Para przebrana za księdza i zakonnicę, gość z pianinem oraz domowe orgie, czyli Showup.tv bez tajemnic

Artykuł 29.03.2016
Para przebrana za księdza i zakonnicę, gość z pianinem oraz domowe orgie, czyli Showup.tv bez tajemnic

Listopad 2013. Wychodzę z metra w centrum Warszawy, idę w zimnie i nagle moim oczom ukazuje się ogromny, oświetlony baner reklamowy. Na reklamie napis “Showup.tv”, dwie seksowne kobiety i hasło: “Bo wszystkie diablice są twoje po pracy”. Zastanowiło mnie to – jeszcze nigdy w Polsce nie widziałam tak widocznej, outdoorowej reklamy serwisu internetowego poświęconego seks kamerkom. Pomyślałam wtedy, że akurat ta strona odniesie sukces, bo mocny, odważny i kuszący zwykłych ludzi start jej to zapewni.

Reklama Showup.tv w centrum miasta
Reklama Showup.tv w centrum miasta

Miałam rację. Jest piątek wieczór. Licznik Showup pokazuje, że na stronie trwają 283 transmisje, które ogląda ponad 14 tysięcy osób. 283 osoby, czasem pary, czasem większe grono, zdecydowało się spędzić weekendowy wieczór nadając w świat przeróżne rzeczy.

Pierwsze 10 minut i już niemal się zakochałam. Wśród transmisji mężczyzn, którzy zwykle nakierowują kamerkę na swoje krocze, wyciągają penisa i masturbują się, znalazłam mężczyznę z pianinem. Zaczął grać, grać przepięknie. Siedzę i przez dobry kwadrans nie mogę oderwać się od widoku jego zwinnych dłoni wędrujących po klawiszach, nie mogę przestać zachwycać się delikatnym, granym z niesamowitym uczuciem i emocjami utworem. Nie widzę twarzy pianisty, widzę tylko dłonie i klawisze pianina, jestem w niebie.

Showup to camming – biznes, pasja, sprzedaż intymności

Pamiętam niskobudżetowy film, którego nazwy nie mogę znaleźć, opowiadający o dziewczynie wciągniętej podstępem w występowanie na stronie z seks kamerkami. Film był tragiczny, czarne charaktery – mężczyźni prowadzący stronę – były przerysowane. To był stary film. Fenomen nie jest nowy. Jednak ostatnio jakby zyskuje drugie życie.

Model biznesowy jest prosty. Każdy, kto skończył 18 lat, może zarejestrować się na stronie i zacząć nadawać na żywo używając kamerki internetowej. Widzowie mogą oglądać, kupować wirtualne monety (w różnych serwisach mają różne nazwy) i płacić “napiwki” transmitującym. Serwisy mogą mieć dodatkowe opcje pozwalające na prywatne show, dawać widzom status VIP, czy organizować konkursy na najpopularniejszego nadawcę wideo dnia, tygodnia lub miesiąca z nagrodami w postaci monet.

To serwis ustala przeliczniki pieniędzy na monety, więc zwykle na tym zarabia, w serwisach pełno jest też reklam dla dorosłych.

Camming, bo tak nazywa się ten fenomen, może też odbywać się całkowicie niewinnie, bez udziału seksu i na stronach, które nie tolerują treści dla dorosłych.

W ostatnich kilku latach media zafascynowane próbują zrozumieć fenomen cammingu. Powstają filmy dokumentalne analizujące motywację osób decydujących się upublicznić swoje życie i intymność, reportaże, lepsze i gorsze, teksty i wywiady. Zauważyłam, że ludzi fascynuje to, ile można zarobić na cammingu i że branża traktowana jest jak coś prosto z podziemia. Ostrzega się przed konsekwencjami, mami 12 tysiącami złotych zarobionymi w 2,5 godziny, robi wywiady z występującymi na kamerkach (najczęściej kobietami, kogo interesowaliby mężczyźni?) i raportuje, co zobaczyło się na Showup.tv.

Wszystko to podszyte jest ciekawością pomieszaną z odrazą.

Fakt, plejada genitaliów nie może mieć superpozytywnego odbioru w społeczeństwie, jednak trzeba zrozumieć jedno: camming to nie podziemie, camming to nie małe, dziwne zjawisko. To popularna aktywność, jeden z wielu sposobów na zarobienie pieniędzy w internecie i to często całkiem niezłych, i całkowicie naturalna konsekwencja rozwoju branży pornograficznej i internetu.

Niedojrzała tożsamość

Przeglądam stronę i trwające transmisje. Założyłam nawet konto. Pomyślałam, że może z kimś porozmawiam. Okazało się, że żeby napisać na czacie muszę chociaż raz dać komuś napiwek. Kupiłam więc najmniejszy pakiet żetonów i przekazałam trochę panu z pianinem.

W Newsweeku przeczytałam: – Ktoś o dojrzałej tożsamości nie będzie w stanie na to patrzeć dłużej niż kilka sekund – mówi seksuolog dr Stanisław Dulko. – Szybko uzna to za nieestetyczne, niesmaczne.

Czułam się nieswojo jakieś kilka sekund. W końcu przede mną pojawiło się dziesiątki nagich dziewczyn wyginających się w nienaturalne pozy i dziesiątki penisów we wzwodzie. Nie jest to codzienny widok stron głównych, przynajmniej nie dla mnie. Po chwili jednak dysonans zniknął. W końcu znam internet, znam Reddita, zaglądałam w o wiele dziwniejsze, mroczniejsze i wykrzywione miejsca. Może moja tożsamość nie jest dojrzała.

Przypomniał mi się Houellebecq, który w “Możliwości Wyspy” stworzył charakter młodej przedstawicielki pokolenia, które seks traktuje bezosobowo i bez emocji. Trochę wtedy nie wierzyłam w ten przerysowany przykład, ale może jednak coś w tym jest. Może nie do tego ekstremalnego stopnia, ale w końcu siedzę tu, patrzę na ludzi, którzy za kilkadziesiąt złotych są w stanie sprzedać część swojej intymności.

Zajrzałam do kilku popularniejszych dziewczyn. Widać, że są przygotowane – ładna bielizna, dobre kamerki, konwersują z widzami, odpowiadają im na pytania zadawane na czacie. U mężczyzn za to trochę inaczej. Większość z nich nie stara się wcale, jakby motywacja była trochę inna. Panie nastawione zwykle bardziej na zarabianie, panowie na… na co? Na spełnienie swoich pragnień? Na ulżenie sobie i może dorobienie przy okazji?

Wolność zarabiania, ale taka nie całkiem

Showup to społeczność rządząca się własnymi specyficznymi zasadami. W regulaminie czytam, że spory pomiędzy użytkownikami rozstrzygają moderatorzy. A spory się pojawiają – a to ktoś nie spełnił oczekiwań, za które ktoś inny nie zapłacił, a to ktoś zebrał pieniądze i zniknął. Serwis twierdzi, że nie nagrywa transmisji publicznych, ale prywatne, czyli te, za które się płaci, już tak. Właśnie po to, by rozstrzygać, kto ma rację i komu zwrócić pieniądze.

To musi być wspaniała praca. Oglądanie aktów seksualnych, za które ktoś zapłacił i decydowanie, czy zapłata się należy.

Transmitujący niby ma pełną wolność w serwisie, ale wolność wcale nie jest taka pełna. W teorii nie może organizować żadnych gier losowych czy puszczać materiałów objętych prawem autorskim. W praktyce panie urządzają losowania i gry, a panowie (w szczególności) transmitują show muzyczne. Nikogo to nie rusza, uwagę moderatorów i administratorów przyciąga raczej transakcja kupna-sprzedaży.

Showup prowadzony przez firmę zarejestrowaną w Czechach i zarządzaną przez Polaka to genialny przykład “sharing economy” i kapitalizmu w najczystszej postaci. Showup zachowuje sobie prawo do banowania kont i mrożenia środków, nie zapewnia poprawnego działania serwisu, nie bierze odpowiedzialności za to, czy transmitujący płacą podatki, ale regulamin jasno określa, że charakter transmisji jest erotyczny.

Showup jest trochę jak Uber. Pozwoli wykonywać usługi i udostępni platformę oraz część narzędzi, skasuje za to swoją działkę, ale w razie jakichkolwiek problemów umyje od nich ręce (żadnych pozwów, żadnego mieszania Showupu w sprawy sądowe!). Z tym, że Showup zgarnia nawet większą działkę. 1000 żetonów kosztuje 168 złotych, jednak spieniężenie 1000 żetonów da transmitującemu 100 złotych, bo żeton to 10 groszy.

Jeszcze bardziej zaintrygował mnie blog Showup. Publikowane są na nim porady i newsy. Jednak pisany jest on jakby z użyciem translatora, z mnóstwem błędów gramatycznych, o tragicznym stylu już nie chcę wspominać. Treść jest… dziwna.

Showup często radzi jak odnieść większy sukces lub jak się nie ośmieszyć. Moje ulubione fragmenty:

“Lista klauna, czyli jak skutecznie ośmieszyć się na swojej transmisji:

 

Wykonywać absolutnie wszystkie życzenia widzów na ogólnym
Kiedy ustalasz cel i piszesz: „10 zet życzenie” pomyśl o tym co może zażyczyć sobie widz. Wyobraźnia jest nieograniczona i może Cię spotkać wszystko. Bardzo łatwo w ten sposób stać się pośmiewiskiem, narazić na posądzenie o głupotę lub brak godności.
(…)

 

Makijaż i tynkowanie

 

Makijaż z tynkowaniem nie ma wiele wspólnego, ale czasem się o tym zapomina. Makijaż do kamerki powinien być nieco mocniejszy, pamiętajcie jednak, że Wasza twarz i szyja to nie elewacja budynku, gruby tynk może Wam pęknąć w najmniej oczekiwanej chwili. Na pewno znacie takich transmitujących, którzy nie mogą się uśmiechnąć w obawie przed pęknięciem warstwy tynku na twarzy. Makijaż jest dobrym pomysłem, ale tynkowanie Was ośmieszy.

 

Dlaczego widzowie wchodzą, a potem opuszczają Waszą transmisję?

 

Jesteście nudni. Nie macie celu. Na kamerce niewiele widać, nic też nie słychać. Widz opuszcza Waszą transmisję po 1-2 minutach. Jeśli Waszą transmisję zapowiada ciekawe zdjęcie desperat zadaje Wam jakieś pytanie. Kiedy nie odpowiadacie, odchodzi.

 

Wasz cel jest bezsensowny lub desperacki: zrobię wszystko, ubiorę jeszcze jedną pomarańczową bluzę w rozmiarze XXXL. Po pierwsze widz nie lubi desperatów, po drugie widz SU przychodzi tu by zobaczyć to czego nie widzi na co dzień. Bluzy dresowe są dość powszechne.”

Słowem możecie robić co chcecie, ale my was nauczymy, jak zarabiać i oddawać swoją działkę. Pamiętajcie! Zbyt dużo makijażu (te porównania budowlane są niepokojące) lub zbytnia desperacja to brak godności i ośmieszenie! Znajdźcie złoty środek – trochę desperacji, ale nie za dużo. No i nie bądźcie nudni, zajmijcie się swoimi klientami, w końcu wszyscy chcemy zarobić.

Mam też dziwne wrażenie, że większość z blogowych “porad” odnosi się do pań, widocznie to one generują najwięcej zysku i to one powinny starać się najmocniej.

Różne twarze Showup TV

Camming ma różne twarze. Internautom nie są obce strony, na których można podglądać ludzi niemal 24 godziny na dobę, oglądać jak jedzą, śpią, tańczą, czytają książki czy budują coś z klocków lego. Fenomen jest znany nawet na gejmingowym Twitchu.

Na erotycznym z zamysłu Showupie jest podobnie. Znalazłam panią z autystycznym synem, która w tym miejscu szuka pomocy finansowej i nie oferuje nagości. Liczy na dobre serce i ma rację – widzowie pomagają, całkiem hojnie.

Zrzut ekranu z 2016-01-22 21:19:46

Oprócz mojego ulubieńca-pianisty spotkałam ludzi, którzy myją naczynia, kierują autem, tworzą muzykę, robią talk-show czy po prostu siedzą i patrzą w telewizor.

Widziałam parę, która przebrana za księdza i zakonnicę w dyskotekowych światłach pokazała wnętrze prawdziwego kropidła. Często zdarzają się imprezy – kilka osób pijących alkohol, rozmawiających ze sobą i z widzami. Zwykłe konwersacje do kamerki nikogo nie dziwią.

Czasem trafi się para heteroseksualnych (sami tak twierdzą) kumpli, którzy weszli sami nie wiedzieć po co i skrępowani śmieją się nerwowo, odpowiadając na prowokacyjne komentarze, a potem kuszeni przez widzów postanawiają się rozebrać lub nawet zrobić coś więcej.

Każda transmisja to jakaś historia. To ludzie, którzy z jakiegoś powodu, często nawet nie czysto finansowego, zdecydowali się upublicznić siebie, swoich partnerów, nawet pasje i umiejętności.

Miniaturki ich wymyślnych lub skromnych transmisji na stronie głównej zlewają się z genitaliami, stają się jedną z wielu opowieści w tym miejscu, w którym kończą się zasady i tabu.

To tu można dosłownie zajrzeć do wnętrz domów wielu ludzi, zobaczyć droższe i tańsze meble, mniej i bardziej gustowne stroje, usłyszeć różne akcenty i sposoby wysławiania się, to tu można dołączyć do “wirtualnej domówki”, czy małej orgii. Dla każdego coś miłego.

Język to tylko narzędzie, a podglądać lubimy wszyscy

Co wrażliwszych na Showupie może porazić wulgarność, dosłowność i bezpośredniość zachowań i języka. Tu nie jest nie na miejscu poproszenie o pokazanie cipki czy śmiałe propozycje. Ba, same transmitujące i transmitujący ustawiają klarowne cele i zasady – tyle i tyle za loda, anal, palcówkę i inne spełnienia fantazji. Cennik jest wygodny, pokazuje, że do pracy podchodzi się poważnie i że nie ma co liczyć na darmówki.

Transmitujący konkurują ze sobą i uczą się, jak kusić widzów do opłat. Nabierają asertywności i przestają reagować na darmowy i targowanie. Kto się ugnie, przegrywa.

Ludzie podobno mają skłonność do podglądania. Niektórzy większą, inni mniejszą, ale kto nie zajrzał nigdy do okien bez zasłon na parterze niech pierwszy rzuci kamieniem. Lubimy podglądać obcych, znajomych na fejsbuku, czy celebrytów na Twitterze. Showup to podglądactwo do potęgi i to podglądactwo za zgodą obu stron. Z tym, że podglądający zyskuje władzę, o ile ma pieniądze. Z komfortowej pozycji przed własnym komputerem, bezpiecznie widzi to, o czym wcześniej mógł tylko fantazjować, a jeśli coś idzie nie po jego myśli, może wpływać na bieg wydarzeń lub przejąć nad nimi kontrolę. To potężne uczucie władzy. Uczucie, które uzależnia.

Gdy się przełamiesz, już po tobie

Pewien transmitujący powiedział mi, że na początku czuł się dziwnie. Oglądał kamerki dziewczyn, ale z lekkim wstydem, z poczuciem winy. Potem wsiąkł – poznał ludzi, zwyczaje, widoki opatrzyły mu się na tyle, że stały się codziennością. Zdecydował się pokazać siebie.

Dziś, jakieś pół roku po starcie, nie widzi możliwości rezygnacji z Showup. Czasem ma poczucie, że marnuje czas, ale pokusa jest silniejsza. Po pracy wchodzi na stronę i nagle znajduje się w świecie, który zna, w świecie, który ludzie z pracy czy znajomi nigdy by się nie odnaleźli. To świat potępiony.

Uzależnienie ma dwie strony. Jest strona widzów. Na jednej z “grzecznych” transmisji spotkałam bardzo elokwentnego czatowicza, który po namowach opowiedział mi, jak to jest. Miesięcznie potrafi wydać na Showupie 400, 500 złotych. Na początku było więcej, jeszcze nie umiał się kontrolować i zdarzało się, że szło w tysiące. To nałóg, problem. Ale przyjemny i daje poczucie bycia częścią społeczności. Dziwnej, ale jednak społeczności.

Druga strona uzależnienia to strona transmisji. Niezależnie od motywacji, a ta może być przeróżna, eksponowanie się uzależnia. Na tyle, że nie myśli się o konsekwencjach i możliwych komplikacjach. Nagle człowiek wyrywa się z codzienności i staje się małym centrum uwagi. Uzależniają komplementy, ale uzależniają też boje z chamami czy starania. Pieniądze, nawet niewielkie, też uzależniają. Na tyle, że łamie się czasem własne zasady. Warunki “nigdy nie pokażę się całkiem nago, nigdy nie dotknę się sama, nigdy nie upublicznię twarzy” w towarzystwie ludzi, którzy robią to samo i są krok dalej, bledną. To przecież tylko kolejny mały kroczek, nic się nie stanie.

Showup to lustro

Gabinet krzywych luster, w którym człowiek widzi się zdeformowany i powykrzywiany może być zabawny, ale momentami może być też przerażający. Showup to taki gabinet z tym, że odbija nie tylko widza, ale wszystkich nas, odbija przesuwające się granice, technologiczny postęp, zmieniający się świat ekonomicznych możliwości i małe oraz duże marzenia i pragnienia. O sukcesie, pieniądzach, aprobacie, poglądactwie.

Ludzie z Showupu nie są źli. Nawet Showup, serwis bulwersujący wiele osób, nie jest zły. Jest. Istnieje, bo może. Bo wykorzystuje to, że nie potrafimy rozmawiać, że nie umiemy wprowadzić sensownych regulacji, że pozwalamy na istnienie tworów które nie biorą żadnej odpowiedzialności za nic.

Nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że na Showupie dzieje się coś moralnie złego. Nie widziałam przemocy, nie widziałam wykorzystywania seksualnego. Jedyne co mogło mnie czasem ruszyć to niewystarczająca świadomość tego, co właśnie się dzieje, ale to przecież nie zbrodnia.

Więcej – część z tych ludzi w niecodzienny sposób znalazła miejsce, w którym czuje się dobrze. Bo niektórzy świetnie się bawią.

*Grafika główna: fot. plaits, CC BY 2.0 

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement