Taksówkarzu, łączy cię z kierowcą Ubera więcej, niż jesteś w stanie przyznać

Felieton/Technologie 22.03.2016
Taksówkarzu, łączy cię z kierowcą Ubera więcej, niż jesteś w stanie przyznać

Ze smutkiem obserwuję walkę kierowców taksówek z kierowcami Ubera. Ze smutkiem, bo Uber jest tylko symptomem, nie problemem. Nawet, jeśli taksówkarzom uda się załatać uberową dziurę w systemie, to system zaraz przecieknie w innym miejscu.

Mało kto jest fanem polskich taksówkarzy, bądźmy szczerzy. Kierowcy często bywają bardzo niemili, nieraz zdarza się, że celowo oszukują i nawet przyłapani na tym potrafią bezczelnie się wypierać. Zdarza się, że nie chce im się zacząć kursu “bo zbyt krótki”, tak jakby opłata początkowa istniała bez powodu, dla samego istnienia. Bywa też, że taksówki są brudne, stare i po prostu nieprzyjemne.

Z drugiej strony stoją kierowcy Ubera – zwykle milsi, w lepszych samochodach, operujący w XXI wieku z aplikacją, dokładnym śledzeniem trasy i transakcjami bezgotówkowymi. Kierowcy Ubera, którzy – poza tym i przede wszystkim – przewiozą taniej. To innowacja z Silicon Valley, startup, sharing czy gig economy, przyszłość już dziś!

Tyle że Uber od początku kombinował przede wszystkim z omijaniem prawa i unikaniem odpowiedzialności. Gdy pojawia się kryzys, z którym w przypadku taksówki musiałaby poradzić sobie korporacja, w Uberze radzi sobie… nie wiadomo kto. Kierowca podobno korzysta z Ubera tylko do znajdowania i wybierania klientów, tymczasem Uber śledzi godziny pracy, jakość usług czy nie daje nawet zbytniej możliwości wybierania klientów – jeśli odmówi zbyt wiele razy, jeśli jego ocena spadnie zbyt mocno, kierowca poniesie konsekwencje. A podobno Uber to tylko platforma do łączenia usługodawców i usługobiorców.

Jednocześnie Uber konkuruje niższymi cenami, bo zrzuca z siebie brzemię dbania o wiele rzeczy, o które taksówkarz czy korporacja muszą dbać – nawet jeśli wymaga założenia działalności gospodarczej, to nie ponosi konsekwencji, gdy kierowca jej nie ma. Ubera nie obchodzi rozliczanie podatków, ma też w nosie licencję czy niedostosowanie kierowców do aktualnych praw, takich jak konieczność posiadania kas fiskalnych.

Przecież to tylko platforma, prawda?

Tylko że Uber kusi możliwością dorobienia sobie, kiedy się chce. Kierowco, nie musisz jeździć 8 godzin dziennie, możesz dorobić sobie kiedy chcesz! Wielu kierowców decyduje się na taki model, bo jest elastyczny, bo pozornie wydaje się prosty i jasny – wsiadasz, i wozisz pasażerów.

Z drugiej strony sporu stoją taksówkarze, którzy muszą mieć licencję – przejść szkolenie, zdać egzamin, przedłożyć zaświadczenie o niekaralności, badanie lekarskie i psychologiczne, i o posiadanej działalności. Już na starcie taksówkarz obłożony jest wymogami, które większość kierowców Ubera po prostu ignoruje.

Nic dziwnego więc, że taksówkarze nie lubią uberowców, którzy po prostu zabierają im potencjalnych klientów.

Problemy w tym sporze są tak naprawdę dwa:

1. Nieegzekwowanie prawa oraz niedziałające przepisy, na które przymyka się oko, lub nie ma środków czy chęci na ich egzekwowanie. Gdyby nagle inspektorzy zaczęli zmasowaną akcję kontrolowania kierowców Ubera, szybko okazałoby się, że większość z nich nie ma prawa zabierać pasażerów. Tylko że w przypadku taksówkarzy też doszukaliby się wielu – może nie aż tak wielu, ale wciąż – nieprawidłowości. Taksówkarze sami przez lata pracowali na swoją ogólną opinię i nic dziwnego, że klienci wybierają nowe, zdawałoby się przyjemniejsze, z punktu widzenia pojedynczego doświadczenia, formy podróżowania.

Sposób, w jaki taksówkarze protestują przeciw Uberowi, jest tego najlepszym przykładem. Oblewanie samochodów śmierdzącą cieczą nie przynosi żadnego rozwiązania prócz zaspokojenia potrzeby zemsty. Więcej, działa odwrotnie – klienci którzy sparzyli się na taksówkach, stają po stronie kierowców Ubera, widząc w taksówkarzach agresywną bojówkę. Pasażer chce unikać kontaktu ze wściekłym, pełnym zemsty człowiekiem i identyfikuje się z kierowcą Ubera.

Brak kultury, brak dobrych zdolności społecznych, brak szacunku dla nieświadomego wszystkich szczegółów sporu klientów, kierowanie się impulsami i niezdolność do perspektywicznego myślenia – takie cechy pokazali taksówkarze tym agresywnym, źle ukierunkowanym protestem.

2. Drugim problemem jest to, że pojawienie się i popularność Ubera nie wynika tylko z innowacyjności usługi. Uber to nie przyczyna – to symptom zmian dziejących się na świecie. Deregulacje i przesadne, nieprzemyślane regulacje, pogarszająca się sytuacja na rynku pracy, dochody poniżej poziomu niezbędnego do przyzwoitego przeżycia – to wszystko ma wpływ na rozwój Ubera.
To nie do końca tak, że Uber zabiera klientów taksówkom. Część na pewno, jednak Uber kreuje własny rynek osób, które nigdy lub bardzo rzadko korzystały z indywidualnych form przewozów pasażerskich. Uber jest tańszy, wiec przyciąga tych, którzy nie zdecydowaliby się na taksówkę, Uber jest bardzo intymny i nowoczesny, nie wymaga martwienia się o posiadanie gotówki i pilnowanie, czy kierowca dobrze wyda czy o to, czy w taksówce można płacić kartą. Uber jest tańszy, modny, świeży, na czasie i nie kojarzy się z – przepraszam za stereotyp – wąsatym kierowcą z taksówki, który w drodze będzie wylewał swoje polityczne żale.

Szara strefa przewozów nie istnieje przecież od dzisiaj. Już lata temu do powrotów z imprez używało się dziwnych przewoźników, o których dowiadywało się pocztą pantoflową i do których numer zmieniał się regularnie, a posiadali go tylko wtajemniczeni. Przejazd taksówką za 30 złotych potrafił kosztować 15 złotych, to argument nie do zbicia dla ludzi, którzy nie szastają pieniędzmi.

Jednak dopiero Uber z potężnym kapitałem i rozwiązaniami dostosowanymi do społeczeństwa technologicznego potrafił zachwiać statusem quo w takim stopniu, na dodatek bezwstydnie i globalnie wykorzystując dziury w systemie i często desperację ludzi, którzy nie zarabiają wystarczająco, by stawiać warunki.

Uber to wykwit XXI wieku, tak jak Amazon z monopolistycznymi zapędami, tak jak Airbnb unikające regulacji dotyczących wynajmu kwater i przerzucające większą część odpowiedzialności na “kontraktorów”.

Kierowcy taksówek mają więcej wspólnego z kierowcami Ubera, niż chcą przyznać. Obie grupy należą do tej samej klasy, obie grupy chcą zarabiać, obie grupy często nieświadomie naciągają albo ignorują prawo. Pytanie co zrobić, by rozwiązać sytuację i tak pozostaje otwarte i wymaga więcej środków i nakładów niż zmiana kilku przepisów.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement