdę absolutnie wystarczające. Nie ma wielkiej różnicy między 9000 a 10 000 kroków. Wielka jest między 5000 a 12 000. A aż tak bardzo ART Smart Fitness Elegant się na szczęście nie myli.

Gwóźdź programu – tętno.

I tu nie będę owijał w bawełnę – jest raczej słabo.

Zalety? ART Smart Fitness Elegant mierzy tętno, odczyt jest szybki i może być wykonywany automatycznie przez cały dzień (a nie tylko na kliknięcie), więc daje nadzieję na to, że uda się z tego stworzyć dobry obraz całodziennego wysiłku. A, i czasem zdarzają się długie okresy, kiedy ART Smart Fitness Elegant naprawdę dobrze odgaduje nasze tętno.

I może wszystko by się udało, gdyby nie to, że opaska częściej raczej zgaduje, niż faktycznie mierzy tętno.

art-smart-fitness-elegant-5

Najłatwiejszy test – pomiar tętna podczas snu, kiedy tętno jest raczej stabilne, ja nie ruszam się niemal w ogóle i nie macham rękoma. Pomiary z ART Smart Fitness Elegant – średnie 80, maksymalne 136. Najniższe tętno… nie wiem, gdzieś koło 60. Może 70. Na pewno pomiędzy 40 a 200, tyle widać z wykresu.

Garminowy Vivosmart HR, który udowodnił, że przy ograniczonym ruchu jest niemal równie dokładny jak pas HR, był natomiast tej samej nocy zupełnie innego zdania. Według niego minimalne tętno wyniosło około 40 BPM, natomiast maksymalne nawet nie zbliżyło się do 80, przeważnie utrzymując się w okolicach 50–60.

To jest gigantyczna różnica. Gdybym przez sen miał faktycznie prawie 140 BPM, to rozważałbym udanie się do lekarza albo sprawdzenie, czy o 2 w nocy nie ubrałem się i nie poszedłem biegać…

Ciekawostka: Zdarzały się noce, kiedy ART Smart Fitness Elegant lepiej zanotował początek i koniec snu niż Vivosmat HR. Ot, psikus!

W dzień jest zresztą podobnie. ART Smart Fitness Elegant potrafi pokazać 90 BPM, podczas gdy Vivosmart i Fenix pokazują około 60–70. Jeszcze byłbym w stanie jakoś to przełknąć, gdyby te pomiary były względnie pewne ze strony opaski ART. Ta jednak potrafi pokazać np. 94 BPM, żeby za chwilę pokazać 60 BPM. W ciągu kilku chwil! Aż tak dobrej regeneracji to ja nie mam, przykro mi.

Tak, próbowałem różnie zakładać opaskę – normalnie, trochę bliżej i trochę dalej od nadgarstka, a nawet czujnikiem do wnętrza (czy raczej spodniej części) ręki. I tak, czasem udawało się uzyskać wyniki poprawne. Czasem nawet przez kilka długich godzin (raczej stacjonarnych) wyrywkowe porównania ART Smart Fitness Elegant z pozostałymi sprzętami wypadały pozytywnie. Ale potem bez żadnego wyraźnego powodu opaska potrafiła znów zacząć wskazywać dane zupełnie z kosmosu.

Przykład świeży, z czasu pisania tekstu: założony Vivosmart HR i ART Smart Fitness Elegant. Pierwszy pokazuje niemal stale wyniki w przedziale 55–65. Drugi przez pierwszą godzinę zgadza się z konkurentem. Kolejne odświeżenie – Garmin podaje 63, ART Smart Fitness Elegant liczy i liczy, podaje 111. Po chwili 93. Kończy na 88. Ale gdy za kilka minut jeszcze raz każę mu wyświetlić te dane, to już pokazuje 65.

A jak z akumulatorem?

Producent na swojej stronie deklaruje, że może nie obejdziemy się bez ładowarki przez cały tydzień, ale wynik niewiele gorszy jest możliwi. Może tak, ale przy założeniu, że nie korzystamy niemal z żadnych jej funkcji.

Przy aktywnym połączeniu ze smartfonem, powiadomieniach i stałym monitorowaniu tętna, trudno jest oczekiwać od ART Smart Fitness Elegant, że wytrzyma bez ładownia dużo więcej niż 1,5 dnia. Czasem nawet akumulator poddawał się po upływie 24 godzin.

To jak jest z tą opaską?

Zaczyna się całkiem dobrze. Cena jest w porządku, jakość wykonania stoi na jak najbardziej akceptowalnym poziomie, a sprzęt nosi się na ręce bez większego wysiłku i nie zdejmowanie go przez całą dobę jest zupełnie bezproblemowe. Do tego zliczanie kroków i snu jest jak najbardziej ok, a aplikacja – choć nie bez wad i bardzo kiepsko przetłumaczona – daje dostęp do sporej liczby statystyk.

art-smart-fitness-elegant-4

Niestety gadżet, który najbardziej wyróżnia tę opaskę, czyli optyczny czujnik tętna, jest niemal wyłącznie gadżetem. Potrafi nie tylko błądzić z pomiarami naszego tętna, ale po prostu koszmarnie się mylić. Oczywiście nie oczekiwałem, że będzie tak samo dobry jak w sprzętach kilka razy droższy, ale jeśli coś ma coś robić kiepsko, to lepiej niech tego w ogóle nie robi. Takie błędne dane mało komu przydadzą się do czegokolwiek.

Choć, może ktoś będzie miał więcej szczęścia niż ja i bardziej podatną na pomiary rękę…

Zalety:

  • Cena
  • Wygodna do noszenia
  • Rozbudowana aplikacja
  • Opcja ciągłego pomiaru tętna
  • Pomiar kroków i snu na dobrym poziomie

Wady:

  • Dramatycznie złe tłumaczenie aplikacji
  • Aplikacja wymaga jeszcze dopracowania
  • Krótki czas pracy na jednym ładowaniu
  • Nieprecyzyjne pomiary tętna

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement