Moto się nie kończy. Moto się zaczyna

Felieton 17.06.2016
Moto się nie kończy. Moto się zaczyna

Podczas konferencji TechWorld 2016 Lenovo wyraźnie pokazało, że ma w rękach wszystkie argumenty, by walczyć z konkurencją na rynku mobilnym. A za zamkniętymi drzwiami spotkań z dziennikarzami przedstawiciele firmy wyjawili też, że argumenty idą w parze z ogromną ambicją.

Marka Lenovo na rynku mobilnym istnieje od stosunkowo niedawna, bo i czego się spodziewać – samo Lenovo powstało dopiero w 2005 roku, więc cały czas mówimy o bardzo młodej firmie, która odniosła wielki sukces w niewielkim czasie. Smartfony marki pozostawały jednak niejako w niszy, a przynajmniej nie wydostały się poza Chiny i inne kraje azjatyckie, aż do zeszłego roku, kiedy to na targach IFA w Berlinie pojawiły się pierwsze smartfony przeznaczone na niektóre rynki europejskie.

Idąc za ciosem Lenovo wprowadzało swoje urządzenia mobilne na kolejne rynki, w tym także i na rynek Polski, gdzie w maju zadebiutowały smartfony z linii Lenovo K. Biorąc pod uwagę, jak wielką popularnością cieszą się w naszym kraju niedrogie tablety marki, również budżetowym smartfonom wróżę u nas spore powodzenie.

To jednak nie wszystko. Jak wiedzą wszystkie osoby śledzące sferę technologiczną, Lenovo w ubiegłym roku nabyło mobilną dywizję Motoroli, tym samym przejmując pod swoje skrzydła portfolio bardzo udanych produktów, oraz – co najważniejsze – utalentowanych inżynierów i cały know-how firmy, którego pierwsze owoce mogliśmy zobaczyć w czasie premiery flagowych Moto Z.

Dokąd zmierza mobilne Lenovo?

Swoimi najnowszymi premierami firma pokazała, że obiera zupełnie inny kierunek, niż dotychczas. Pierwszy krok to wyraźne rozgraniczenie między urządzeniami budżetowymi i sztandarowymi, o czym spekulowano już wcześniej, a teraz wiemy na pewno. Mobilne Lenovo to dziś dwie marki: budżetowa linia Vibe i topowa linia Moto. Obydwie linie produktów mają trafić do nieco innego odbiorcy i są dedykowane nieco innym rynkom. Vibe ma pomóc przede wszystkim odbić część rynku chińskiego z rąk takich gigantów jak Xiaomi, Meizu czy LeCo, aczkolwiek niektóre ze smartfonów będą dostępne także na rynkach europejskich, gdzie będą budżetową, choć ciekawą propozycją.

Moto-g4-8

Marka Moto zaś ma w pierwszej kolejności podbić rynek, z którego się wywodzi – Stany Zjednoczone. Kiedy zarząd firmy kilka tygodni temu w kwartalnym raporcie finansowym mówił o „niespełnionych oczekiwaniach” względem przejęcia Moto, mówił przede wszystkim o kurczącym się rynku amerykańskim. Mam jednak wrażenie, że nowe Moto Z, Moto G, a także (podobno) nadchodzący następcy Moto X naprawdę mają szansę, by postawić ten pierwszy krok i odbudować pozycję dawnej Motoroli na rynku.

Na tym jednak nie koniec. Podczas spotkań z dziennikarzami w San Francisco otrzymałem potwierdzenie tego, co pisałem kilka tygodni wcześniej – Moto się nie kończy. Ba, wprost przeciwnie – dopiero się zaczyna. Dopiero teraz nastąpiła pełna migracja inżynierów i laboratoriów dawnej Motoroli do Lenovo. Dopiero teraz tak naprawdę ruszy maszyna wymiany doświadczeń i myśli technicznej pomiędzy twórcami chińskich, i – dotychczas – amerykańskich smartfonów.

Moto-Z-Techworld (9)

Co wyjdzie z tego połączenia? Przedsmak zobaczyliśmy na TechWorld 2016. Przyszłe urządzenia firmy mają kontynuować zapoczątkowaną właśnie modułową filozofię a także – co ciekawe – dowiedzieliśmy się, iż tegoroczne moduły będą pasować także do przyszłorocznych smartfonów. Nie tylko tych z najwyższej półki.

Jednocześnie Lenovo silnie inwestuje także w swoją infrastrukturę sieciową, bo – tak jak uprzednio Microsoft – i w Chinach doszli do wniosku, że przyszłość komputerów to mobile i chmura. Dlatego też Lenovo rozbudowuje swoje centra danych, by smartfony przyszłości mogły być jeszcze bardziej „połączone”. Stanowić centrum zarządzania Internetem Rzeczy. Tutaj nie poznaliśmy zbyt wielu szczegółów, ale podobno mamy dowiedzieć się więcej jeszcze w tym roku. Coś czuję, że tegoroczna IFA w Berlinie będzie dla Lenovo bardzo ważnym wydarzeniem…

Lenovo nie rzuca górnolotnych przechwałek i nie szafuje nierealnymi zamierzeniami typu „w pół roku wyprzedzimy Apple i Samsunga”, lecz stawia na nieco spowolniony, ale konsekwentny rozwój, który – według przedstawicieli firmy – może zająć im nawet dekadę. Na budowanie rozpoznawalności marki i przyciąganiu konsumentów nie pustym marketingiem, lecz naprawdę dobrymi produktami.

Moto-Z-Techworld (13)

A w tym wszystkim Lenovo nie boi się też stawiać odważnych kroków, czego doskonałym przykładem jest wspomniana wcześniej modułowość i wypuszczenie na rynek Lenovo Phab 2, pierwszego smartfona z Google Tango na pokładzie.

Lenovo, a szczególnie Lenovo Moto nie chcą dokładać swojej cegiełki do rosnącego rynku nudnych, identycznie wyglądających urządzeń, lecz próbować czegoś innego. „Być innym po to, by być lepszym”.

I chociaż tej powyżej opisanej strategii Lenovo na podbijanie rynku mobilnego z pewnością można zarzucić brak konkretów i chaotyczność, to jednego możemy być pewnie – ta marka będzie zaskakiwać. Nawet jeśli nieprędko trafi do TOP 5 największych producentów urządzeń mobilnych, to z pewnością będzie wartościową alternatywą dla klientów poszukujących ciekawych, wyróżniających się z tłumu urządzeń, które… są po prostu dobre.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement