Gdzie się podziało ładowanie bezprzewodowe?

Felieton 11.04.2016
Gdzie się podziało ładowanie bezprzewodowe?

Pamiętacie jeszcze ładowanie bezprzewodowe smartfonów? No właśnie…, producenci chyba też o nim zapomnieli.

Ładowanie bezprzewodowe, standard Qi wireless charging, miał być hitem. Kiedy kilka lat temu zaczęły pojawiać się pierwsze smartfony wyposażone w tę technologię, albo pozwalające na dodanie jej poprzez zewnętrzną obudowę, gadżeciarze z całego świata byli zachwyceni. Widzieliśmy w tym przyszłość, wygodę, innowację, chociaż nie można zapomnieć, że technologia ta miała kilka wad. Ale kto by się tam nimi przejmował. Co z tego, że powoli i że w czasie ładowania nie możemy z niego korzystać. Że ładowarka w dalszym ciągu musi być wpięta do gniazdka, więc przewód po prostu wkładamy gdzie indziej. To wszystko nie miało znaczenia.

Wygląda na to, że jednak z biegiem czasu te niedogodności jednak znaczenia nabrały.

Gdzie się podziało ładowanie bezprzewodowe?

Jeszcze w 2014 roku na rynek wysypało się całkiem sporo urządzeń wyposażonych w standard Qi albo natywnie, albo poprzez dedykowaną obudowę. W ubiegłym roku, jeśli nie liczyć linii Galaxy S6, pojawiło się tak niewiele smartfonów, które można naładować „bez kabli”, że można je zliczyć na palcach jednej ręki.

A w tym roku? Wyjąwszy Samsunga Galaxy S7/S7 edge, w tym roku nie zobaczyliśmy jeszcze żadnej premiery urządzenia, które można by naładować bezprzewodowo. Tak naprawdę w tej chwili jedynie Samsung udostępnia tę technologię i wygląda na to, że jako jedyny ją rozwija, wprowadzając np. szybkie ładowanie bezprzewodowe i oferując własne ładowarki. To jednak tyle.

Z czego wziął się problem?

Początek końca był dość prozaiczny – smartfony z Androidem stawały się coraz bardziej premium, a producenci, chcąc zaoferować cienką, lekką, chłodną w dotyku, aluminiową obudowę, byli zmuszeni rezygnować z ładowania Qi, bo jeszcze nie tak dawno temu nie było ono możliwe w połączeniu z metalową obudową.

A jednak Qualcomm znalazł rozwiązanie tego problemu! Możliwe jest stworzenie smartfona, który nie jest wykonany ze szkła lub plastiku i nadal ładuje się bezprzewodowo. Sęk w tym, że solucja nadeszła zbyt późno.

Wolimy ładować smartfon szybko, nie bezprzewodowo.

Niemal w tym samym czasie, co Qi charging, na rynku pojawiły się pierwsze rozwiązania typu turbo-charge, które znacząco skracały czas ładowania smartfona. Spójrzmy dziś na rynkowy krajobraz i jak na dłoni widać, który ze standardów zwyciężył.

Dziś każdy flagowiec, a także wiele urządzeń ze średniej i niskiej półki wyposażonych jest w technologię szybkiego ładowania. Od czasu, gdy wprowadzony został jednolity standard Qualcomma (Quick Charge), teraz już w trzeciej iteracji, wdrożenie szybkiego ładowania przestało wymagać autorskich technologii (jak turbo-charge Lenovo Moto czy Vooc od Oppo). To także sprawia, że nie jesteśmy już skazani na dołączoną do zestawu ładowarkę, bo na rynku zaczynają się pojawiać zamienniki.

Do producentów smartfonów dotarło, iż wygodniej jest telefon podłączyć na 45 minut lub mniej do kabla, niż odkładać go na bok na trzykrotnie więcej, w dodatku nie mogąc z niego przez ten czas korzystać.

Gorzej z producentami z innych gałęzi rynku

W Polsce może tego tak nie odczuwamy, ale w krajach nieco szybciej adaptujących nowe technologie istnieje szeroka infrastruktura skupiona wokół bezprzewodowego ładowania. Infrastruktura, która… za rok będzie kompletnie martwa. Ładowarki bezprzewodowe na przystankach, w miejscach publicznych, w samochodach… to wszystko będzie leżało odłogiem. Z Ikei zniknie linia bezprzewodowo ładujących mebli, bo nie będzie miał ich kto kupować, skoro nie będzie urządzeń, dla których mogłyby posłużyć za ładowarki.

Czy jest jeszcze szansa na odwrócenie tej sytuacji? Jest – iPhone 7. Wiele kuluarowych pogłosek wskazuje na to, że nadchodzący smartfon Apple będzie wykorzystywał bezprzewodowe ładowanie, a wtedy istniejąca infrastruktura nie tylko przetrwa, ale pewnie też zostanie rozbudowana, bo w końcu w wielu krajach z iPhone’a korzystają wszyscy i to właśnie sprzęty Apple od zawsze są tymi, dla których powstaje najwięcej akcesoriów.

Na razie jednak wygląda na to, że technologia sama zdeterminowała swój kierunek rozwoju. Zamiast szybko naładować smartfona z portu USB w samochodzie, będziemy mogli co najwyżej położyć go na bezużytecznej macie do ładowania bezprzewodowego. Meble ze sprytnie pochowanymi matami Qi będą nam przypominać o tym, ile za nie przepłaciliśmy, a dokupione do poprzedniego smartfona ładowarki czy powerbanki ładujące bezprzewodowo wylądują w koszu na śmieci.

Przykładów takich jak bezprzewodowe ładowanie jest wiele. Mnóstwo standardów przeminęło, mnóstwo pojawiło się tylko po to, żeby zaraz ustąpić kolejnym.

Bezprzewodowe ładowanie jest o tyle wyróżniającym się przykładem, że na dobrą sprawę zniknęło równie nagle, jak się pojawiło. W jednej chwili pojawiło się wśród fanfar, by w następnej niemalże wyparować.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement