Kiedy pobrałeś ostatnio dobrą aplikację na smartfona? No właśnie…

Felieton/Technologie 12.09.2016
Kiedy pobrałeś ostatnio dobrą aplikację na smartfona? No właśnie…

Kiedy pobrałeś ostatnio dobrą aplikację z Google Play lub App Store? Mnie zdarza się to coraz rzadziej.

Od kilku lat korzystam na swoim smartfonie i tablecie z mniej niż trzydziestu aplikacji. Kiedyś miałem ich kilka razy więcej. Nadal zaglądam do Google Play i App Store w poszukiwaniu ciekawego oprogramowania, ale niezbyt często wychodzę ze sklepu z nowym produktem. Nigdy nie miałem problemu z płaceniem za aplikacje, dlatego kryterium nie jest i nie była odpłatność. Co zatem się zmieniło?

Dziś do wielu czynności wystarczy mi Google.

Jestem niedzielnym kibicem. Od lat oglądam tylko najważniejsze mecze. Mam kilka ulubionych drużyn, ale ich postępy śledzę bez większego zaangażowania. Najbardziej ekscytują mnie finały rozgrywek. Przede wszystkim Ligi Mistrzów, Euro czy mundialu. Nie rozdzieram szat, gdy nie zdołam obejrzeć jakiegoś meczu. Przed mistrzostwami Europy zdarzyło mi się zajrzeć do sekcji polecanych aplikacji związanych z zawodami we Francji w sklepie Google Play. Można było wybrać stamtąd kilkanaście programów, w tym oficjalną aplikację UEFA. Pamiętając jej wersję sprzed lat i fakt, że bardzo rzadko z niej korzystałem, postanowiłem sobie darować i używać Google.

Podobnie było w trakcie olimpiady. W tym przypadku również przejrzałem ofertę w sklepach i nie zdecydowałem się na pobranie dedykowanej aplikacji. Google świetnie odczytał potrzeby takiego fana sportu jak ja. Wystarczyło podać nazwisko sportowca, by bez dalszego klikania otrzymać informację o zaliczonych startach, zajmowanym miejscu, wyniku itp. Wyszukiwać można było także po dyscyplinie, na przykład wpisując  frazę „rzut młotem”. Równie prosto wyglądało dotarcie do harmonogramu poszczególnych zawodów.

Rzecz nie dotyczy tylko sportu. Nawet przeciętny użytkownik Google wie, że po wpisaniu np. frazy „25 usd” otrzyma wartość tej kwoty w polskich złotych. Podanie dystansu w milach wystarczy do przeliczenia ich na kilometry. Sprawdzenie prognozy pogody wymaga zaś wstukania słowa „pogoda”. Mało tego, można zrobić sobie skrót na pulpicie do google’owskiej „pogodynki”, by mieć dostęp do informacji w jeszcze prostszy sposób. Trudno mi dziś nawet policzyć z ilu aplikacji zrezygnowałem dzięki Google. Poza tym dobra przeglądarkowa wersja serwisów internetowych jest w stanie zastąpić mi aplikacje. Oczywiście są wyjątki. Przede wszystkim gry, komunikatory czy aplikacje fotograficzne.

Chyba nie jestem typowym użytkownikiem, bo ze statystyk podawanych przez Apple i Google wynika, że aplikacje mają się świetnie.

W 2008 r. wraz z drugim wydaniem iPhone OS 2 (jeszcze nie iOS) zadebiutował App Store. Oferował wówczas na start kilkaset aplikacji. W listopadzie 2009 r. zdobyty został próg 100 tysięcy, a październiku 2013 r. miliona. W czerwcu bieżącego roku Apple podał, że w jego sklepie znajduje się 2 miliony aplikacji. Podczas ostatniej wrześniowej konferencji pochwalił się 140 miliardami pobrań i wzrostem o 106 proc. rok do roku.

Również w 2008 r. wystartował Android Market, zmieniony w 2012 roku na Google Play. Przez dość długi czas gonił za apple’owskim App Store. W lipcu 2013 r. miał milion aplikacji, a obecnie ponad 2 miliony.

Statystyki statystykami, a zmiany są nieuniknione. Prawdopodobnie zainicjuje je Google.

W maju Google zaprezentował koncept Android Instant Apps. Pomysł jest prosty i dlatego genialny. Dzięki niemu użytkownicy będą mogli korzystać z aplikacji bez konieczności ich instalowania. Do ich odpalenia wystarczy link np. przesłany przez znajomego w komunikatorze. To idealne rozwiązanie dla osób, które nie lubią zaśmiecać pamięci telefonu zbędnymi aplikacjami, ale częściej korzystają z przeglądarki, by dotrzeć do informacji. Niestety nadal nie wiadomo kiedy komercyjnie zadebiutuje ta możliwość. Na stronie dedykowanej deweloperom nadal trwają „zapisy” do wczesnej wersji rozwojowej.

Komu zależy bardziej na „ubiciu” dotychczasowego modelu? Rzecz jasna Google’owi. Na ostatniej konferencji Apple podał, że App Store wygenerował dwa razy większy przychód niż jego największy konkurent, czyli Google Play. Niby nie dowodzi to niczego, a jednak logiczne jest, że wyszukiwarkowemu gigantowi musi zależeć, by wszystko kręciło się wokół niego. I choć Android i iOS to dwa niezależne byty, a użytkownicy iPhone’ów nie pobiorą raczej aplikacji z zapośredniczeniem Google, to wytyczenie nowego trendu może być dla Apple kosztowne w dłuższej perspektywie.

„There’s An App For That”, „Jest na to aplikacja” – mogliśmy usłyszeć w reklamie iPhone’a 3G z 2009 r. Ten slogan reklamowy był na tyle nośny, że Apple uczynił z niego znak towarowy. Firma złożyła wniosek o jego rejestrację w 2009 r. Wpisu dokonano pod koniec 2010 r. Dziś jeszcze to hasło opisuje trwającą mobilną rewolucję, w niedalekiej przyszłości może być już tylko historią.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement