Znowu wybrałem Androida, ale przez chwilę myślałem o iPhonie

Felieton/Technologie 02.06.2016
Znowu wybrałem Androida, ale przez chwilę myślałem o iPhonie

Po dwóch latach użytkowania wymieniłem swój smartfon. Proces decyzyjny trwał krócej niż zazwyczaj. Znów wybrałem Androida. W pełni świadomie.

Można powiedzieć, że od lat naprzemiennie używam Androida i iOS. iPhone’a zamieniałem na smartfon z systemem Google i vice versa. HTC One Max był jak dotąd najlepszym urządzeniem z zielonym robocikiem z jakiego korzystałem. Nie dlatego, że nie miałem do czynienia z innymi produktami. Przede wszystkim dlatego, że wygrał w moim prywatnym rankingu z konkurencją.

Używałem trzech starszych flagowców Samsunga i testowałem kilka kolejnych. Nigdy nie byłem z nich w 100 procentach zadowolony. Wręcz przeciwnie. Denerwował mnie bloatware, drobne lagi, nadmiar funkcji. Gdy przesiadłem się na phablet HTC byłem wniebowzięty kulturą pracy urządzenia. Po doświadczeniach z „Koreańczykami” popadłem w zdumienie, że smartfon z Androidem może być tak przyjemny w obsłudze i bezproblemowy.

One Max to pierwszy smartfon z Androidem, z którym wytrzymałem aż dwa lata. Wcześniej zdarzyło mi się to z iPhone’em 4. Powód był prosty: mimo długiego czasu użytkowania HTC chodził płynnie, bez zawieszeń i błędów. Jeżeli po dwóch latach nie był już demonem prędkości to w małym stopniu z powodu spowolnień związanych z wiekiem. Technologia poszła do przodu, a konkurencja zaczęła oferować sprzęt o wyższej wydajności. Serio. Też bym w to nie uwierzył, gdyby nie zobaczył. Jestem przekonany, że mój egzemplarz posłuży jeszcze nowemu właścicielowi.

Najchętniej wybrałbym znowu produkt HTC. Przyzwyczaiłem się też do dużego ekranu i nie miałem zamiaru zamieniać go na mniejszy niż 5,5-5,7 cala. Kryterium to spełniają dwa modele ze średniej półki: Desire 820 i 825. Celowałem jednak nieco wyżej, dlatego odpadły w przedbiegach. Żałuję, że HTC nie wyprodukowało następcy modelu One Max. Gdyby pojawił się na rynku odpowiednik HTC 10 z w większym wyświetlaczem pewnie długo bym się nie zastanawiał.

Wybierając kolejny smartfon zrobiłem sobie listę potencjalnych modeli. Nie było na niej tegorocznych flagowców.

Raczej produkty zeszłoroczne, a nawet starsze. Poważnie rozważałem zatem zakup LG G4, ale za każdym razem, gdy trzymam w ręku sztandarowe smartfony tej firmy mam subiektywne, ale bardzo dotkliwe poczucie ociężałości i przeładowania nakładki. Wiem, że to dobre produkty, ale nie dla mnie. Benchmarki nie są moim fetyszem. Z podobnego powodu odpadł Samsung Galaxy Note 4.

Przez dłuższą chwilę zastanawiałem się nad iPhone’em 6 Plus. Tak przyzwyczaiłem się do Androida, że zwyczajnie nie chciałem zmieniać nawyków. Po latach trochę zaczęły mnie też irytować ograniczenia iOS. Choć przyznam, że bardzo lubię system Apple’a. Teraz towarzyszy mi głównie na iPadzie. W Androidzie cenię przede wszystkim możliwości personalizacyjne, których iOS mi nie zapewni. Korzystam też z wielu usług Google. Ich integracja z Androidem jest według mnie wzorcowa.

Moto-X-Style76

Trochę myślałem o Nexusie 6, ale chciałem mieć mimo wszystko nowszy produkt. Ostatecznie wybrałem Moto X Style. Tak, wiem. Lenovo jest rozczarowane wynikami sprzedaży produktów Moto. Nie jest wykluczone, że w końcu „zaorają” markę, jak zrobił to Microsoft z Lumią. Podobnie, jak Łukasz Kotkowski nie wierzę jednak, że to jej koniec. Owszem jest ryzyko, że nie doczekam się w przyszłości ważnych aktualizacji. Zakup smartfona przypomina na szczęście wizytę u fryzjera. Gdy ten ostatni ostrzyże nas źle, możemy liczyć, że włosy odrosną. Urządzenie można zaś wymienić.

Moto X Style zachwyca mnie pod wieloma względami: wzornictwem, świetnym ekranem, brakiem śmieciowego oprogramowania, swoistym, apple’owskim wręcz, minimalizmem. Na początku zirytowała mnie tylko jedna drobnostka płynąca z samego Androida. Chodzi o brak możliwości przełączania się między trybem cichym, wibracją i głośnym w centrum szybkich ustawień. Żeby wyłączyć w nocy wibrację trzeba skorzystać z funkcji „nie przeszkadzać”. W sumie na jedno wychodzi, a jednak rozwiązanie z HTC czy Samsunga wydaje się sensowniejsze. Zresztą pewnie jest na to aplikacja.

Dzięki Moto X po raz pierwszy na dłużej zasmakowałem Androida 6. Nie był to szok kulturowy ani estetyczny. Raczej kontynuacja, bo mój wcześniejszy smartfon miał na pokładzie Lollipopa. Zamiast HTC Sense wybrałem zaś Google Now Launcher. W Marshmallow bardzo podoba mi się fakt, że aplikacje proszą o dostęp do poszczególnych funkcji systemu i urządzenia: mikrofonu, zdjęć itp. Cieszyłem się tym w iOS i na pewno polubię w systemie Google. Dzięki temu rozwiązaniu mam dające komfort poczucie kontroli.

Smartfon jest urządzeniem bardzo osobistym. Mój rzadko ląduje w obcych rękach. Dlatego  wybór był przemyślany, choć tym razem nie miałem wielu wątpliwości. Biorąc pod uwagę fakt, jak nieudanym urządzeniem jest Nexus 6P, w zasadzie tylko Motorola spełniała wszystkie moje oczekiwania.

Zobacz: Moto X Style – recenzja

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement