To pierwsza nowa gra z serii od 2004 roku. Dziś premiera Baldur’s Gate: Siege of Dragonspear

Artykuł/Gry 31.03.2016
To pierwsza nowa gra z serii od 2004 roku. Dziś premiera Baldur’s Gate: Siege of Dragonspear

To pierwsza zupełnie nowa gra z serii – oficjalnie – od 2004 roku, ale wszyscy wiemy, że tak naprawdę to nawet od 15 lat. Chyba jeszcze nigdy nie bałem się żadnej gry tak bardzo, jak Baldur’s Gate: Siege of Dragonspear. 

Baldur’s Gate jest w mojej ocenie najlepszą grą cRPG w historii, zaś Baldur’s Gate II i Tron Bhaala również mieszczą się bardzo wysoko w tej hierarchii. Tak, jestem jednym z tych nielicznych fanów, których bardziej urzekła intryga polityczna Sarevoka niż Jon Irenicus, zaś na Wybrzeżu Mieczy znam każdy kamyczek i każdą dziuplę. Jestem także jednym z wielu fanów, którzy uważają, że jeśli jakaś historia była w miarę spójna i zakończono ją w sensowny sposób (podobnie jak miało to miejsce w przypadku Planescape: Torment), nie powinno się w niej na siłę grzebać. Jeśli o Baldur’s Gate chodzi, byłbym w stanie zaakceptować jedynie prequel – np. w Czasach Niepokojów. Wtedy ta historia miałaby sens.

Najwyraźniej z podobnego założenia wychodzi studio Overhaul Games/Beamdog, które wprawdzie głośno snuje wizję stworzenia Baldur’s Gate III, ale jak na razie na ten ruch się nie odważyło. Baldur’s Gate: Siege of Dragonspear to zachowawczy pomost pomiędzy pierwszą a drugą częścią gry. Wprawdzie intro do Baldur’s Gate II wyjaśniało nam, że po pokonaniu Sarevoka atmosfera we Wrotach Baldura zaczęła gęstnieć, społeczność podejrzewała płynące w naszej krwi dziedzictwo Bhaala, a w końcu z zaskoczenia porwali nas wysłannicy Irenicusa, ale nowa produkcja Overhaul Games wyjaśni nam co właśnie działo się w okresie pomiędzy spotkaniem naszych dwóch głównych przeciwników.

Okazuje się, że były to czasy tak bardzo niespokojne, że aż z perspektywy ujawnienia tych faktów zdumiewającym wydaje się, by nasza gromadka dała się pojmać jakiemuś szajbniętemu magowi, a na dodatek obudziła się w jego lochach na zaledwie ósmym poziomie.

Czym jest Baldur’s Gate: Siege of Dragonspear?

Założenie nowego dodatku brzmi naprawdę obiecująco. To nie będą kolejne Opowieści z Wybrzeża Mieczy z umiarkowanie udaną wyspą likantropów i Wieżą Durlaga. Spokój po pokonaniu Sarevoka szybko zakłóca nadciągająca z całą armią z północy (czyżby jakieś inspiracje Pieśnią Lodu i Ognia?) Shining Lady, która – jeśli wierzyć producentom – jest kolejnym dziecięciem Bhaala!

Bardzo ciepło wspominam Tron Bhaala, który postawił na trochę więcej akcji, ale to było moim zdaniem wskazane – konsumując dorobek wielkiej historii zapewnił pełen wartkiej akcji, emocjonujący finał na najwyższym poziomie (choć w roli głównego przeciwnika wolałbym zobaczyć np. Cyrika). Jednak te boskie i półboskie zmagania budzą w realiach Baldurów dodatkowe emocje/ Sarevok to do dziś mój ulubiony szwarccharakter (a przy tym klasyczny bohater romantyczny) w historii gier.

Dodatek zaoferuje dodatkowe 25 godzin rozrywki, czterech nowych bohaterów, których możemy przyłączyć do drużyny, nowe przedmioty, zaklęcia, lokacje, klasę szamana oraz poziom trudności story mode, dla lamusów graczy, dla których standardowy „łatwy” okaże się zbyt wymagający.

Tyle, jeśli chodzi o entuzjazm, ponieważ  z drugiej strony jestem pełen obaw. Zacznijmy od tego, że Overhaul Games wypuszczając Enhanced Editions obu części Baldur’s Gate’a nie poradziło sobie ze swoim zadaniem zbyt dobrze. Wersja na Androida i iOS wprawdzie się ukazała, ale próba obcowania z nimi na poważnie potrafi odebrać smak życia. Technicznie nie podołano też na PC, gdzie obu wersji nadal nie załatano w taki sposób, by u każdego działały w miarę bezproblemowo. Studio miało więc spory problem, by podołać technicznej stronie projektu.

Merytorycznie wypadli na mniej więcej podobnym poziomie. Wprawdzie zrobili dodatkowe misje i bohaterów do poprzednich części Baldur’s Gate, tam był jakiś zamysł i pewien nakład prasy, natomiast było widać, że to jest treść wklejona, robiona przez inne studio. Być może jest to wina tego, że oryginał przeszedłem około 20 razy, ale porównując Enhanced Edition do treści podstawowej, miałem wrażenie jak gdyby ktoś po „Co gryzie Gilberta Grape’a” porozrzucał ok. 3 minut materiału filmowego z nagrań Gracjana Roztockiego, jak gdyby do najnowszego Wiedźmina 3 ktoś przeniósł nagle 4-5 questów z pierwszego Risena. Nie mówię, że to były okropne questy, ale na pewno by je Wiedźminowi wypominano.

A teraz scenarzyści Overhaul dostali swoją pełnometrażówkę.

Siege of Dragonspear ukaże się na podrasowanym silniku Infinity. Na trailerach wygląda on nieco… komiksowo, wyraźnie zaznaczony kontur postaci przywodzi na myśl Borderlands. Mimo całej sympatii, po premierze Pillars of Eternity, nawet w odniesieniu do tak oldskulowej konwencji oczekiwania nieco się podniosły i to może być kolejną przeszkodą producenta, który – co już zostało ustalone – mistrzem techniki programistycznej nie jest. A swoją drogą, ponieważ nie mam okazji pisać na Spider’s Web zbyt często – Pillars of Eternity: słabo, bardzo słabo. Dla mnie największe rozczarowanie 2015 roku. Jeśli chcecie więcej przygód w stylu Baldurka – zdecydowanie lepiej sięgnąć po Divinity: Original Sin. Zwłaszcza, że mają ją nawet na PlayStation.

Baldur’s Gate z PlayStation doświadczenia ma raczej nieprzyjemne, ale Dark Alliance i Dark Alliance 2 przez fanów są raczej zapomniane i niektórzy pewnie nawet do tej pory zastanawiają się, skąd wytrzasnąłem ten 2004 w nagłówku artykułu. Już dziś przekonamy się, czy Siege of Dragonspear wejdzie do kanonu, czy też skończy na śmietniku amatorskich modyfikacji i konsolowych apokryfów.

I na koniec, chciałbym przypomnieć Wam, że przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę, gdyż niestety tym razem Piotr Fronczewski raczej nie będzie miał ku temu okazji.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement