Jeśli tak ma wyglądać serwis streamingowy od SoundClouda, to niech lepiej przejmie go Spotify

Artykuł 31.03.2016
Jeśli tak ma wyglądać serwis streamingowy od SoundClouda, to niech lepiej przejmie go Spotify

Nie trzeba było długo czekać – 10 dni nie minęło, odkąd zastanawialiśmy się głośno, czy SoundCloud otworzy własny serwis streamingowy, a już doczekaliśmy się rozwiązania zagadki. SoundCloud musiał pójść w streaming. To było nieuniknione. Ale jeśli tak ma wyglądać ich próba walki z gigantami na tym rynku to… lepiej niech od razu się pakują. Chyba że prędzej spakują się publikujący tam artyści.

Przypomnijmy w skrócie, o co chodzi – SoundCloud to największe na świecie skupisko muzyki niezależnej, podcastów i generalnie ciekawej treści audio. Niestety, aby przetrwać w tym internetowym świecie, nie wystarczy oferować ciekawych treści, trzeba też zarabiać, a to SoundCloudowi dotychczas nie wychodziło. Po rozlicznych perypetiach, zrywaniu i podpisywaniu na nowo kontraktów z „dużymi” wytwórniami (by przyciągnąć odrobinę słuchaczy tzw. „mainstreamu”) SoundCloud stanął na rozdrożu – albo zmieni sposób zarabiania na taki, którzy może zacząć przynosić potencjalne zyski, albo zamknie swe podwoje.

SoundCloud postawił na to pierwsze. Tak powstał SoundCloud Go, nowy gracz na rynku serwisów streamingowych.

Warunki SoundCloud Go wyglądają niemalże tak samo, jak reszty rywali. Subskrypcja 9,99 dol. miesięcznie (12,99 dol. jeśli aktywacja nastąpiła przez aplikację mobilną na iOS – żeby uiścić 30% haraczu, ekhm, podatku dla Apple), a użytkownicy otrzymują 30 dni darmowego okresu próbnego. W każdej chwili z subskrypcji można zrezygnować. Naturalnie płatna wersja nie emituje reklam, można pobierać piosenki do odsłuchu offline – standard. Serwis na razie dostępny jest wyłącznie w Stanach Zjednoczonych, ale to tylko kwestia czasu, nim trafi on do innych krajów.

Z pozoru SoundCloud Go to bardzo dobre posunięcie. SoundCloud to miejsce unikatowe, łączące w sobie setki tysięcy wykonawców niezależnych oraz kilkadziesiąt dużych wytwórni, w tym katalog „wielkiej trójki” czyli Universala, Sony Music i Warner Music Group. Łącznie daje nam to ponad 125 milionów utworów – liczbę, której nie jest w stanie dorównać żaden inny serwis streamingowy.

Tak, wcześniej ten przebogaty zasób był darmowy (jeśli chodzi o artystów niezależnych). Teraz jednak za tę niewielką opłatę możemy dołączyć do niego katalog dużych wytwórni i – parafrazując słowa CEO SoundClouda – „słuchać ulubionych artystów na jednej playliście, a nie, jak do tej pory, na dwóch oddzielnych”.

Na razie wszystko wygląda dobrze. Wystarczy jednak przejść przez pierwszą warstwę marketingowej papki, aby odkryć, że w istocie SoundCloud Go (przynajmniej na razie) ma do zaoferowania niewiele.

Przede wszystkim – katalog

125 milionów utworów robi wrażenie. Tylko co z tego, skoro ledwie ułamek z nich to utwory dużych wytwórni, którymi serwis chce przyciągnąć nowych użytkowników? Jak podają recenzenci, którzy mieli już okazję przetestować SoundCloud Go za Wielką Wodą, w katalogu nowego gracza widnieją dziury o rozmiarze Wielkiego Kanionu. Owszem, znajdzie się kilka ekskluzywnych nagrań – jak choćby Life of Pablo Kanye’ego Westa – ale już albumów takich gigantów jak The Beatles, White Stripes, One Direction, Rihanny czy Kate Perry nie znajdziemy. Powszechna jest też sytuacja, w której dostępnych jest ledwie kilka utworów artysty, ale nie cały albumy.

Co prowadzi do drugiego problemu, który, zdaje się, przewidziałem w poprzednim tekście – nawigacji po serwisie. Mechanizm poleceń i wyszukiwania na SoundCloud jest genialny. Naprawdę tak sądzę. Ale nadaje się tylko do odkrywania nowych artystów, wyszukiwania nowych brzmień. Zagraniczni recenzenci potwierdzili moje obawy. Jeśli ktoś chce wyszukać konkretnego artystę, konkretny album, konkretny utwór – czeka go droga przez mękę. Bo oprócz oryginalnego utworu wyszukiwarka pokaże zylion remiksów, coverów i przeróbek.

W SoundCloud Go nie istnieją również albumy. Po prostu ich nie ma. Każdy utwór katalogowany jest niezależnie i chociaż – niestety – świat odszedł od konsumowania dorobku artystów w postaci albumów, decydując się na single, to jednak czasem chciałoby się wyszukać konkretną płytę, do której dany utwór przynależy. W nowym serwisie to jednak niemożliwe.

Dlatego też użytkownicy nadal są skazani na własnoręczne tworzenie playlist i częste udawanie się na poszukiwania nowych brzmień.

Te dwa problemy to potężna wada, jeśli SoundCloud Go ma przyciągnąć nowych klientów. Bo nie oszukujmy się – ze 175 milionów obecnych użytkowników, którzy słuchają (nadal darmowej) muzyki niezależnej, na płatność zdecyduje się pewnie jakiś marny procent. A reszta nie przyjdzie, bo serwis póki co ma zbyt duże braki w katalogu i jest zbyt skomplikowany w nawigacji, by większe grono chciało płacić te 9,99 dol. mając do wyboru o wiele bogatsze w mainstream i wygodniejsze alternatywy, takie jak Spotify, GPM czy Apple Music.

Jeszcze gorzej SoundCloud Go wygląda od strony artystów

Pamiętacie dramę z Taylor Swift, która wycofała swój katalog ze Spotify, bo ten nie płacił artystom? I Apple Music, które nie płaciło tantiem w czasie trwania 90-dniowego okresu próbnego? Okazuje się, że to naprawdę małe piwo w porównaniu z tym, jakie są warunki zarobkowe dla artystów niezależnych w SoundCloud Go.

O całej sprawie dowiedzieliśmy się dzięki listowi otwartemu, który napisał Dave Wiskus z zespołu Airplane Mode.

Artyści jak do tej pory mogli swoją muzykę udostępniać w SoundCloud kompletnie za darmo. Jeśli chcieli skorzystać z dodatkowych funkcji, takich jak rozbudowane statystyki, musieli przyłączyć się do kosztującego 15 dol. miesięcznie konta Pro, co dawało im też nielimitowany upload utworów do serwis, a zatem więcej muzyki dla słuchaczy.

Jak łatwo się domyślić, niezależni artyści, którzy uploadują swoją muzykę za darmo, nie zarobią na streamingu ani grosza.

Mało tego – jak na razie na SoundCloud Go zarobią tylko… duże wytwórnie. W komunikacie dla artystów SoundCloud podkreśla, że aby zmonetyzować swoją muzykę, nie trzeba przynależeć do żadnej wytwórni czy organizacji. Wystarczy tylko zostać Premier Partnerem, tak jak duże wytwórnie czy sieci partnerskie.

Sęk w tym, że dołączanie kolejnych artystów do tego programu nie ma żadnych ram czasowych. Czyli tak naprawdę… nie wiadomo kiedy będą mogli oni dołączyć do klubu, mogą co najwyżej wpisać się na listę oczekujących. Monetyzacja ma stać się dostępna dla wszystkich – „niebawem”. Czyli tak naprawdę – nie wiadomo.

Pozostaje jeszcze opcja przyłączenia się mniejszych artystów do tzw. „agregatorów”, czyli sieci partnerskich, które również mają status Premier Partner. Ale – jak słusznie podkreśla zespół AirPlane Mode – nie tylko zabija to cały sens publikowania bezpośrednio na SoundCloud (przecież w ten sposób można muzykę umieścić w każdym innym serwisie), ale też nie oszukujmy się: z pewnością agregator będzie sobie życzył prowizji.

Czyli podsumujmy – nie dość, że twórcy muszą zapłacić 15 dol. miesięcznie za to, żeby korzystać z pełni możliwości platformy, to jeszcze teraz odbiera się im możliwość zarobku, udostępniając ją za to dużym wytwórniom? No genialnie.

Patrząc na warunki stawiane muzykom i twórcom przez SoundCloud Go, na myśl przychodzi mi tylko klasyk ogłoszeń o pracę w korpo – „darmowy staż za możliwość zdobycia doświadczenia”. Tutaj mamy do czynienia z tym samym, tylko że SoundCloud mami bełkotem o „lepszej ekspozycji artystów i ich muzyki”.

Ja przepraszam bardzo, ale… o jakiej „lepszej ekspozycji” mowa? Przecież nic się w tym względzie nie zmieniło.

SoundCloud pograł bardzo nieładnie. Pobiera opłatę za słuchanie muzyki, ale artyści, którzy tę muzykę stworzyli, nie zobaczą z tej opłaty ani centa. I nawet jeśli zmieni się to po owych 30 dniach pierwszego kontaktu użytkowników z SoundCloud Go, to niesmak pozostanie.

Dlatego też w tej chwili SoundCloud Go to nic więcej, jak tylko zaprzepaszczona szansa. Nie przeczę, mogą się jeszcze z tego wykaraskać. Ostatecznie nawet Apple zrewidował swoją politykę wypłacania tantiem artystom w czasie okresu próbnego, a dopracowanie algorytmów wyszukiwania i ubogacenie katalogu mainstreamowego może być kwestią czasu.

Jeśli jednak te zmiany nie nastąpią szybko, to… lepiej niech SoundCloud zwija manatki. Albo jeszcze lepiej – niech potwierdzą się przypuszczenia ekspertów, którzy uważają, że Spotify ustawił się w kolejce do przejęcia SoundCloud, po pozyskaniu miliarda dolarów na rozwój.

Byłoby ogromną stratą, gdyby ten uwielbiany przez muzyków niezależnych i twórców podcastów serwis zatonął. Niemniej jednak premiera usługi Go pokazuje, że stery tego okrętu musi przejąć ktoś inny. Mam więc nadzieję, że i tym razem nie trzeba będzie długo czekać, i za kilka tygodni będziemy mogli poinformować o tym, że Spotify wzbogacił się o ponad 100 milionów utworów. Oby.

Czytaj również:

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement