Quantum Break pokazał mi, że podróż w czasie nie jest ekstra. Jest przerażająca

Felieton/Gry 04.04.2016
Quantum Break pokazał mi, że podróż w czasie nie jest ekstra. Jest przerażająca

Quantum Break to gra akcji od producentów Alana Wake’a, która ślizga się po naukowych hipotezach na podróże w czasie, jednocześnie serwując nam kinową akcję i hollywoodzką narrację. Producenci odrobili zadanie domowe i przedstawili graczowi wizję podróży w czasie, która wcale nie jest ciekawa, efektowna czy pomocna. Jest przerażająca!

UWAGA – tekst może zawierać spoilery z gry Quantum Break

Świat Quantum Break zakłada, że w 1999 roku bratu głównego bohatera udaje się zbudować „wehikuł czasu”. Maszyna w praktyce przypomina sztuczny tunel czasoprzestrzenny, którym można się poruszać w kierunku zgodnym ze wskazówkami zegara, lub przeciwnym. Idąc w zgodzie ze wskazówkami, możemy podróżować do przyszłości. Cofając się, podróżujemy do przeszłości.

Brzmi prosto? Nic z tego!

Zasady podróżowania w czasie przedstawione w Quantum Break mają swoje ograniczenia:

Po pierwsze, żadna istota ani obiekt nie może cofnąć się w czasie wcześniej, niż do momentu pierwszego udanego uruchomienia maszyny. Czyli do 1999 roku. To właśnie ta data otwiera w historii ludzkości zupełnie nowy szlak podróży.

Po drugie, nie istnieje koncepcja alternatywnych rzeczywistości. Oznacza to, że wszystkie nasze działania w przeszłości rzutują na NASZĄ teraźniejszości i przyszłość. Nie przyszłość jednego z nieskończenie wielu alternatywnych wszechświatów, do którego „przebiliśmy się” za pomocą tunelu czasoprzestrzennego.

Quantum Break Screen Shot 01.04.2016, 00.31

Po trzecie, co najbardziej przerażające, wszystko, czego dokonaliśmy za pomocą wehikułu czasu… już się wydarzyło! Skoro mamy do czynienia tylko z jedną rzeczywistością, każda nasza podróż w przeszłość i próba modyfikacji historii została już wzięta pod uwagę! Już się wydarzyła! Oznacza to, że mając na wyposażeniu wehikuł czasu i chcąc cofnąć się w przeszłość, już to zrobiliśmy, nawet o tym nie wiedząc.

W praktyce te trzy zasady powodują, że nawet posiadając wehikuł czasu, nie możemy wpłynąć na wydarzenia z przeszłości i je zmienić. One już zostały zmienione. Cofając się w czasie, jeszcze raz przyczyniamy się do zmiany już zmienionego, czyniąc dokładnie to, co czyniliśmy wcześniej.

Wizja podróżowania w czasie pokazana w Quantum Break eliminuje tak zwany paradoks dziadka.

Idąc za „Hiperprzestrzenią” Michio Kaku, paradoks dziadka to sytuacja, w której:

„Ktoś podczas podróży w czasie wstecz zabije własnego dziadka przed poczęciem swojego ojca, to ten ktoś się nie narodzi i nie odbędzie podróży w czasie i nie zabije własnego dziadka, więc się nie narodzi i nie zabije własnego dziadka, więc istnieje paradoks”.

W świecie Quantum Break zabicie własnego dziadka przed tym, gdy ten spłodzi naszego ojca, jest niemożliwe z dwóch powodów. Po pierwsze, zapewne łóżkowe igraszki naszego dziadka miały miejsce przed 1999 rokiem. Po drugie, co ważniejsze, tkanka czasu uszyta jest w ten sposób, że nie będziemy w stanie zabić własnego dziadka. Ani ojca. Ani siostry. Oczywiście pod warunkiem, że te osoby żyją w momencie, z którego rozpoczynamy podróż w czasie.

Linia czasu w naturalny sposób będzie bronić się przed zmianami. Chcesz zastrzelić dziadka? Broń nie wystrzeli. Zechcesz go udusić? Akurat znajduje się od tygodnia na wycieczce dookoła świata. Chcesz przesłać mu list z trucizną? Dopada cię silna grypa. Nie masz nawet siły ruszyć palcem.

Quantum Break Screen Shot 01.04.2016, 03.19

Gdyby istniała możliwość zabicia własnego dziadka, nigdy nie cofnąłbyś się w czasie. Dlatego, że już wcześniej dokonałbyś morderstwa, wymazując siebie z rzeczywistości. Gdyby istniał chociaż cień takiej możliwości, po prostu nie byłoby cię na świecie, ponieważ owy cień rzutowałby na szansę twojego jestestwa.

Dochodzimy więc do dziwacznej sytuacji, w której nawet cofając się w czasie, nie jesteśmy w stanie niczego zmienić.

Albo raczej – możemy coś zmienić, ale to, co zostało zmienione, już zostało zmienione. My o tym nie wiemy i naszymi działaniami przyczyniamy się do zmiany, która skutkuje dokładnie tym samym punktem wyjścia, z którego rozpoczynaliśmy naszą podróż. Ot, taka zmodyfikowana zasada samospójności Nowikowa.

W Quantum Break taka sytuacja jest przedstawiona na przykładzie szwarccharakteru, z którym mierzy się główny bohater.

Mężczyzna cofnął się do okresu, w którym po raz pierwszy użył wehikułu czasu. Była to pamiętna chwila, ponieważ jego eksperyment został przerwany przez potężną, prywatną organizację posiadającą szerokie macki i jeszcze szersze wpływy. Jegomość spędził 17 lat przeżywając wydarzenia, które przeżył już wcześniej. Jak dla mnie – katusze.

Niesamowita wiedza na temat wydarzeń z przyszłości pozwoliła mu na zbudowanie imperium. Antagonista posiadał w swoim biurowcu masę plansz z kluczowymi wydarzeniami, takimi jak atak terrorystyczny na World Trade Center, interwencja w Afganistanie, nielegalna aneksja Krymu, kryzys na Wall Street i tak dalej. Za pomocą tej wiedzy, mężczyzna zbudował gigantyczne imperium.

Quantum Break Screen Shot 01.04.2016, 03. 37

W praktyce owo Imperium okazało się tym samym, które przeszkodziło mu podczas pierwszego eksperymentu. Rozumiecie? Ten sam „ja” przeszkodził swojemu „młodszemu ja”, starając się stworzyć struktury na tyle potężne, że żadna obca siła nie będzie w stanie mu zagrozić ani stanąć na przeszkodzie w realizacji własnych celów.

Dla mnie taka perspektywa jest przerażająca.

Oznacza ona bowiem, że nie mamy żadnej możliwości na zmianę swojego losu. Czy też raczej – wykorzystaliśmy wszystkie szanse na tę zmianę, nawet jeszcze o tym nie wiedząc. Nasze przeznaczenie jest wypisane na naszych czołach. Doskonale czytelne dla rzeczywistości, ale zupełnie niewidoczne dla nas samych.

Niemoc podczas konfrontacji z czasem, przestrzenią, rzeczywistością i historią wydaje mi się przerażająca. Tak samo przerażająca, jak szansa na to, że jesteśmy sami we wszechświecie. Na co dzień jestem daleki od myślenia o sobie z takiej perspektywy, ale kiedy już zagłębię się w hipotezy przedstawione w Quantum Break, to dosięga mnie dreszcz.

Czytaj również: Kapitalna opowieść, ale gra już „tylko” dobra. Quantum Break – recenzja Spider’s Web

Odbiera się mi bowiem jedną z najciekawszych fantazji. Odbiera się swoistą furtkę bezpieczeństwa, która mówi, że poza „tutaj i teraz” są jeszcze inne „tutaj i teraz”. Być może znacznie bardziej ciekawe. Bardziej owocne. Bardziej kuszące. Po ograniu Quantum Break czuję się, jak gdyby ktoś zatrzasnął mi wielkie drzwi zaraz przed nosem.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement