Upadek Gawkera, czyli wolność słowa, nawet w tak liberalnym kraju jak USA, to fikcja

Felieton/Media 18.08.2016
Upadek Gawkera, czyli wolność słowa, nawet w tak liberalnym kraju jak USA, to fikcja

Z dużym zaciekawieniem obserwuję sagę z przegranym procesem, bankructwem i sprzedażą Gawker Media. I upewniam się w przekonaniu, że wolność słowa, nawet w takim liberalnym (ponoć) kraju jak USA, to fikcja.

I że bogatemu wolno wszystko. Ale po kolei.

Gawker Media to nowoczesne przedsiębiorstwo medialne. Ma w swojej ofercie kilka bardzo popularnych serwisów blogowych na czele z Gizmodo, Lifehacker, Kotaku, Jezebel, io9 czy Jalopnik.

Nie jestem przesadnym fanem żadnego z tych blogów, bo są one dla mnie zbyt sensacyjne, oparte na wybitnie podkręcanych tekstach, ale to nie przeszkadza mi doceniać sukcesu, jakie osiągnęły. Łącznie serwisy Gawkera odwiedza ponad 108 mln unikalnych użytkownikach miesięcznie. Robi wrażenie, nie?

Źródło: Business Insider
Źródło: Business Insider

Założycielem i szefem Gawkera jest Nick Denton – charyzmatyczna i kontrowersyjna postać medialna. I właśnie ta kontrowersyjność doprowadziła Gawkera na skraj przepaści, choć tak po prawdzie nie powinno mieć to przecież znaczenia. Media są przecież różnego typu – mniej lub bardziej sensacyjne. Jeśli są popularne, to znaczy, że spełniają misję.

Swego czasu Gawker opublikował sex taśmę Hulka Hogana

Dodajmy, że Hogan baraszkował na niej z żoną kumpla, więc sprawa miała – hmmm – dość delikatny charakter. Hogan próbował zapobiec publikacji, groził Gawkerowi i Dentonowi osobiście, sprawa była naprawdę mocno napięta przed publikacją.

Denton się nie przestraszył i taśmę z seksem Hogana opublikował. Ten z miejsca pozwał Gawkera domagając się gigantycznego odszkodowania zarówno od firmy, jak i osoboście od jej szefa. W trakcie procesu wyszło na jaw, że Hogana finansowo i prawnie wspiera miliarder Peter Thiel. Dlaczego? Bo swego czasu Gawker bez jego zgody wyjawił, że Thiel jest gejem.

Thiel to potężna postać w Dolinie Krzemowej. Uznawany jest za inwestora-cudotwórcę. Inwestuje w startupy, które z miejsca stają się wielkimi globalnymi hitami. Sam był współzałożycielem PayPala, był też pierwszym inwestorem, który dostrzegł potencjał Facebooka. Do dziś zresztą zasiada w jego zarządzie.

Thiel jest też nieprzyzwoicie bogaty. Majątek wyceniany na kilkadziesiąt miliardów dolarów, w tym potężny zasób żywej gotówki, którą Thiel zdecydował się rzucić na szalę cudzego procesu sądowego.

Hugan dostał najlepszych z możliwych prawników, wsparcie gigantycznej liczby osób, które zęby zjadły na procesach wytaczanych mediom. I oczywiście sprawę wygrał. Zasądzone odszkodowanie przez sąd wyniosło 140 mln dol. od Gawkera + 10 mln dol. od Nicka Dentona.

Takich pieniędzy ani Gawker ani Denton nie mieli, więc szybko oba podmioty (firma i jej szef) ogłosiły bankructwo, by bronić się przed konsekwencjami wejścia w życie zasądzonego odszkodowania. Denton od razu wystawił także Gawker Media na sprzedaż i wczoraj dobił targu z Univision, które zdecydowało się zapłacić… 135 mln dol. To sprawy z Hoganem i Thielem oczywiście nie załatwia i los samego Dentona jest niepewny.

Taka to ci historia.

Ktoś powie – ma Denton na co zasłużył. Ja odpowiem – nie, to klasyczny zamach na wolność słowa i próba ukręcenia głowy nowoczesnym mediom przez szukającego prywatnej vendetty miliardera. Zarówno Hogan, jak i Thiel, to postaci publiczne, więc media mają pełne prawo opisywać ich życie, nawet jeśli obu panom się to nie podoba.

A abstrahując od spraw czysto medialnych, to zastanówmy się – czy bez zastępu prawników od Thiela, Hulk Hogan by wygrał? A nawet gdyby, to czy dostałby aż tak wysokie odszkodowanie, które skutkowałoby bankructwem pozwanej firmy? Zapewne nie.

Gdzie tu więc równość wobec prawa?

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement