No Man’s Sky to cudowny kosmos. Teraz trzeba napisać cudowną grę – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 15.08.2016
No Man’s Sky to cudowny kosmos. Teraz trzeba napisać cudowną grę – recenzja Spider’s Web

Wyobraźcie sobie, że wchodzicie do najlepszej knajpki w waszym życiu. Jest świetnie, gdyby nie jeden, zasadniczy problem – nie możecie niczego zjeść ani wypić. Pozostaje wam tylko patrzenie. To chyba najlepsze podsumowanie tego, czym jest No Man’s Sky.

Zadeklaruję to już na początku, prosto z mostu, jasno i wyraźnie – z No Man’s Sky bawię się doskonale. To magiczny tytuł w sam raz na zakończenie sezonu ogórkowego. Doskonale rozumiem jednak tych, którzy czują się oszukani. Którzy mają poczucie nabicia w butelkę.

No Man's Sky 73

Napiszmy to sobie otwarcie – No Man’s Sky jest ofiarą własnej wielkości oraz niespełnionych obietnic.

Rozdmuchane oczekiwania, za każdym razem powiększane przy premierze nowego zwiastuna, to jedna strona medalu, o której napisał wam Hubert. Balon wypełniony naszymi wyobrażeniami o tej grze, naszymi pomysłami na nią, stał się na tyle wielki, że musiał pęknąć z hukiem. No i pęknął.

Druga strona medalu to obietnice samych producentów. Gracze nie ubzdurali sobie trybu wieloosobowego. Ten został potwierdzony w wywiadach. Do samej premiery wydawca ani twórcy nie zrobili niczego, aby to zdementować. To po prostu nie fair, względem każdego fana i klienta. Tak się nie robi.

Sam do No Man’s Sky podchodziłem bez jakichkolwiek oczekiwań. Udało mi się wytrwać bez biletu na hype-train.

Po kilkudziesięciu godzinach z grą w wersji na PlayStation 4 jestem już pewien – dostałem cudowny kosmos, przepiękne i urokliwe planety, kapitalną paletę barw oraz niepowtarzalny styl artystyczny. Nie dostałem za to gry. Przynajmniej nie w takim rozumieniu, w jakim przez grę pojmujemy Call of Duty, Obliviona czy Minecrafta.

Mogłoby się wydawać, że Minecraft z No Man’s Sky ma wiele wspólnego. Obie produkcje polegają na eksploracji, na deformacji terenu, na budowaniu przedmiotów oraz pozyskiwaniu surowców. O ile jednak Minecraft posiada jakiś nadrzędny cel, jak przetrwanie nocy, zbudowanie domu czy ubicie smoka, tak w No Man’s Sky celem rozgrywki jest sama eksploracja. W innych grach to tylko środek do osiągnięcia celu. Tutaj – cel sam w sobie.

No Man's Sky 3

Walka, ulepszanie broni oraz statku kosmicznego, poznawanie inteligentnych form życia i ich języków – to tylko dodatkowe możliwości No Man’s Sky. Najważniejsza jest jednak podróż. Od jednej jaskini do drugiej. Od jednej bazy do drugiej. Od jednej planety do drugiej. Od jednego systemu do drugiego.

Tak jak film podróży jest wyodrębiany w kinematografii, tak No Man’s Sky powinno być nazywane grą podróży.

W Minecrafcie budujemy warownię, fortyfikujemy się przed potworami, tworzymy zagrody dla trzody i ogrody. W No No Man’s Sky wręcz przeciwnie – pozostawanie w jednym miejscu jest dla gry niekorzystne. Dostrzegamy wtedy mnóstwo wad. Czujemy tę drewnianą, nijaką wymianę ognia. Zdajemy sobie sprawę z powtarzalności rozlokowanych na powierzchni planety baz i placówek.

Aby No Man’s Sky było dobre i ciekawe, musimy pozostawać w ruchu. Musimy odkrywać nowe planety, nowe systemy i nowe anomalie kosmiczne. Musimy podążać ścieżką wyznaczoną przez tajemniczego Atlasa, bądź zbliżać się do centrum wszechświata. Dłuższe pozostawanie na jednym ciele niebieskim nigdy nie wychodzi tej produkcji na dobre. W całą siłą uderza w nas wtedy bowiem powtarzalność i monotonność tej produkcji.

No Man's Sky 17

Prawda jest taka, że No Man’s Sky jest do bólu powtarzalne i monotonne.

Generowanych proceduralnie planet mogą być miliony. Miliardy nawet. Co jednak z tego, skoro na każdej z nich robimy dokładnie, DOKŁADNIE to samo.

Schemat pozostaje niezmienny: kończy się paliwo do skoków w nadświetlną, więc lądujemy na pobliskim ciele niebieskim i „grindujemy” surowce. Do momentu, aż bak będzie pełen. Wtedy znowu ruszamy w kosmos i znowu czekamy na wyczerpanie się paliwa. No i tak w kółko.

No Man's Sky 70

Podczas wykonywania tej rutyny, połączonej z odkrywaniem miejscowej fauny i flory, dochodzi do kluczowego podziału na graczy. Takich, którym monotonia i powtarzalność okraszona pięknymi widokami z planety odpowiada, oraz takich, dla których to zecydowanie za mało.

Sam zaliczam się do pierwszej grupy. Zakładam czat głosowy na PS4, rozmawiam ze znajomymi, a jednocześnie dłubię w górze złota albo glinu.

Relaksuję się. Wciskam przełącznik z tyłu głowy, dzięki czemu wchodzę w tryb „wyłącz myślenie, odpoczywaj”. Łupię surowiec multiurządzeniem, wymieniając się z kolegami wrażeniami o odkrytych planetach, rasach (tylko trzech! Skandal), kupionych statkach i zdobytych ulepszaniach. Tylko tyle i aż tyle.

Doskonale rozumiem, że dla wielu osób, które kupiły No Man’s Sky, to będzie za mało. Jako klienci, takie osoby mają prawo oczekiwać więcej od gry tworzonej przez ponad 5 lat. Stąd fala nieprzychylnych recenzji na Steam, wzmocnionych problemami technicznymi wynikającymi z bogactwa konfiguracji PC.

No Man's Sky 53

Jeżeli jednak macie ochotę na rozgrywkę spokojną, we własnym tempie, na własnych zasadach – hej, nikt nie powiedział, że rutyna jest zła. Ba, w moim wieku jest ona powoli wskazana! Przy No Man’s Sky naprawdę się relaksuję, naprawdę odpoczywam i naprawdę bardzo dobrze się bawię. A to wszystko przez to, że…

… No Man’s Sky naprawdę potrafi sprawić, że poczujemy się jak kosmiczni pionierzy. Jak odkrywcy niezbadanego.

To rewelacyjne uczucie, które dla wielu będzie warte wydania tych 250 złotych (wersja PS4). Grając w tytuł od Hello Games czuć tę nutę wielkiego, przytłaczającego, niezbadanego kosmosu. Czuć tę atmosferę Star Treka, gdy ludzkość dokonuje kolejnego przełomowego odkrycia. Klimat filmów sci-fi z lat 50-tych, 60-tych i 70-tych aż lepi się do skóry. Coś niesamowitego.

No Man’s Sky może być grą powtarzalną. Dla wielu nawet nudną. Jednak nikt, absolutnie nikt nie może odmówić jej uroku. Co planeta, to pocztówka. Gra nie posiada tekstur ostrych jak brzytwa i budzącego uznanie zasięgu widzenia, ale i tak prezentuje się doskonale. Tytuł ocieka klimatem, a lądowanie na każdym następnym ciele niebieskim nawet po kilkudziesięciu godzinach wciąż wiąże się z dreszczykiem eksytacji.

No Man's Sky 27

Mam jednak pretensję do twórców, że tak znacznie uprościli latanie kosmiczną maszyną.

Licencję kosmicznego pilota dostałem w szkole oficerskiej Elite: Dangerous. Tam samo startowanie to konieczność kilkudziesięciu sekund przygotowań, przełączania kontrolek i tak dalej. Z tej perspektywy No Man’s Sky jest barbarzyńsko prostackie.

Oczywiście nie oczekiwałem symulatora. Mimo tego brak możliwości rozbicia maszyny o góry to jakaś kpina! Autopilot zawsze podniesie nas w ostatniej chwili i zawsze zadba o nasze bezpieczeństwo. Nuuuuda! Chcę latać w kanionach, dorzeczach rzek i między górskimi szczytami, o włos mijając przeszkody. Z niewiadomego powodu gra mi to uniemożliwia.

No Man's Sky 45

To samo tyczy się lądowania. To jest w pełni automatyczne. Co z wysuwaniem podwozia? Co z balansowaniem w pionie i poziomie? Co z powolnym opadaniem? Wszystkiego tego zabrakło. Tak się nie godzi, nawet w prostej grze zręcznościowej. Brakuje mi jakiejś opcji „doświadczonego pilota”, którą można byłoby włączyć w ustawieniach gry.

Dramatem jest również optymalizacja silnika graficznego.

Nie wiem, jak jest na komputerach osobistych, ale na PlayStation 4 ewidentnie brakuje mocy. Zasięg widzenia jest skandalicznie słaby. Bywa, że asteroidy pojawiają się dosłownie przed kokpitem kosmicznego statku. Jeszcze gorzej bywa, gdy latamy nad samą powierzchnią planety.

Wtedy drzewa wyrastają na oczach gracza. Dosłownie wynoszą się spod ziemi. Wygląda to przekomicznie. Podmiana tekstur na te w wyższej rozdzielczości dokonuje się kilka metrów przed moim awatarem. Do tego gra okazyjnie, ale jednak potrafi przyciąć. Nie po to kupowałem konsolę, aby martwić się takimi rzeczami.

No Man's Sky 103

Mógłbym się przyzwyczaić do małego zasięgu widzenia, gdyby ten był sprawiedliwy. Ale tak nie jest! Nawet eksploatując całą górę złota, gra i tak trzyma jej nietknięty obraz w pamięci podręcznej. Przez to dochodzi do sytuacji, w której dolatujemy bądź dobiegamy do zbocza pełnego zasobów i dopiero na kilka metrów przed rozpoczęciem wydobycia, to zamienia się w wyeksploatowaną dolinę. Ależ utrudnia to rozgrywkę.

Mimo tych niedoróbek, nie zamierzam się rozstawać z No Man’s Sky.

Wszystko pozostaje w rękach producentów. Jeżeli tytuł będzie regularnie rozszerzany o DLC z nowymi możliwościami, technologiami, statkami i elementami rozgrywki, No Man’s Sky ma szansę przerodzić się w coś cudownego, niespotykanego, jedynego w swoim rodzaju.

Co mi się spodobało:

  • Rewelacyjna wizja artystyczna
  • Niesamowita muzyka
  • Poczucie bycia prawdziwym pionierek kosmosu
  • Relaksująca monotonia i powtarzalność
  • Uczucie niezbadanego i tajemniczego wszechświata
  • Olbrzymi potencjał na następne aktualizacje i DLC
  • Gra „indie” w pełnej polskiej wersji językowej

Co mi się nie spodobało:

  • Złamane obietnice producenta
  • Fatalna optymalizacja
  • Słaby zasięg widzenia i podręczna pamięć terenu
  • Tekstury podmieniają się na oczach gracza
  • Wymiana ognia jest drewniana
  • Walka w kosmosie jest drewniana
  • Rozgrywka uproszczona do granic możliwości
  • Fani gry mają prawo czuć się nieco oszukani
  • Gra „indie” za którą płaci się jak za zboże.

Niestety, na ten moment dostaliśmy rewelacyjny wszechświat, w którym nie bardzo jest co robić. Można go jedynie zwiedzać i podziwiać. Eksploracja jest bardzo przyjemna, ale kiedyś musi się znudzić. Ba, dla wielu graczy znudziła się w kilka godzin od premiery.

Ta gra potrzebuje modułów z rozgrywką tak bardzo, jak kosmonauta potrzebuje tlenu do przeżycia.

Zobacz również: No Man’s Sky – 10 rzeczy, o których musisz wiedzieć

SPRAWDŹ: Spider’s Web TV na YouTubie – zasubskrybuj teraz, żeby nie przegapić nowych materiałów!

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement