Jak operatorzy zeszli do podziemia, czyli kilometry kabli i tony stali, żebyś miał zasięg w metrze

Artykuł/Technologie 25.03.2016
Jak operatorzy zeszli do podziemia, czyli kilometry kabli i tony stali, żebyś miał zasięg w metrze

Budowa infrastruktury telekomunikacyjnej w warszawskim metrze ciągnęła się w nieskończoność, ale już od ponad miesiąca mamy pełen zasięg na wszystkich stacjach i w tunelach. Orange przytacza kilka bardzo ciekawych statystyk pokazujących, jak pracowało się w metrze.

Wszystko zaczęło się od sieci Play, która jako pierwsza (już w 2011 roku) zaoferowała swoim klientom pełny zasięg na całej pierwszej linii metra. Pozostała trójka operatorów postanowiła stworzyć wspólną infrastrukturę. Prace trwały naprawdę długo, a ich planowany koniec był wielokrotnie przekładany, ale w końcu udało się. Od połowy lutego bieżącego roku obie linie metra mogą pochwalić się pełnym zasięgiem LTE wszystkich sieci komórkowych.

Rzecznik Orange, Wojtek Jabczyński, pochwalił się ciekawymi statystykami związanymi z pracą nad zapewnieniem łączności. Problemu nie było z drugą linią metra, gdzie już w trakcie budowy zadbano o stworzenie nowoczesnej infrastruktury. Zupełnie inaczej wyglądały prace na pierwszej linii, gdzie operatorzy musieli ingerować w działające metro.

2,5 godziny na dobę

Metro w Warszawie
Fot. Wikipedia

Opóźnienia w dużej mierze wynikały z bardzo ograniczonych godzin, w których robotnicy mogli pracować. Na peronach i na antresolach technicy mogli pracować od godziny 00:30 do 4:30 nad ranem. Sytuacja wyglądała jeszcze gorzej w tunelach, gdzie praca była możliwa tylko pomiędzy godz. 1:00 a 3:30 w nocy. Czasu, z zegarkiem w ręce, pilnowali pracownicy Metra.

Prac było sporo, bowiem trzeba było zamontować anteny, podłączyć zasilanie, systemy transmisji i urządzenia sterujące. Wszystko musiało być dobrze zorganizowane z uwagi na bardzo ograniczony czas, jaki technicy mogli wykorzystać na wdrażanie infrastruktury. Taki tryb pracy wymagał wielu dni robót na każdej stacji. Najszybciej poszło na Natolinie – 6 nocy – a najdłużej na Dworcu Gdańskim – 15 nocy.

Ciekawie wyglądają też liczby, które przytacza Wojtek Jabczyński. Na pierwszej linii metra znajdują się łącznie 242 anteny. Wykorzystano 11,5 km tzw. kabla promieniującego i 22,28 km kabla zwykłego. Konstrukcja urządzeń, drabinek i anten pochłonęła aż 5,5 tony stali.

I faktycznie, efekty tej pracy widać gołym okiem

Choć nie mieszkam w Warszawie, to bywam w niej regularnie, a zasięg w metrze uważam za ogromną zaletę. Mając kilkanaście, czy czasami kilkadziesiąt minut podróży, można odpisać na maile i zrobić kilka rzeczy bez odkładania ich na później. Bycie online jest dla mnie ważne, jest to pewien komfort psychiczny. Nie do przecenienia jest też rola samego zasięgu komórkowego, bowiem w razie konieczności, rozmówca może się skontaktować. Choć nie lubię rozmawiać przez telefon jadąc komunikacją miejską, to czasami jest to po prostu konieczne.

Z moich obserwacji wynika, że zasięg wcale nie spowodował, że pasażerowie nie mogą odkleić się od smartfonów. Nadal widać mnóstwo ludzi czytających prasę i książki, a to dobry znak.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement