Amazonie, dziękuję! Nauczyłeś mnie szanować swoją pracę i nie ufać twym ułatwieniom

Felieton/Technologie 30.08.2016
Amazonie, dziękuję! Nauczyłeś mnie szanować swoją pracę i nie ufać twym ułatwieniom

Czytam kilkadziesiąt książek rocznie. Nie, nie chwalę się. Rysuję kontekst, bo jest istotny. 80 może 90 proc. to ebooki. W „analogu” kupuję te książki, które nie wyszły w wersji elektronicznej lub starsze wydania. Moja biblioteczka jest zróżnicowana. Od fizyki kwantowej po historię. Od powieści po reportaże. Używam Kindla’a i smartfona. Często zaznaczam ważne fragmenty.

Rzadko korzystam z opcji Highlight podczas lektury powieści. Chyba, że natrafię na ponadczasowy lub udany literacko fragment. Gdy czytam o nauce, historii czy ekonomii  w każdej praktycznie książce robię podkreślenia. Z prostego powodu: często wykorzystuję je w swojej pracy. Narzędzie to towarzyszy mi od kilku lat. Zarówno na czytniku, jak i smartfonie. Zaletą ekosystemu Amazonu jest synchronizacja i przypisanie tych notatek do konkretnej książki.

Ostatnio chciałem przywołać cytat z jednego z tomów poświęconych ekonomii. Mniejsza o tytuł, nie jest przedmiotem tego tekstu. To wyjątkowo „pokreślona” pozycja na mojej wirtualnej półce. Autor zamieścił mnóstwo statystyk i wskaźników. Podczas czytania wiele razy zaznaczałem spore fragmenty, by mieć do nich łatwy dostęp. Gdy po jakimś czasie otworzyłem rzeczoną książkę i zobaczyłem, że wszystkie podkreślenia zniknęły, szlag mnie trafił.

Możecie się śmiać, ale to dla mnie spora strata.

Nie pamiętam, ile razy korzystałem z tej pozycji jako źródła. Użyłem nawet różnych kolorów podkreśleń, by poprawić komfort wyszukiwania. Technicznie problem nie ma związku z tym, że jakiś czas temu Amazon odświeżył system notatek (szczególnie w aplikacji mobilnej). Już po aktualizacji korzystałem z nich także w opisywanym ebooku. Rzecz wygląda na zwykły błąd. Sprawdziłem bowiem inne ebooki i podkreślenia (jeszcze) nie zniknęły. Nie potrafiłem powtórzyć usterki, by znaleźć przyczynę. A nawet jeśli to nie błąd, tylko „ficzer”, Amazon źle tę opcję opracował skoro użytkownik może stracić bezwiednie kawał swojej roboty.

Leży przede mną inna książka. Tradycyjna, zwykła, papierowa, mniej wygodna. Pokreśliłem ją markerem w wielu miejscach. Musiałbym ją spalić, podrzeć lub wykąpać, by notatki zniknęły. To pokazuje różnicę.

Znajdę interesujące mnie fragmenty książki. Odtworzę ważne cytaty. Zrobię to jednak w papierowej wersji, którą przed chwilą zamówiłem w jednym z antykwariatów. Nie, nie chcę przez to powiedzieć, że analogowe jest lepsze niż cyfrowe, że wyrzucam Kindle’a przez okno. Nadal będę go używał. Ale robiąc notatki czy podkreślenia, które przydają mi się nie tylko prywatnie, ale i zawodowo, chcę mieć pewność, że znajdę je na swoim miejscu. Amazon nauczył mnie w tej kwestii jednego, że nie można na nim polegać. I drugiego: że nie zawsze wygodniejsze znaczy lepsze.

Zastanawiacie się, jak można poświęcić cały tekst takiej błahostce? Można. Spider’s Web to, jak zauważył ostatnio Przemek Pająk, publicystyka emocjonalna. Piszemy, gdy coś nas zachwyci i gdy coś nas wkurzy. Czasem są to problemy pierwszego świata, jak moje podkreślenia czy brak muzyki na weekend z powodu awarii iPhone’a.

A gdyby ktoś bardzo potrzebował morału, proszę: pilnuj swoich danych, bo w czasach chmury łatwo je stracić.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement