Monument to jedna z najbardziej żenujących prób wyciągnięcia pieniędzy od fotografów

Artykuł/Foto 15.03.2016
Monument to jedna z najbardziej żenujących prób wyciągnięcia pieniędzy od fotografów

Twórcom tego projektu udało się zebrać na Kickstaterze już ponad 450% potrzebnej kwoty. Budżet, jakim dysponują, wynosi już ponad ćwierć miliona dolarów. Wszystko to za prywatną chmurę na zdjęcia. Kiedy widzę takie projekty, zupełnie tracę wiarę w Kickstartera. I w ludzi.

Monument, bo o nim mowa, jest niewielkim pudełeczkiem, które w dużym skrócie jest domową chmurą na zdjęcia. To takie fizyczne Zdjęcie Google, które można postawić w salonie. Monument ma rozwiązać problem z synchronizacją i katalogowaniem fotografii z wielu urządzeń.

Monument łączy się z domową siecią Wi-Fi, a dzięki aplikacji na smartfony pobiera wszystkie zdjęcia wykonane urządzeniami mobilnymi. W obudowie przypominającej Apple TV znajdziemy też slot na kartę SD, dzięki któremu możemy zgrywać do Monument zdjęcia z apararu.

monument-3

Mała skrzyneczka automatycznie posegreguje wszystkie fotografie według dat, rodzajów aparatu, geolokalizacji, a nawet według twarzy, bowiem potrafi je rozpoznawać. Fotografie można oglądać na telewizorze, tablecie lub smartfonie. Co z komputerem? Niestety, twórcy nie przewidzieli takiej możliwości. Post-PC pełną gębą.

Momentum nie ma wbudowanej pamięci dostępnej dla użytkownika, ale do urządzenia możemy włożyć dwa dyski, które podłączymy poprzez interfejs… USB. To dość dziwna decyzja, zwłaszcza, że mamy tu wolny standard USB 2.0. Wersja 3.0 jest rzekomo za droga. Dodatkowo dyski są podłączone przez nieeleganckie kable wystające poza obudowę.

Moment

Monument można było kupić za ok. 80 dol., poprzez wsparcie kampanii na Kickstarterze. Wszystkie urządzenia w tej ofercie zostały wyprzedane, podobnie jak w ofercie za 100 i 110 dol. Obecnie można jeszcze kupić dwa Monumenty za 200 dol. Cena rynkowa będzie wynosić 209 dol. za jedno urządzenie. Pamiętajmy, że do tego trzeba doliczyć koszt dysków zewnętrznych!

To byłby dobry pomysł. W 2012 roku.

Na stronie projektu możemy przeczytać górnolotne hasła o tym, że dziś robimy więcej zdjęć niż kiedykolwiek. Że kamery i aparaty wszelkiego typu otaczają nas z każdej strony. Że gubimy się w tym galimatiasie i znikąd nie mamy ratunku. Wtem pojawia się Monument, cały na czarno (lub na złoto, jeśli ktoś woli).

Projekty na Kickstarterze w założeniu mają rozwiązywać drobne problemy, z którymi spotykamy się codziennie. Tymczasem czytając powyższy opis odnoszę wrażenie, że twórcy Monument starają się na siłę wyważyć otwarte drzwi. Przecież to nie ma najmniejszego sensu!

Dziś nawet darmowe rozwiązania sieciowe pokroju Zdjęć Google oferują podobną funkcjonalność. Twórcy Monument sami porównują swój projekt do Google Photos i przedstawiają przewagi swojego rozwiązania. Pierwszą ma być „brak wątpliwości co do prywatności”. Przyznaję, kwestia bardzo ważna, ale czy można w pełni zaufać urządzeniu, które rozpoznaje twarze i samo segreguje nasze zdjęcia m.in. ze względu na lokalizację?

monument-1

Po drugie, Monument pozwala na stworzenie backupu (macierz RAID-1). Ponownie, to ważna kwestia, ale czy faktycznie zdjęcia będą bezpieczniejsze niż na serwerach Google? Trzeba być szaleńcem, by uważać, że domowy serwer jest mniej awaryjny niż serwery amerykańskiego giganta.

Po trzecie, Zdjęcia Google rzekomo nie działają na telewizorze, podczas gdy Monument działa. Jako posiadacz Chromecasta mogę się tylko pobłażliwie uśmiechnąć. A wraz ze mną użytkownicy wielu systemów Smart TV i set-top boksów.

W końcu po czwarte, Zdjęcia Google wymagają komputera do przerzucenia zdjęć z karty pamięci aparatu, podczas gdy Monument ma własny slot SD. Post-PC w takim wykonaniu mnie nie przekonuje. Szczególnie z perspektywy osoby z czytnikiem kart USB 3.0, który podłączam do komputerów z szybkimi dyskami SSD. Wyobrażam sobie ile czasu traciłbym na zgrywaniu zdjęć przez wolny standard USB 2.0 w Monument.

Zdjęcia Google przegrywają w kwestii kompresji, ale ten problem można rozwiązać bardziej sensownym magazynem zdjęć, czyli NAS-em, lub innym podobnym dyskiem stworzonym do działania w domowej chmurze. Te rozwiązania są już przecież na rynku i nie trzeba ich wymyślać na nowo.

Kiedy widzę, że taki projekt wsparło ponad 2100 osób, a twórcy zebrali ponad ćwierć miliona dolarów, łapię się za głowę. Przecież te pieniądze można spożytkować na setki innych, znacznie lepszych sposobów.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement