Niezalezna.pl kontra NaTemat – kto wygrywa w tym szalonym wyścigu?

Artykuł 31.05.2016
Niezalezna.pl kontra NaTemat – kto wygrywa w tym szalonym wyścigu?

Niezalezna.pl – internetowa potęga, która łeb w łeb bije się z NaTemat, a o której nie usłyszycie na Placu Zbawiciela. Chyba, że w kościele. Podczas, gdy NaTemat.pl uchodzi za największy medialny sukces ostatnich lat, a w ofercie reklamowej sami chyba nie mogą się nadziwić tym, jak wielu „najzamożniejszych” i „najlepiej wykształconych” czyta ich portal, na drugim biegunie świetnie radzi sobie Niezalezna.pl, choć pewnie sami byście o tym nigdy nie pomyśleli. 

Czy znacie serwis Niezalezna.pl? Pewnie tak. Czy czytacie Niezalezna.pl? Jeszcze kilka tygodni temu powiedziałbym „pewnie nie”, ale po krótkim spotkaniu ze statystykami tej witryny już sam nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Wychodzi bowiem na to, że tuba medialna polskiej prawicy to całkiem realna przeciwwaga dla portalu Tomasza Lisa.

Niezależna jest wprawdzie wydawana przez spółkę niebezpiecznie mocno powiązaną z partią polityczną Prawo i Sprawiedliwość, z drugiej strony Tomasz Lis od kilkunastu miesięcy sprawia wrażenie człowieka, który wypowiedział świętą wojnę PiS-owi, więc jakieś dalsze zagłębianie w treść obu witryn tym razem sobie daruję, uznając za bezcelowe. Myślę, że tu i tu można znaleźć ciekawe publikacje, jak również wiele bardzo, ekhm, kontrowersyjnych.

Wszystko zaczęło się od tego, jak kilka miesięcy temu Przemysław Pająk porównał sobie za sprawą SimilarWeb oglądalność NaTemat i Niezależnej. SimilarWeb to nie jest zbyt rzetelne źródło informacji na temat ruchu na stronach, ale w miarę poprawnie odczytuje tendencje. W każdym razie znamy oglądalność Spider’s Web, znamy oglądalność naszych konkurentów z innych stron technologicznych i te proporcje wskazywane przez SimilarWeb są odczytywane dość prawidłowo.

Z tego też względu z dużym zdziwieniem przyjęliśmy informację, że NaTemat i Niezależna idą tam w zasadzie „łeb w łeb”.

Postanowiliśmy dotrzeć do prawdziwych statystyk obu platform polityczno-społecznych, aby przekonać się na ile można ufać tego typu nieoficjalnym wykresom. Tam są jednak dane szacunkowe, zawsze mocno przestrzelone. To fajna ciekawostka, ale jak już wcześniej zaznaczyłem – nie należy im dawać ślepej wiary.

Rzeczywistość okazała się dość brutalna dla przedstawiciela nurtu prawicowych mediów, ponieważ liczba unikalnych użytkowników miesięcznie odwiedzających NaTemat.pl w kontekście Google Analytics okazała się nieco ponad dwukrotnie większa.

Rozumiem jednak czemu SimilarWeb tak okrutnie się myli. Nie znam dokładnych statystyk serwisu Tomasza Lisa, ale pajęczy zmysł podpowiada mi, że średni czas spędzany na stronie przez użytkownika to około 5 minut. Taki rezultat jest naprawdę w porządku. Rzecz w tym, że średni czas spędzany przez czytelnika Niezależnej na ich portalu to – uwaga – prawie 49 minut. Tak przynajmniej wynika ze statystyk GA, które udostępniła mi redakcja serwisu.

W mojej ocenie Niezależna w konsekwencji wyprzedza też znacząco NaTemat.pl pod względem ogólnej miesięcznej liczby wyświetleń. Tych ma około 45 milionów, podczas gdy NaTemat – jak podpowiada mi intuicja – wyciąga około 30 milionów. Oczywiście mówię tutaj o głównej platformie, a nie całej grupie. Choć może Niezależna powinna pomyśleć o jakimś odpowiedniku INNPoland, na przykład pod nazwą „Agrobiznes”? Ok, ok. Żart poniżej pasa, szczególnie w odniesieniu do strony, która w skali miesiąca notuje takie wyniki. Nie są to urojenia, co zresztą pokazują też kanały społecznościowe. Główny profil Niezależnej jest na Facebooku nieznacznie bardziej „lubiany” od NaTemat.

Myślę, że w tym aspekcie, a posiadając powyższe dane, można zaufać Similarweb – NaTemat jest lepiej wypozycjonowane w Google oraz lepiej się rozchodzi przez media społecznościowe (nawet mimo mniejszej liczby polubień, ale to akurat nie jest wyznacznikiem), z kolei Niezależna ma niesamowicie wysoki współczynnik bezpośrednich wejść na stronę. Nie muszę dodawać, że każdy serwis dałby się za takich czytelników pokroić?

Natomiast oczywiście w kontekście tych wyników dziwić może brak reklamodawców na Niezależnej.

O ile NaTemat.pl dumnie obnosi się z łatką platformy do komunikacji z młodymi, wykształconymi, zamożnymi i z dużych ośrodków miejskich, tak Niezależna wyświetla jedynie jednostki reklamowe Google AdSense (swoją drogą emitując, jeżeli nic się w tej materii ostatnio nie pozmieniało, znacznie więcej bannerów niż dopuszcza regulamin usługi). Od razu wyjaśniam, że to dla wydawcy strony internetowej są tak zwane „reklamy desperacji”. Na dodatek sporo pieniędzy pośrednio wyprowadzają do Irlandii co jest, cóż, mało prawicowe.

Żeby daleko nie szukać przykładów umiejętnego poruszania się po rynku reklamy w internecie – jest przecież Bezprawnik. Młodziutki jeszcze serwisik, pod względem unikalnych użytkowników dziesięć razy mniejszy od Niezależnej, ale dzięki prestiżowej tematyce podanej w przystępny sposób i w miarę konkretnie określonej grupie odbiorców, udało nam się ostatnio przeprowadzić na przykład świetną kampanię z Acerem, a kilka kolejnych jest już w drodze.

O tym kto dokładnie czyta Niezależną wiemy natomiast nic, może poza tym, że jest to grupa bardzo, może nawet wyjątkowo w skali internetu lojalna. Niewykluczone, że dla niektórych z użytkowników witryny jest to jedyne medium, po którym się w ogóle w sieci poruszają. Cóż za strata dla reklamodawców, by na taki potencjał patrzeć tak niechętnie. A to przecież nie jest tak, że wszystkie warszawskie lemmingi, wbrew pozorom, czytają tylko NaTemat i popierają KOD.

Paweł Śpiewak powiedział ostatnio takie słowa, które bardzo mi się spodobały, że dyplomacja za czasów Donalda Tuska grała trochę ponad możliwości Polski, a dyplomacja Jarosława Kaczyńskiego teraz gra trochę poniżej tego potencjału. Co niejako dość mocno potęguje ten dysonans. Zabawne, że na rynku reklamowym słowa te można by było idealnie przypisać także mediom, które tych polityków popierają.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement