Czy istnieje Maciej Orłoś bez Teleexpressu i czy istnieje Teleexpress bez Macieja Orłosia?

Felieton 31.08.2016
Czy istnieje Maciej Orłoś bez Teleexpressu i czy istnieje Teleexpress bez Macieja Orłosia?

O jak ja lubiłem Teleexpress! W ostatnim piętnastoleciu widziałem go pewnie ze trzy razy, ale w dzieciństwie był obowiązkowym punktem programu, gdy rodzice siedzieli jeszcze w pracy, a ja pałętałem się gdzieś u babci po szkole. 

Sięgam wspomnieniami w odległe czasy, ale to bez większego znaczenia, ponieważ już wtedy Maciej Orłoś prowadził ten charakterystyczny serwis informacyjny emitowany w TVP1 zawsze o godzinie 17.00. Dziś dziennikarz, po 25 latach regularnych spotkań, poprowadził swój ostatni odcinek programu.

Teleexpress nazwałem serwisem informacyjnym, ale tak naprawdę trudno było go wrzucić do tego samego worka co Wiadomości, Fakty, Wydarzenia albo Panoramę. Charakteryzowało go takie tabloidowe… Nie, to złe i krzywdzące słowo. W każdym razie charakteryzowało go nieco luźniejsze (ale nie bagatelizujące) podejście do tematyki prezentowanych wieści. Był trochę takim czymś, czym Bezprawnik jest dla Gazety Prawnej. Czym Business Insider jest dla Pulsu Biznesu.

No, a Maciej Orłoś dodatkowo był dla tego Teleexpressu tym, czym dla ASZdziennika jest Rafał Madajczak. Ktoś mógłby powiedzieć, że najbardziej charakterystyczną postacią, ale ja bym to – przy całym szacunku dla Beaty Chmielowskiej-Olech czy Marka Sierockiego – nazwał raczej „warunkiem koniecznym”.

Już nie pamiętam kiedy, chyba przy Piotrze Kraśko, miałem na Spider’s Web pogadankę o tym jak widzowie przywiązują się do prowadzących, że w Stanach Zjednoczonych obecni na antenie tak długo prezenterzy to prawie maskotki. „Co tam słychać w świecie, Jimmy?; Jaka będzie pogoda w Kentucky, Tommy?; Jak jest, Max?”. Czasem usuwając ich z anteny trzeba po prostu usunąć cały program, bo byli jedynym elementem przyciągającym oglądalność. Bo byli dobrzy w swoim zawodzie, popularni albo po prostu zadziałała siła kilkudziesięcioletniego przyzwyczajenia.

Przy czym jednak, gdzie – w kontekście opisanego zjawiska – Orłoś, a gdzie Kraśko. Ten drugi, uwikłany w spory polityczne, przez pewne środowiska niemalże wyklęty ponieważ w 2013 roku ośmielił się zadać politykowi wszystkich polityków pytania w trakcie gościnnej rozmowy w studiu. Orłoś z kolei? Szarmancki, uprzejmy, daleki od politycznego zacietrzewienia, wnuk idealny, zięć idealny, syn idealny. I zawsze pożegna się anegdotką lub dowcipem. Niechętnie to stwierdzam, ale tak mi jednak wychodzi z tarota, że Teleexpress oglądali głównie emeryci (kto normalny o 17.00 ogląda TVP?), więc prawdopodobnie i tak ta najbardziej dotknięta odorłosiowieniem grupa nie wyrazi swojego sprzeciwu w sieci. Lubi go chyba każdy, trochę jak do niedawna Marka Kondrata. Dobra twarz do reklamy banku.

Czy Orłosia zwolniono z Teleexpressu, czy też może sam zdecydował o odejściu w obliczu perspektywy lepszej pracy – nie wiadomo. Kiedy jednak patrzę w karty, widzę Wisielca nad budynkiem Telewizji Polskiej. Zaledwie przed miesiącem szefem redakcji Teleexpressu został niejaki Klaudiusz Pobudzin znany z Telewizji Trwam, portalu Osowa.com czy Gdańsk.TV. Chciałbym też od razu wyjaśnić – takie czasy, że trzeba – iż Wisielec to w tym wypadku nie pogróżki, a jedynie symbol tendencji autodestrukcyjnych stacji.

Pytam karty jak to z tym Orłosiem było, wyciągam Sprawiedliwość. Tak też mi się zresztą wydaje, że dziennikarz – jako jeden z ostatnich przyzwoitych na placu boju – nie wytrzymał już chyba północnokoreańskich standardów medialnej pracy. Nie odchodzi się tak po prostu z pracy, w której spędziło się 25 lat. Trzy, pięć – w porządku. Sam czuję się typem pracownika, który potrzebuje nowych bodźców i wyzwań. Ale nie jest taką osobą ktoś, kto potrafił w jednym miejscu zagrzać ćwierć wieku. Sytuacja naprawdę musiała stanąć na ostrzu noża.

Ostatnią kartą w talii jest Sąd Ostateczny. Panie Jacku Kurski, Pan wie o czym ja mówię.

Maciej Orłoś zasili szeregi telewizji Wirtualnej Polski, a my będziemy świadkami, gdy po raz pierwszy Onet i WP będą walczyły nie tylko między sobą, ale też z klasycznymi formatami telewizyjnymi. Program Tomasza Lisa pomimo dobrych wyników oglądalności (do której wchodząc przypadkiem na Onet o odpowiedniej porze możecie się zupełnie niechcący przyczynić) w swoim internetowym wymiarze jakoś mnie nie ekscytuje. Uważam też, że jego siła wpływu jest znikoma, marginalna, audycje te nie wywołały jeszcze żadnej szerszej dyskusji w sieci. Być może, ale i tu pojawia się spory znak zapytania, telewizję w sieci odczaruje Jarosław Kuźniar, z którego głosem lubiłem spędzać poranki podczas tradycyjnej morning routine.

I tak się zastanawiam czy ta telewizja Wirtualnej Polski, która póki co kadrowo prezentuje się znacznie słabiej od Onetu, może zaoferować jakiś ciekawy pomysł na Macieja Orłosia. Czy przyciągnie emerytów. Czy istnieje Maciej Orłoś bez Teleexpressu i czy istnieje Teleexpress bez Macieja Orłosia.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement