Filip Chajzer – fenomen polskiego Facebooka

Felieton/Media 05.06.2016
Filip Chajzer – fenomen polskiego Facebooka

Filip Chajzer, dziennikarz, prezenter, a prywatnie syn Zygmunta Chajzera, postaci, którą chyba każdy kojarzy z telewizji dzięki m. in. programowi „Idź na całość”. Człowiek, który wywołuje sprzeczne emocje. Ludzie albo go uwielbiają, albo grożą mu w niewybrednych słowach. Dla mnie jego działalność to fenomen na polskim poletku Facebooka. I Chajzer udowadnia to codziennie z dużą skutecznością.

Ostatnio, 1 czerwca tego roku, z okazji Dnia Dziecka, Filip Chajzer postanowił zorganizować zbiórkę pieniężną dla dzieci z Hospicjum Dziecięcego „Promyczek”. Aby zachęcić ludzi – można powiedzieć górnolotnie – do czynienia dobra, ogłosił na zachętę, że ten, kto wpłaci najwięcej może już rezerwować czas na rejs po Narwii w jego towarzystwie (dodatkowo spośród wpłacających zostanie wylosowana jedna osoba, która również weźmie udział w spotkaniu z Chajzerem).

Zaangażowanie przerosło wyobrażenia Chajzera. W momencie, gdy piszę te słowa, na koncie fundacji jest już ponad 400 tysięcy złotych. To wszystko dzięki sile i charyzmie Filipa, a także obserwującym go osobom na Facebooku. Ta najświeższa akcja na ogromną skalę to nie jedyne z jego działań.

Filip Chajzer aktywnie pomaga potrzebującym ludziom i zwierzakom, robiąc to w bezpretensjonalny sposób.

To człowiek pełen energii, dzięki któremu można wierzyć, że dobrzy ludzie naprawdę istnieją. I co najważniejsze – nie chodzi tylko o niego, ale i o innych podążających jego śladem. Całkiem niedawno Chajzer z pomocą jednej formy sprezentował elektryczny wózek dla taty jednej fanki, której marzeniem było, aby jej ojciec już nigdy nie był zdany na innych ludzi. Mężczyzna często nie miał siły, by samodzielnie poruszać się na wózku za pomocą rąk. Innym razem przejechał kilkaset kilometrów, żeby poczytać na głos książkę jednej niepełnosprawnej dziewczynce (i przy okazji innym maluchom), która go uwielbia.

Można oczywiście podejść do tego cynicznie. Można przecież stwierdzić, że nie on jeden pomaga.

Owszem, inni też inicjują pomoc wielu osobom, wspierają akcje charytatywne, ale u Chajzera najbardziej uderza mnie optymizm i radość życia. A to człowiek, któremu przydarzyło się wiele przykrych sytuacji, począwszy od zawirowań i tragedii rodzinych, a skończywszy na nienawistnych wiadomościach od internautów. Najbardziej fascynujące i pozytywne jest chyba to, że dzięki Filipowi przypadkowi ludzie mogą się uśmiechnąć. Że nie chodzi o masowo nagłaśniane kampanie z ładnymi zdjęciami robionymi przez profesjonalnych fotografików. On wynajduje z tłumu ludzi zwykłe osoby, którym może polepszyć codzienność. I to naprawdę jest świetne.

Obserwując Filipa Chajzera od dłuższego czasu, zastanawiałam się czasem nad pojęciem charytatywności i pomocy. Myślałam nad tym, czy pomagając komuś rzeczywiście musimy o tym mówić, czy nie wystarczy zrobić i zachować informacje dla siebie.

Teraz naprawdę wiem, że nie ma tutaj chęci bicia sobie samemu brawa. Oczywiście, Filip Chajzer jest osobą publiczną i dobry pijar to podstawa, ale jestem przekonana, że tu chodzi o coś więcej. Fakt, że dziennikarz nagłaśnia sprawę i problem po pierwsze pokazuje, że czasem wystarczy tylko trochę chęci i chwila poświęconego czasu, aby sprawić komuś radość. Po drugie zachęca do czynienia dobra innych, a po trzecie pomaga im się włączać w akcje, które inicjuje.

Oczywiście, można wierzyć, idąc tropem pewnej teorii, że to wszystko, by samemu poczuć się lepiej. Jeśli o mnie chodzi, nie mam nic przeciwko. Trzeba nam więcej takich pozytywnych wariatów.

Niech moc będzie z Tobą, Filipie!

*Grafika główna pochodzi ze strony Chajzer.pl

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement