Playboy, patrz na Pornhuba i ucz się. Tak się dzisiaj sprzedaje nagość

Artykuł/Technologie 25.03.2016
Playboy, patrz na Pornhuba i ucz się. Tak się dzisiaj sprzedaje nagość

Miała być rewolucja, mocna odpowiedź prasy na czasy smartfonów, największa zmiana w historii i… prawdopodobnie nic to nie dało. Playboy, w którym w ostatnim czasie zrezygnowano z publikacji nagich zdjęć, może trafić w najbliższym czasie pod młotek.

Plany rezygnacji z tego, być może nie najważniejszego, ale co najmniej najbardziej rozpoznawalnego elementu amerykańskiego magazynu ujawniono pod koniec zeszłego roku. Powody były proste – „papierowy” Playboy przegrał z kretesem z wszechobecnymi smartfonami. Mało kto potrzebuje dziś kupować gazetę, żeby zobaczyć zdjęcia rozebranych modelek czy gwiazd. Mało kto musi za to w ogóle płacić.

Nie miało być więc nagości w dotychczasowej formie. Miała być lepsza jakościowo treść, ambitne i mocne materiały i chęć trafienia do nowych czytelników, którzy nie musieliby się już wstydzić, że czytają „rozbierany” magazyn. Ci, którzy dotychczas szukali rozbieranych fotek, już dawno mogli je znaleźć gdzie indziej.

Wszystko to potwierdziło się w lutym 2016, kiedy mieliśmy okazję zobaczyć okładkę marcowego, zupełnie odmienionego Playboya i zapoznać się z pierwszymi „nowymi” sesjami zdjęciowymi. Było ciekawie, nawet trochę technologicznie. Ale…

Prawdopodobnie to wszystko nie wystarczyło

Dziś świat obiegła wiadomość, że trwają obecnie sondowania rynku i poszukiwania osób ewentualnie zainteresowanych zakupem Playboya. Nie, nie pojedynczego wydania, a całego magazynu, wszystkich edycji (w tym zapewne i cyfrowej), a także całej marki.

Mówiąc wprost – Playboy jest na sprzedaż. Kwota, jakiej spodziewałby się jego właściciel to około pół miliarda dolarów. Jak za tak legendarną markę, a do tego markę, która rok w rok generuje wielomilionowe zyski, nie jest to raczej zbyt wiele.

Tyle tylko, że taka sytuacja może wcale nie trwać na tyle długo, żeby taka inwestycja – przy założeniu, że najważniejszy w Playboyu jest papierowy magazyn – może się długo nie trzymać.

Rezygnacja z rozbieranych sesji fotograficznych, jakkolwiek odważna i całkowicie uzasadniona sprawia, że dla wielu osób Playboy stał się… takim samym magazynem, jak wszystkie inne. Z mocną marką, z mocną sprzedażą w swojej kategorii (w tym i w Polsce), ale bez tego konkretnego, przyciągającego jeszcze niedawno klientów elementu.

Smartfony, tablety i ogólnie rzecz biorąc – wszystko, co podłączone do Internetu – nie dały Playboyowi wyboru. A Playboy, przynajmniej na razie, nie znalazł dla nagości żadnego alternatywnego „magnesu”. Jeśli ostatecznie potwierdzą się zresztą doniesienia o planach sprzedaży, to najwyraźniej nawet i sam obecny wydawca Playboya nie wierzy w to, że drastyczne zmiany podjęte w ostatnim czasie są w stanie cokolwiek zmienić.

Na realną ocenę zmian jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie – zgodnie z nowymi zasadami opublikowane zostały tylko pierwsze wydania.

Samo poszukiwanie kupca nie przesądza także ostatecznie o niczym. Może to być traktowane jedynie jako wyjście awaryjne na wszelki wypadek. Skoro jednak pod uwagę brana jest sprzedaż całości, na poważnie rozważana jest również opcja, że wszystkie te zmiany nie dadzą absolutnie nic i tego tytułu trzeba się po prostu pozbyć.

Póki jeszcze jest taka możliwość.

Technologiczny kierunek

Playboy nie tylko odrobinę za późno próbuje się dostosować do potrzeb klientów nowej, technologicznej generacji. Jego największym grzechem może być to, że nie spróbował na dobre wykorzystać tego, co wszystkie te nowe technologie są w stanie zaoferować.

Cóż bowiem ze „snapchatowej” okładki w czasach, kiedy tematem numerem jeden – może nie faktycznie użytkowo, ale przynajmniej medialnie – są rozwiązanie takie jak VR czy 360? Cóż ciekawego może być dla młodszych odbiorców w jakichkolwiek zmianach w treściach papierowych, kiedy teraz atrakcją dla nich jest ich konsumpcja w wirtualnej rzeczywistości?

Niektórzy to zrozumieli. Nie mylmy oczywiście erotyki z Playboya z pornografią, którą serwuje Pornhub, ale ten drugi doskonale się w nowej rzeczywistości odnalazł. Niedawna wiadomość o uruchomieniu dedykowanego kanału z filmami VR obiegła cały świat, znajdując dla siebie miejsce na ogromnej liczbie internetowych serwisów i portali.

Czy to dobrze czy źle – Pornhubowi udało się po raz kolejny z sukcesem sprzedać swój „produkt”, właśnie bazując na tym, co jest obecnie modne w nowych technologiach. Modne – nie niezaprzeczalnie niezbędne czy w jakimkolwiek stopniu dostępne w masowym użyciu. Do VR musimy się dopiero przyzwyczaić i zacząć je lubić. Ale ten serwis już jest na to gotowy.

Playboy w tym czasie, tak samo jak i spora część rynku „papierowego”, nadal chyba do końca nie wie, jak z tych wszystkich nowości skorzystać. I liczenie na to, że ewentualny nowy właściciel byłby w stanie to zmienić, też można uznać za niezwykle optymistyczne. Albo zerwie ostatecznie z tradycyjną formą priorytetowego wydawania magazynu na papierze, albo… w końcu zostanie z tego tylko niesamowicie mocna marka.

Bo czy ktoś z nas wyobraża sobie, że za 5, 10 czy 15 lat wciąż jeszcze będziemy iść do sklepu tylko po to, żeby kupić papierowe wydanie gazety? 

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement