Kapitan Ameryka vs Iron Man – Civil War to nie Avengers 2.5! Recenzja Spider’s Web

Recenzja 28.04.2016
Kapitan Ameryka vs Iron Man – Civil War to nie Avengers 2.5! Recenzja Spider’s Web

Fabuła obrazu Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów opiera się luźno na jednej z najlepszych serii komiksowych w historii. To też jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku. Mieliśmy już okazję zobaczyć Civil War na ekranie IMAX-a i zapraszamy do zapoznania się z naszą recenzją!

W 2006 roku wydano jedną z najlepszych serii komiksowych. Marvel w ramach Civil War przygotował fanom prawdziwą ucztę prowadząc historię konfliktu między dwoma ikonicznymi bohaterami przez niemal 100 zeszytów, na które składały się główna seria i rozliczne tie-iny.

civil-war-komiksy

Civil War to przede wszystkim starcie ideologiczne Kapitana Ameryki i Iron Mana.

Komiksowe Civil War rozłamało uniwersum Marvela na pół, a bohaterowie opowiadali się po jednej ze stron. Kapitan Ameryka był ucieleśnieniem wolności, a Iron Man zwolennikiem biurokracji i rejestracji superbohaterów. Fabuła filmu czerpiącego motywy z tejże serii jest bardzo podobna.

Kluczową rolę odgrywał w tym konflikcie Spider-Man, który na mocy umowy między Marvelem a Sony Pictures – ta wytwórnia lata temu wykupiła prawa do ekranizacji przygód Petera Parkera – mógł pojawić się na ekranie obok niemal wszystkich herosów z Marvel Cinematic Universe.

Nic dziwnego, że oczekiwania przed najnowszym kinowym Kapitanem Ameryką były ogromne.

Firmy Disney i Marvel umiejętnie przez ostatni rok podsycały zainteresowanie najnowszym filmem, który miał premierę na miesiąc po Batman v Superman – czyli produkcji DC Comics, w której główna oś fabuły jest tak naprawdę bardzo podobna do tej zaserwowanej nam przez Marvela.

Kapitan Ameryka - Civil War - recenzja

Zimowy żołnierz postawił wysoko poprzeczkę, ale Civil War staje na wysokości zadania. Dość powiedzieć, że film wygrał z produkcją DC w przedbiegach. Można dogryzać braciom Russo, że wprowadzając do filmu o Kapitanie Ameryce tak wiele postaci pobocznych przygotowali nam Avengers 2.5, ale wybronili się.

Team Cap vs Team Iron Man!

Tak jak w komiksach, tak w filmie Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów dochodzi do rozłamu w drużynie Avengersów. Rządy państw świata są zaniepokojone stratami w ludności cywilnej, do których dochodzi podczas kolejnych spektakularnych starć superbohaterów ze złoczyńcami i nienadzorowanymi przez nikogo interwencjami grupy na terenie obcych państw.

Targany wyrzutami sumienia Tony Stark podpisuje dokument dający Organizacji Narodów Zjednoczonych kontrolę nad grupą ludzi o nadludzkich zdolnościach. Kapitan Ameryka, który stracił zaufanie do rządu po odkryciu wieloletniej infiltracji organizacji S.H.I.E.L.D. przez HYDRĘ – grupę przestępców korzystającą z nazistowskiej spuścizny – jest przeciwko.

Kapitan Ameryka - Civil War - recenzja

Po czyjej jesteś stronie?

Hasło reklamowe filmu zostało zaczerpnięte prosto z komiksów z 2006 roku. Bohaterowie podzielili się po połowie. Za Iron Manem stanął Vision, Czarna Wdowa, War Machine i dwoje nowych bohaterów w MCU – Black Panther i wypożyczona od Sony Pictures najnowsza filmowa inkarnacja Spider-Mana, którzy zastępują nieobecnych tym razem Thora i Hulka.

Kapitana Amerykę wspiera Zimowy Żołnierz, Falcon, Scarlet Witch, Hawkeye i Ant-Man. Ze względu na splot wydarzeń obie grupy stają naprzeciwko siebie i zamiast tłuc obcych, i złowrogie roboty, przyjaciele okładają samych siebie po mordach na opuszczonym lotnisku. To starcie dwóch grup bohaterów przekonanych o słuszności swoich działań było naprawdę niesamowite.

To była jedna z najlepszych scen walk superbohaterów, jakie do tej pory widzieliśmy w kinie.

Starcie obu drużyn było długie i przejmujące i nie podzielono się na pary. Bohaterowie niczym w tańcu odbijanym zmieniali adwersarzy i w ramach jednej bitwy obserwowaliśmy kilkanaście efektownych potyczek. Sceny akcji w dodatku odbywały się w większości w ciągu dnia.

Kapitan Ameryka - Civil War - recenzja

Nieco zastrzeżeń można mieć do tego, że sceny akcji były kręcone z bliskiej perspektywy i nie sposób było ogarnąć na jednym kadrze ogromu starcia – uznaję to jednak za zaletę, bo to był jednak film o Kapitanie Ameryce, a nie o całym zespole Avengersów i kameralny klimat tutaj pasował.

Civil War to Avengers 2.5? Nie przez cały film

Nie będzie też chyba ordynarnym spoilerem jeśli dodam, że ten podział na drużyny wcale nie jest zapisany w kamieniu na stałe. Fani komiksów dobrze wiedzą, co było punktem przełomu historii w serii Civil War, a bracia Russo luźno traktując wyjściową historię dodali sporo smaczków i zwrotów akcji.

Ucieszyło mnie to, że pod koniec dodatkowi bohaterowie potrafili usunąć się w cień, a film znów skupił się na Kapitanie Ameryce. Bardzo mnie uradowało, że uniknięto tutaj tanich chwytów w postaci “pogódźmy się w obliczu większego wroga” – czyli tego, co DC Comics zrobiło w swoim blockbusterze Batman v Superman.

Kapitan Ameryka - Civil War - recenzja

Historia wciąga, a film porusza ważne problemy.

Tym razem nasi ulubieni herosi nie musieli walczyć z zagrożeniem z zewnątrz, a konflikt narósł między nimi. Niezgodę wśród Avengersów zasiał amerykański Sekretarz Stanu, którym w MCU jest były generał Thaddeus “Thunderbolt” Ross. Motywacje bohaterów – poczucie winy zjadające Starka od środka i bromance Kapitana Ameryki i Zimowego Żołnierza – były wiarygodne. Paradoksalnie… obaj mieli rację.

W filmie nie zabrakło też czarnych charakterów. Crossbones, odpowiedzialny za nieudaną akcję będącą gwoździem do trumny niezależności Avengersów, pojawił się tak naprawdę na ekranie na kilka minut. Ludzkiemu Zemo, nie będącemu w tej interpretacji Baronem, zabrakło nieco charyzmy i wyrazistości, chociaż nie był to też generyczny papierowy złoczyńca.

Spider-Man i Black Panther wypadli za to fantastycznie.

Kapitan Ameryka może być zazdrosny, bo dwójka nowych bohaterów – którzy doczekają się niedługo własnych pełnometrażowych produkcji – kradnie mu czas na ekranie. Black Panther, czyli syn przywódcy fikcyjnego afrykańskiego państwa Wakanda, okazał się być, ekhm, czarnym koniem. Bije od niego dostojność jak przystało na członka rodziny królewskiej, a walki z jego udziałem to uczta dla oka.

Kapitan Ameryka - Civil War - recenzja

Show skradł jednak… Spider-Man. Tom Holland ubrany w kostium jest wierny postaci z komiksów. Peter Parker jest wreszcie naprawdę humorzasty, przesadnie gadatliwy – co zresztą mu wypomina Falcon podczas walki – i traktuje bohaterów… niczym rasowy fanboj! Nic zresztą dziwnego, bo gdy Tony Stark przyznał się światu, że jest Iron Manem, był jeszcze małym dzieciakiem.

O nowych bohaterach nie wiemy na razie zbyt wiele, ale starzy wyjadacze robią świetne tło dla tytułowego herosa.

Filmowe uniwersum Marvela jest już dojrzałe i zamieszkują je postaci z krwi i kości. Wiemy, jak wiele bohaterowie razem przeżyli i tym bardziej chwytają za serce sceny, w których rozpoczynają ze sobą walkę po zdjęciu rękawiczek. Bohaterowie mają unikalny charakter, a bracia Russo zakładają, że widzowie widzieli poprzednie filmy z serii.

Herosów Marvela obserwowaliśmy na ulicach wielu miast z kilku kontynentów. Dzięki temu kolejne walki nie nużyły, bo nie tylko zmieniały się postaci biorące udział w starciach, ale też otoczenie. Cieszy rezygnacja z ujęć nocnych, które często są przekleństwem filmów akcji, gdzie podczas pojedynków mało co widać – na rzecz walk w świetle dnia.

Kapitan Ameryka - Civil War - recenzja

Tym razem opuściliśmy Nowy Jork i zwiedziliśmy kawał świata.

Strasznie tylko żałuję, że obejrzałem zwiastuny. Nie pokazały może wszystkiego, ale i tak trafiło do nich zdecydowanie za wiele scen, w tym sporo z samej końcówki filmu. Pojedynków i pościgów była jednak naprawdę cała masa, i uniknięto przegadanych momentów. Seans filmu Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów to 2,5 godziny niemal nieprzerwanej i różnorodnej akcji.

Fabularnie film się broni – zwłaszcza w kategorii blockbusterów. Nie położono co prawda na konieczność ujawnienia prawdziwych tożsamości Avengersów światu takiego nacisku, jaki bym sobie życzył, ale i tak konflikt nie był wymuszony. Skupiono się głównie na kwestii kontroli superbohaterów w celu ograniczenia zgonów wśród ludności cywilnej.

Miłośnicy blockbusterów z pewnością wyjdą z kina po seansie Civil War oczarowani.

Nie mogę się już doczekać kolejnych filmów z serii, które pokażą skalę zmian, jakie zaszły w świecie. Liczę też na to, że nieco światła rzuci na MCU serial Agenci T.A.R.C.Z.Y, który do tej pory zgrabnie pokazywał kulisy wydarzeń z kolejnych filmów na małym ekranie.

Kapitan Ameryka - Civil War - recenzja

Po seansie odetchnąłem z ulgą, że najnowsza produkcja Marvela nie jest, wbrew obawom, zwykłą zapchajdziurą. To nie jest tylko kiepska przystawka do dania głównego, czyli starcia z Thanosem w zapowiedzianych na 2018 i 2019 rok obu części filmu kończącego tzw. trzecią fazę produkcji kinowych Marvela – Avengers: Infinity War.

Dobry scenariusz, wartka akcja, świetnie wykreowani bohaterowie, wzorowa choreografia walk i różnorodność scenerii to tylko kilka z zalet Civil War. Cieszy, że reperkusje tego filmu będą dały się odczuć w nadchodzących filmach Marvela, a twórcy nie bali się wywrócić do góry nogami status quo.

Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów to po prostu kawał niezłego superbohaterskiego kina.

PS Jestem naturalnie całym sercem za #TeamIronMan, a Wy?

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement