Dlaczego wstydzimy się rozmawiać o własnej cielesności?

Felieton/Nauka 19.08.2016
Dlaczego wstydzimy się rozmawiać o własnej cielesności?

W telefonie mam aplikację, która śledzi mój cykl miesięczny i nawet powiadomieniem przypomina, że dostanę okres.

Wypróbowałam wiele takich pozycji i ta przypadła mi do gustu prostotą i przejrzystością. Mam z nią tylko jeden, totalnie od czapy problem. Nazywa się “Flo” i za każdym razem, gdy widzę jej nazwę, przypominam sobie, że krwawienie miesięczne to jeden z tych wrażliwych tematów, które określa się na tysiąc sposobów, byle nie bezpośrednio.

Na WF-ie mówiło się, że jest się niedysponowanym. Wszyscy wiedzieli, że chodzi o okres, nikt jednak nie mówił tego głośno. Pamiętam, że gdy w gimnazjum z plecaka wypadły mi tampony zmieszałam się, jakby to było coś wstydliwego. Potem dorosłam i mi przeszło. Dziś nie mam oporów przed użyciem właściwych słów i nawet denerwuje mnie, gdy słyszę aluzje i wszelkie zręczne określenia omijające temat. Nawiązań do ciotki nienawidzę, bo są symbolem wstydu ze zwykłych, niezależnych od nas funkcji ciała, które nie powinny być powodem do wstydu.

A przecież wstydzimy się bardziej, niż chcielibyśmy przyznać. Wstydzimy się, bo tego zostaliśmy nauczeni. Wstydzimy się rozmawiać o ciele, seksie, wstydzimy się samych siebie, swoich pragnień i potrzeb.

Podobno wynika to z naszego strachu przed śmiercią. Ciało, fizyczność, seks w szczególności, przypomina nam o zwierzęcej stronie nas samych. Pociąg seksualny to przecież bardzo pierwotne żądze, sam akt oglądany bez zbędnych uczuć jest zwierzęcy, powtarzalny, niemal dziki.

Nie lubimy tej swojej zwierzęcej strony, nie lubimy uświadamiać sobie, że jesteśmy tacy jak wszystkie żyjące stworzenia i że tak jak one mamy swój koniec. Gdy myślimy o seksie jesteśmy bardziej skłonni do przywoływania słów kojarzących się ze śmiercią,

Seks, cielesność i sposób prokreacji sprawiają też, że odrywamy się częściowo od duchowej natury człowieka. W wierzenia, religie i przekonania, w duchowość, uciekamy po części z powodu obaw przed śmiercią. Czysto fizyczna terminologia odrywa nas od duchowości, przypomina o tym, że nasze dni są policzone i mogą skończyć się tak, jak się rozpoczęły – nicością.

Lubimy romantyczność, lubimy uczuciowość, bo nawiązuje do duchowości, sprawia wrażenie, że jesteśmy czymś więcej. Tworzymy tabu, kultury, które ograniczają seksualność, narzucają jej ramy, określają co jest a co nie jest dopuszczalne między innymi właśnie dlatego.

Po moim tekście o pornografii w wirtualnej rzeczywistości dostałam kilka wiadomości od ludzi oburzonych faktem, że w ogóle śmiałam napisać o czymś takim. Przecież to nie przystoi, przecież deprawacja, a w ogóle jestem kobietą i tym bardziej nie wypada mi oglądać takich rzeczy, a co dopiero o nich pisać.

To, jak pornografia i internet wpływają na seksualność i nasze zachowania, to osobny temat, ale z czysto rzeczowego punktu widzenia nie widzę w pornografii nic złego, tak po prostu. Ludzie, którzy uprawiają seks to nie jest coś, co spędza mi sen z powiek a to, że można ich obejrzeć na wideo jest naturalną konsekwencją rozwoju technologii i naszej wrodzonej ciekawości oraz popędów.

Mimo tego ciężko nam rozmawiać o seksie i seksualności, nawet biologii w ogóle

Czasem trafiam na strony z pytaniami zadawanymi przez ludzi w sieci. Przeraża mnie brak wiedzy przejawiający się w tych pytaniach. Mnóstwo fałszywych przekonań i niedoedukowania. Na przykład wciąż powtarzane są mity, że stosunek przerywany chroni przed ciążą a seks oralny nie przenosi chorób.

Jeszcze bardziej przeraża mnie panujące wciąż i chyba szerzące się przekonanie, że edukacja seksualna prowadzi do deprawacji (i to źle rozumianej, bo wynaturzającej całkowicie naturalne zachowania), że wiedza to propaganda i jakiś spisek. Wiedza nigdy nie jest przecież zła sama z siebie – to narzędzie, które pozwala na decydowanie o samym sobie i wyrobienie własnych poglądów.

Wiedza powinna zawsze wygrywać ze strachem, nawet tym najgłębszym, bo związanym ze śmiertelnością.

Nie ma nic złego w tym, że zdarza mi się pisać o seksie bez zbędnych metafor i kluczenia wokół tematu. Szkoda natomiast, że nie uchroniły się przed nimi nawet nazwy aplikacji na smartfony.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement