Jeśli taki będzie nowy MacBook Pro, Apple przestrzeli sobie obydwa kolana

Artykuł/Sprzęt 01.06.2016
Jeśli taki będzie nowy MacBook Pro, Apple przestrzeli sobie obydwa kolana

Profesjonaliści korzystający z laptopów Apple z pewnością niecierpliwie czekają na premierę nowych MacBooków Pro. Pytanie tylko… czy aby na pewno czekają na to, co gigant z Cupertino może pokazać.

15” MacBook Pro to nadal bardzo potężna, mobilna stacja robocza, która z powodzeniem służy grafikom, fotografom i filmowcom na całym świecie, a jednak w świecie technologii czas pędzi tak szybko, że najpotężniejszy laptop Apple jest już nieco… przestarzały.

Spodziewamy się jednak, że Apple jeszcze w tym roku odświeży zarówno Maca Pro, jak i MacBooka Pro, i jeśli wierzyć ostatnim doniesieniom, w przypadku tego drugiego możemy mieć do czynienia z największą zmianą od czasu wprowadzenia aluminiowej obudowy unibody i ekranów Retina.

Nowy MacBook Pro może nas wszystkich zaskoczyć. Niekoniecznie pozytywnie.

Na stronie serwisu Cult of Mac pojawiły się zdjęcia mające przedstawiać przedprodukcyjne komponenty nowego MacBooka Pro. Co na nich widzimy? Totalne ogołocenie laptopa z innych portów, niż mini-jack i USB C. Tych drugich znajdziemy wokół obudowy aż cztery, z czego zapewne niektóre (bądź wszystkie) będą obsługiwać technologię Thunderbolt 3.

Patrzę na to i mam w głowie dwie myśli: albo patrzymy nie na nowego MacBooka Pro, a na MacBooka Air (choć profil podstawy laptopa raczej na to nie wskazuje), albo Apple kolejny raz próbuje postawić krok w przyszłość, totalnie ignorując potrzeby swoich klientów.

Spójrzmy bowiem na przekrój potencjalnych nabywców MacBooka Pro. Wyjąwszy ludzi, którzy kupują go, bo po prostu mogą, taka klasa sprzętu przemówi do ludzi przede wszystkim często będących w drodze, pracujących w biegu. I tu się rodzi problem, bo ostatnim, czego potrzebuje osoba pracująca poza domem, jest konieczność taszczenia ze sobą tony przejściówek i adapterów.

A przecież na pewno profesjonalista korzystający z MacBooka Pro będzie tych adapterów potrzebował, chociażby do takich pierdółek jak podłączenie karty pamięci, czy – przynajmniej dopóki akcesoria nie zostaną wyposażone w USB C – podłączania dysków twardych i tym podobnych.

Zastosowanie wyłącznie USB C byłoby bardzo odważnym krokiem ze strony Apple, ale na ten krok jest zdecydowanie za wcześnie. Tak, jeśli Apple pokaże maszynę tego typu, producenci akcesoriów na pewno przyspieszą z produkcją kompatybilnego sprzętu, ale obawiam się, że do czasu aż USB C faktycznie stanie się standardem, profesjonalista będzie wolał pozostać przy starym MacBooku, z pełną gamą złącz USB typu A, portem HDMI i portami Thunderbolt 2/Mini Display-Port.

Nie mówiąc już o złączu do ładowania MagSafe – gdzie tu logika, Apple? Magsafe to jeden z najlepszych elementów konstrukcyjnych MacBooków i co? Po latach zastąpicie go zwykłym USB C i będziecie nam wciskać, że to niesamowite? Nie tędy droga.

Kolejna zmiana patrzy na nas znad klawiatury.

Inną zmianą konstrukcyjną, która również budzi we mnie bardzo mieszane uczucia, jest (potencjalna) rezygnacja z górnego rzędu klawiszy funkcyjnych na rzecz… dotykowego paska wyświetlacza OLED.

Coś podobnego próbowało już wprowadzić do Thinkpadów Lenovo, ale do firmy szybko dotarło, że takie rozwiązanie nie ma większego sensu. Z jednej strony to fajna rzecz – możemy umieścić na dodatkowym ekranie skróty do tych ustawień czy programów, które faktycznie chcemy mieć pod ręką. Z drugiej strony – po co? Obecny rowek klawiszy funkcyjnych to ideał. Gdzie Apple ma zamiar umieścić skróty do takich działań jak zmiana intensywności podświetlenia ekranu czy regulacja głośności? Na klawiszach strzałek, żeby trzeba było dodatkowo wciskać „FN” chcąc się do tego ustawienia dostać? Ja podziękuję.

Mam też obawy, że wstawienie tego typu elementu może się negatywnie odbić na długowieczności nowego MacBooka Pro, który do tej pory był w tym aspekcie wzorem do naśladowania. Sama charakterystyka panelu OLED sprawia, że użycie tej technologii rodzi wątpliwości – przecież wyświetlając non stop te same ikonki, piksele się po prostu „wypalą”.

Chyba że Apple ma na to remedium. Jeśli tak, zostaje powinszować. Jeśli nie… cóż, może lepiej pozostać przy fizycznych klawiszach.

Ta zagrywka może się odbić Apple czkawką.

Nie wiemy jeszcze nic na temat potencjalnych podzespołów czy dostępności nowego MacBooka Pro. Mamy na razie tylko luźne spekulacje i kilka zdjęć, które równie dobrze mogą być prototypami sprzętu, który nigdy nie powstanie.

Szczerze mówiąc, mam taką nadzieję, bo tak radykalne zmiany z generacji na generację nikomu nie wyjdą na dobre, a Apple, siląc się na odzyskanie pozycji „innowatora” tylko dodatkowo odstraszy od siebie potencjalnych nabywców.

A na to już czekają producenci laptopów z Windowsem, które przez ostatnie dwa lata przeszły naprawdę ogromną przemianę i tak jak dwa lata temu, gdy debiutowała ostatnia generacja MacBooka Pro 15”, sprzęt ten w zasadzie nie miał konkurencji, tak dziś wcale jej nie brakuje.

I może się okazać, że tym razem to Apple będzie musiał gonić rywali. A nie na odwrót.

Czytaj również: Co tam nowy iPhone. Oby tylko Apple nie zapomniał o swoich komputerach

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement