Żenująca rozmowa w pociągu, czyli jak matka chciała zrobić z córki gwiazdę Instagrama

Felieton/Social media 27.03.2016
Żenująca rozmowa w pociągu, czyli jak matka chciała zrobić z córki gwiazdę Instagrama

Gwiazdy YouTube’a i blogerzy oraz blogerki (głównie szafiarki) są już tak popularne jak przedstawiciele kina, muzyki i telewizji. Część z nich, głównie wśród młodego pokolenia, jest nawet bardziej rozpoznawalna niż osoby związane ze światem analogowym, tym sprzed Internetu. Youtuberzy i blogerzy znaleźli sposób na życie, robiąc to, co lubią i to, co potrafią najlepiej. Jedni przebierają się w coraz to nowsze łaszki, drudzy wygłupiają się przed kamerą, a jeszcze inni grają w gry na komputerze. A cała masa ludzi chce to oglądać.

Nie da się ukryć, że youtuberzy i blogerzy, zwłaszcza ci, którym się udało, a więc ci, którzy są popularni i zdobywają intratne kontrakty z największymi firmami, budzą kontrowersje. Temat ich zarobków, tego czym się na co dzień tak naprawdę zajmują nie milknie.

Ostatnio kwestie gaży szafiarek i tego, jak wygląda życie młodych dziewczyn, takich jak Jessica Mercedes czy Maffashion, poruszyła Violetta Kołakowska, aktorka, znana bardziej jako (była?) partnerka Tomasza Karolaka i matka jego dzieci. Kołakowska postanowiła zakpić z dziewczyn i ich pracy, nagrywając filmy ośmieszające ich kanały w social media, to, jakie informacje na swój temat tam prezentują.

Youtuberzy i blogerzy pojawiają się wszędzie. Można odnieść wrażenie, że telewizja i inne „stare media” próbują ich obecnością przekonać do siebie młodsze grono widzów – są zapraszani jako eksperci do programów śniadaniowych, mają swoje audycje radiowe, wydawnictwa proponują im pisanie książek, są na okładkach magazynów dla pań (ostatnio reZigiusz, Littlemooonster96 i Maffashion pojawili się na okładkach „Glamour”). Nic więc dziwnego, że informacje o gwiazdach Internetu przedostają się do świadomości starszych widzów. Rodziców, których dzieci są w wieku wspomnianych osób albo za chwilę będą nastolatkami i same mogą z dnia na dzień stać się sławnymi twarzami z Sieci. Rodziców, którzy też chcieliby, aby ich dzieci były znane i bogate.

Ostatnio, jadąc pociągiem mimo woli byłam świadkiem pewnej znamiennej sytuacji.

Mama, tata i dwójka dzieci, w wieku 6 lat (chłopczyk) i 9 lat (dziewczynka) siedzieli obok mnie w jednym z wagonów. Dzieci, jak to dzieci, trochę rozrabiały, nudziły się i marudziły. Rodzice starali się zająć czas czytaniem gazet i zabawą na smartfonach. W pewnej chwili mama, odrywając się od magazynu, oznajmiła swej rodzinie, że ma fantastyczny pomysł. Otóż po przeczytaniu artykułu w gazecie o dobrze zarabiających gwiazdach Internetu, stwierdziła, że jej kilkuletniej córce trzeba założyć blog i konto na Instagramie.

Na sceptyczne pytania ojca „Po co?”, odrzekła, że te dzieciaki piszą o swoim życiu, pokazują, jak podróżują albo, co robią na co dzień i mają umowy na wielkie pieniądze z różnymi firmami, które płacą im za zdjęcia, posty, różne publikacje. – Bo sprzedają swoje życie – powiedział tata. – To nie jest fajne – dodał. – Musisz pomóc mi to rozpromować! – krzyknęła matka do ojca. – Kochanie, pisałabyś o tym, co robisz w szkole, wrzucałabyś zdjęcia na bloga – przekonywała córkę. – A co to jest blog? – zapytało z konsternacją dziecko. Ojciec dodał coś jeszcze o tym, że za 10 lat te dzieci obudzą się z niczym, bez wykształcenia i umiejętności i nie będą umiały odnaleźć się w życiu.

Po chwili wszystko wróciło do normy, mama wróciła do gazety, dzieci do rozrabiania, a tata do grania na telefonie. A ja siedziałam nadal. Tym razem z opadniętą szczęką i poczuciem jakiegoś zażenowania.

Jasne, matki i ojcowie próbujący zrobić ze swoich dzieci superbohaterów, wypychający ich na castingi, do programów typu talent-show, zapisujący ich na różne zajęcia, które mają pomóc ich pociechom w doskonaleniu się prawie na każdym polu to żadna nowość.

Teraz zmieniło się tylko narzędzie. Ale to budzi moje przerażenie. Każdy rodzic, który zachłyśnie się cudzym sukcesem może bez problemu trenować swoje dziecko na gwiazdę. Pani od muzyki już nie zwróci uwagi, że Julka niekoniecznie ma talent do grania na skrzypcach, a trener piłki nożnej nie będzie miał szansy zasugerować, że Łukasz zamiast biegania preferuje książki. Żądnych pieniędzy i sławy nie tylko dla swoich dzieci rodziców nic już nie powstrzyma. Bo Internet jest dla wszystkich.

Przykre, że coś, co kiedyś mogło być znakiem niezależności dziś może zamienić się w świadomą maszynkę do zarabiania pieniędzy. Youtuberzy i blogerzy odnieśli sukces właśnie dlatego, że robili coś świadomie z pasji. Oczywiście, zarabiają na swojej działalności, ale to mnie nie oburza – jeśli mają zajmować się tylko tym, muszą z czegoś żyć. Jeśli proponuje im się kontrakty, które ich zadowalają, czemu mają z nich nie skorzystać. Oburza mnie natomiast, że pazerni rodzice chcą (nie)świadomie wystawiać swoje dzieci na widok całemu światu dla pieniędzy. Dzieci, które – jak we wspomnianym przeze mnie przypadku – nie wiedzą nawet co to jest „blog”.

Ciekawe, choć niekoniecznie słuszne, wydaje mi się natomiast stanowisko ojca, który trywializuje to, czym zajmują się youtuberzy i blogerzy.

Oczywiście, wydaje się jakby większość z nich tylko bawiła się w swoim życiu (choć nie rozumiem, czemu miałoby to być powodem negatywnego osądu) i jakby faktycznie przyszłość mogła utrzeć im nosa. Na miejsce starych gwiazd przyjdą nowe i to o nie walczyć będą reklamodawcy. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by osoby, które teraz są na szczycie rozwijały swoją markę, prowadziły firmy czy nieco przebranżowiły się i czerpały w przyszłości profity z nieco innych działalności. Niemniej, na to, co wydarzy się za 10 lat z Maffashion, reZigiuszem albo chłopakami z Abstrachuje musimy jeszcze poczekać. Sytuacje młodych gwiazdek pop, które poradziły sobie w przyszłości pokazują jednak, że ich kariera nawet za 10 lat może nabrać rozmachu, a nie skończyć się.

Pompowana popularność youtuberów i blogerów zaczyna przynosić negatywne skutki.

Trudno o to oczywiście mieć pretensje do gwiazd internetu. Te po prostu dobrze się bawią albo świadomie zarabiają pieniądze, bo dzięki szczęściu i pracy udało im się do czegoś dojść. Ich promocja w mediach może jednak odbić się czkawką ich potencjalnym widzom i rówieśnikom. Rodzice omamieni tym, co przeczytają w gazetach albo w Internecie wierzą, że dwa kliknięcia zrobią z ich dziecka gwiazdę. Aż strach pomyśleć, co będzie się działo, jeśli dziecku nie uda się zdobyć popularności. Zawiedzenie takich opiekunów, cóż, może być straszne w skutkach.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement