Z hejtem nie wygramy. Można go jedynie zablokować

Felieton/Blog Forum 14.03.2016
Z hejtem nie wygramy. Można go jedynie zablokować

Chociaż mam dopiero 21 lat, zaliczam się do pokolenia „dinozaurów”, które czytają jeszcze klasyczną prasę. Taką wydrukowaną na szarym papierze, kupowaną w lokalnym kiosku i niewygodną w lekturze gdzieś indziej niż na biurku. Od czasu do czasu sam też publikuje wpisy, które pojawiają się m.in. tu, na Spider’s Web. Jednak za każdym razem czytając wydrukowany artykuł, zazdroszczę jego autorowi jednego: że nie może być on komentowany, w przeciwieństwie do mojej twórczości.

Z przekazywaniem informacji za pomocą początkowo obrazków, a później tekstów pisanych na papierze, mamy do czynienia od początku naszej cywilizacji. Oczywiście zarówno alfabetów, jak i sposobów na dzielenie się wiedzą były już na Ziemi tysiące, a z biegiem czasu ta technika ulegała coraz większemu uproszczeniu i spopularyzowaniu. Jednakże prawdziwa rewolucja dokonała się za życia większości z nas i było nią przeniesienie publicystyki do Internetu.

Po raz pierwszy w historii czytelnik, a później także słuchacz i widz, może w prosty sposób odnieść się niemal na żywo do treści i na żywo, i w bardzo prosty sposób ją skomentować. Samo przejście do pisania komentarza pod wpisem zajmuje raptem sekundę i czas pochłania jedynie przekazanie myśli do formy cyfrowej. Potem klawisz „Enter” i już wszyscy internauci na świecie mogą zobaczyć napisaną interakcje.

Pomimo młodego wieku, z dziennikarstwem internetowym mam już dosyć sporo doświadczenia. Pamiętam jak cieszyły mnie pierwsze komentarze pod moimi wpisami, niezależnie od tego, jakie one były. Regularnie wchodziłem też w dyskusje z piszącymi je internautami, gdy zauważałem, że ich opinia jest niezgodna z moją. Pochłaniało to mnóstwo mojego czasu, ale pozwalało wymienić się przemyśleniami i doświadczeniem, jeśli oczywiście druga strona takie posiadała. Ostatnio jednak obserwuje, że z coraz większą niechęcią podchodzę do wszelkiego komentarzy, zarówno w moich tekstach, jak i na wszystkich portalach internetowych, jakie czytam.

Do czasu nastania epoki Internetu, aby odnieść się do treści, trzeba było zwykle napisać list do redakcji, w którym zawierało się swoje uwagi.

Jak łatwo pomyśleć, pochłaniało to dużo czasu i wymagało wkładu finansowego, a ostateczną odpowiedź i tak widział jedynie autor tekstu. Nikt raczej nie zadawał sobie więc trudu, aby napisać list z treścią „Nuda”, czy „Żałosny ból dupy”. A to przecież tylko dwa z wielu uderzających we mnie, jako autora tekstu, komentarzy, jakie pojawiły się pod moim ostatnim artykułem na Spider’s Web.

Tajemnicą nie jest, że napisanie każdego artykułu pochłania mnóstwo czasu. Poszukiwanie inspiracji, treści, do których można się odnieść, potem ułożenie sobie w głowie albo na kartce mapy myśli i ostateczne przelanie ich do edytora w tekstu. To, w zależności od długości „dzieła”, pochłania czasem długie godziny, po których jeszcze musi przyjść czas na sprawdzenie, pozbycie się literówek i umieszczenie tekstu w sieci. Ten proces też wymaga umieszczenia odpowiednich linków, zdjęć, oraz tagów, aby internautom później łatwo było odnaleźć dany wpis. To właśnie m.in. z powodu dużego nakładu pracy, zrezygnowałem z prowadzenia własnego portalu helpmac.pl i zdecydowałem się na powrót do hobbystycznego pisania, od czasu do czasu.

Nie żalę się, robię to, bo chcę i lubię to robić i bardzo miło mi jest, gdy czytam pod tekstem pozytywne słowa. Jednak tak jakoś bywa, że internauci niechętnie dzielą się pozytywnymi odczuciami, a zdecydowanie chętniej udzielają się, gdy nie zgadzają się z opinią autora. I o ile odpowiedź ta jest oparta na merytorycznych argumentach, odnosi się do tekstu, uważam, że ma jakiś sens.

Niekiedy wywiąże się z niej nawet dyskusja, chociaż przyznaję, że mało kiedy kończy się ona tym, że jedna ze stron da się przekonać do opinii drugiej. Najczęściej po długiej dyskusji, strony schodzą „z pola bitwy” z takim zdaniem jak mały poprzednio, bo na każdy argument znaleźć można coś innego i powodem do zakończenia takiej rozmowy jest zwykle zmęczenie jednej lub obu stron.

Takie merytoryczne dyskusje, są niestety rzadkością i częściej można spotkać się w prostą i celną krytyką, napisaną tylko po to, by uderzyć w autora. To Internet, tu każdy jest anonimowy, więc wszystkie chwyty dozwolone. Autor jest młody? Wykorzystaj to! Pisze, że ma Maka? Musi być bogaty. Wyrzuć mu to! Znalazłeś w tekście błąd? Wyśmiej autora z jego niewiedzy! Nie musisz odnosić się do całości artykułu, nie musisz go nawet przeczytać. Przecież nikt się nie dowie, że to tak naprawdę ty.

To przesłanie, które mam wrażenie, towarzyszy autorom większości komentarzy, z jakimi się spotykam. I wedle niego poświęcają swój czas i energię, by tylko uderzyć w autora tekstu. Wszystko przez dużą anonimowość, prostotę dodawania komentarzy i to, że od razu staje się on dostępny dla wszystkich internautów. Mało kiedy wprowadzane są mechanizmy ręcznej weryfikacji, większość portali decyduje się na to, by od razu publikować to, co dodadzą czytelnicy. A to kończy się często zalewem śmieciowych, a później obraźliwych i wręcz wulgarnych komentarzy.

To nie tylko pojedynczy problem

Niestety w dobie powszechnego dostępu do Sieci, stale poszerzających się podziałów w światowym społeczeństwie, problem z komentarzami w Internecie zaczyna stale narastać. Obserwować to można po portalu Gazeta.pl, gdzie we wpisach dotyczących uchodźców komentarze są wyłączane. Czytając komentarze na innych portalach, doskonale rozumiem postępowanie Gazety. Treści dodawane tam przez internautów w zdecydowanej większości nie mają żadnej merytorycznej wartości, a są jedynie zalewem radykalnych i brutalnych wyzwisk, niemających żadnego odniesienia do treści wpisu.

Podobnie stało się ostatnio z wpisami o wybuchu opony w limuzynie prezydenckiej. Wtedy także internauci podzielili się na dwa obozy – jeden śmiejący się z wypadku, wyśmiewający Prezydenta, a drugi doszukujący się trzeciego i czwartego dna, zanim jeszcze cokolwiek było wiadomo. Szybko doszło między nimi do internetowych waśni i musiało to skończyć się tak, jak postąpiono z tematyką uchodźców: całkowitą blokadą możliwości dodawania komentarzy.

A tak naprawdę zdecydowana większość artykułów w popularnych portalach powoduje takie koncerty nienawiści wylewane w komentarzach. Nie pomaga powiązanie ich z Facebookiem, widzę, że dziś sporo osób już zupełnie ignoruje to, że swoim imieniem i nazwiskiem podpisuje się pod brutalnymi tekstami, pisanymi przez samych siebie.

Z tym hejtem już nie wygramy

W sieci już kilkukrotnie propagowano kampanie dotyczące zatrzymania fali hejtu, jaka na co dzień przelewa się przez sieć. Niestety nigdy nie przyniosły one skutku, a wręcz dochodziło do wyśmiewania za próbę wzięcia udziału w tego typu kampanii. Konsekwencją było to, że osoby zaangażowane w kampanię HejtStop, same zaangażowały się w obraźliwe wyśmiewanie wypadku, w jakim uczestniczył Prezydent Andrzej Duda.

I dlatego uważam, że ratunek jest jeden – całkowite wyłączenie komentarzy. Oczywiście dla wielu może kojarzyć się to z cenzurą, brakiem możliwości odniesienia się do treści artykułu, podania innych informacji. Jednak czy z taką „cenzurą” nie mieliśmy do czynienia przed ostatnie kilka tysięcy lat? Komentarze pod artykułami to wynalazek młodszy od większości z nas, który w mojej opinii nie przerodził się w nic dobrego. A stał się jedynie miejscem do wylewania swojej agresji na innych. W sposób bardzo anonimowy.

W rzeczywistości osoby, które będą chciały podzielić się swoimi przemyśleniami, wciąż będą mogły to zrobić – zakładając chociażby bloga. Tam jednak wpisy będą musiały być lepiej umotywowane, a do szerokiego grona będą przebijać się te najlepsze treści. Mowy o cenzurze nie ma, bo jeśli artykuł będzie zawierał naprawdę ważne informacje, to link do niego szybko przebije się w mediach społecznościowych. Niezależnie od tego, gdzie będzie on umieszczony. Jeśli ktoś tak jak dotąd w komentarzach będzie skupiać się jedynie na bezkonstruktywnym i obraźliwym hejcie, raczej nie znajdzie wielu czytelników.

A przynajmniej nie będzie zaśmiecać dobrych artykułów, których stworzenie naprawdę pochłania mnóstwo czasu.

Tekst ukazał się pierwotnie na Blog Forum Spider’s Web. Blog Forum jest miejscem, w którym Czytelnicy Spider’s Web mogą publikować swoje własne teksty blogowe, a najlepsze z nich trafiają na stronę główną serwisu oraz na naszego Facebooka i Twittera.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement